Ciężko napisać jakiś mądry i zwięzły wstęp po tak długiej przerwie. Już od dłuższego czasu myśleliśmy z moją serdeczną koleżanką o powrocie najbardziej kontrowersyjnego bloga o tenisie w Polsce. Po wielu perturbacjach – udało się! Wracamy i wiem, że bardzo Was to cieszy. Temat na powrót również trafił się idealny, w związku z tym już zbędnego gadania przejdę do meritum.

Teoretycznie od zakończenia turnieju im. Rolanda Garrosa minęło już trochę czasu, jednak Wimbledon pokazał, że ten temat jest ciągle aktualny. Pogoda w ostatnim nie rozpieszcza naszych odbijaczy paletek. Deszcz, deszcz… dla odmiany deszcz… Z tego też powodu najbardziej ortodoksyjny ze Szlemów, Wimbledon, zrezygnował z tzw. ”Middle Sunday” czyli wolnej niedzieli w pierwszym tygodniu tego turnieju. Taka sytuacja miała miejsce czwarty raz w historii – wcześniej to były lata 1991, 1997 i 2004. Taki stan rzeczy, szczególnie w Paryżu, nie przypadł do gustu naszej gwieździe, Agnieszce Radwańskiej.

13652555_1158886110819716_1233685863_n

Jak wszyscy wiemy – Polce poza rywalką często przeszkadza też pogoda. Niestety nie zawsze gra się przy słońcu i 20 stopniach. Na US Open mamy wręcz huraganowy wiatr, Anglia jak zawsze „rozpieszcza” tenisistów deszczem. Przykłady w przypadku Radwańskiej można mnożyć – pierwsza na myśl przychodzi mi porażka w trzech setach z Kateryną Bondarenko w pierwszej rundzie Australian Open w 2009 r. Wtedy Radwa walczyła zarówno z wiatrem, jak i ze swoją ukraińską rywalką. 6 lat w Paryżu później było jeszcze bardziej dramatycznie. Polka mierzyła się w czwartej rundzie z Tsvetaną Pironkovą. Mecz zaczął się bezproblemowo dla Radwańskiej, rywalka popełniała mnóstwo błędów i stosunkowo szybko Radwańska objęła prowadzenie 6:2 3:0. Wtedy z powodu ciemności mecz został przerwany i wyznaczony do dokończenia na następny dzień. Tak się nie stało, gdyż pogoda nie rozpieszczała organizatorów. Koniec końców Tsvetana z Agnieszką wyszły na kort po dwóch dniach i… no właśnie. Wyszły, mimo że pogoda nie uległa zmianie. Pironkova zdołała odrobić straty i ostatecznie to ona cieszyła się z pierwszego dla niej ćwierćfinału na paryskich kortach.

Po tej krótkiej notce historycznej można przejść do sedna – Radwa wywołała niemałą burzę na konferencji prasowej, stwierdzając, że warunki były skandaliczne (ok), że nie powinny grać w takich warunkach (ok) i że poważnie zastanowi się nad występem w przyszłym roku (WTF?!). Organizatorzy na pewno popadli w depresje… Nasza gwiazda zapomniała o paru istotnych kwestiach. Zapowiedź bojkotu to istna dziecinada, Tenisowa Nerwica czuje się zażenowana takimi groźbami. Próba usprawiedliwiania błędów i słabej gry warunkami pogodowymi też jest śmieszna – ktoś tu chyba zapomniał, że rywalka po drugiej stronie miała takie same warunki do gry, a mimo to potrafiła przejąć inicjatywę i zaatakować obrażoną na cały świat rywalkę. Tutaj jeszcze chciałbym napomknąć o jednej kwestii. Otóż spotkałem się z komentarzami, że „Pironkova miała łatwiej, bo gra siłowy tenis”. Nie wiem, kto tak stwierdził, ale najprawdopodobniej widział pierwszy raz Tsvetanę w akcji i jej momentami rażąco słaby forhend. Pominę też fakt, że na tle Polki większość dziewczyn wygląda na agresywnych tłuków… Ostatnia rzecz – pogoda pogodą, ale niewykorzystanie prowadzenia 6:2 3:0 źle świadczy o tenisistce ze ścisłego topu.

Rozumiem rozżalenie, złość, ale Radwańską ewidentnie (znowu) poniosły emocje. W identycznej sytuacji była Simona Halep (mecz przerwany przy 5:3 dla Simony, Stosur odrobiła straty i wygrała w dwóch partiach), która zachowała o wiele więcej klasy na pomeczowej konferencji. Przede wszystkim nie ośmieszała się zapowiedziami o bojkocie oraz podkreśliła, że jej rywalka była lepsza, nie szczędząc jednocześnie krytyki wobec organizatorów. Wniosek? Pij więcej melisy, Agnieszko. Pogoda nie zawsze rozpieszcza.

Na sam koniec poruszę jeszcze kwestie organizatorów, którzy faktycznie nie popisali się, zmuszając tenisistów do grania. Zresztą dwójka Panów odmówiła gry, ale od ATP jest tu kto inny specjalistą. Jest jednak ale. Ciężko jest rozbudować obiekt o dach czy też oświetlenie (bo tych dwóch rzeczy brakuje w Paryżu), kiedy kasa jest pompowana w… nagrody dla tenisistów. Zawodniczki za odpadnięcie w pierwszej rundzie turnieju Wielkiego Szlema otrzymują ponad 30 tys dolarów. Dochodzi więc do absurdalnych sytuacji, kiedy zawodniczka kontuzjowana wychodzi na kort i albo zbiera rowerek, albo kreczuje po gemie. I oczywiście kasę zgarnia. Na przykład tego procederu podaję zdjęcie Shelby Rogers (notabene ćwierćfinalistki deszczowego Roland Garros), która w zeszłym roku odjechała na rowerze w meczu z Petkovic, a prezentowała się tak:

13644313_1158886677486326_1789508671_n

Skoro tenisistki nie szanują własnego zdrowia i wychodzą w takim stanie na kort, to nic dziwnego, że organizatorzy posuwają się do takich decyzji jak ta na Roland Garros (obraźliwie nazywanym French Open). Nie będzie modernizacji obiektów, jeżeli pieniądze będą pompowane tylko i wyłącznie w czeki. Krótka piłka.