Babska drabinka na Roland Garros 2012

W piątek odbyło się losowanie drabinek turnieju Rolanda Garrosa (nazywany też French Open, ale ta nazwa to profanacja). Drabinka płci brzydkiej została dokładnie opisana przez moją zią, dlatego zajmę się płcią (podobno) piękną. Wygląd drabinki to sprawka niejakiego Rafaela Nadala, więc wszelkie pretensje należy zgłaszać do niego. Aby ją przedstawić, użyję zdjęcia przedstawionego przez moją wspólniczkę, zwaną Łosiem.
Drabinka bab:
drabinka bab
Przyjrzyjmy się ćwiartkom najwyżej rozstawionych (celowo nie używam słowa „najlepszych”) zawodniczek:
Ćwiartka Radwy:
Agnieszka na początek będzie mieć bardzo poważne wyzwanie w postaci Bojany Jovanovski – grającej bezmyślnie, bijącej mocno, mocno i jeszcze raz mocniej. Druga runda to pojedynek z Venus Williams – może być ciekawie. Gdyby udało się Iśce pokonać starszą Williams, w następnych meczach zmierzyłaby się z dwiema triumfatorkami tego turnieju – ze Swietą Kuzniecową i piękną Aną. Ewentualnie zamiast Any, mogłaby by to być Sara Errani. W ćwierćfinale najprawdopodobniej zdrajczyni Kerber (chociaż osobiście liczę na Flavię Pennettę), a w półfinale Azar (jak zwykle) lub Sami Stosur (błagamy!). W potencjalnym finale przeciwniczką starszej Radwy może być min. Maria Sharapova, Caro Wozniacki, Petra Kvitova lub Serena Williams.
Ćwiartka Caro:
Moje kochanie cały czas ma pecha w losowaniu. Pierwsze trzy rundy powinna przejść bez większych problemów: na starcie łatwy mecz z Daniilidou, następnie Gajdosova albo Rybarikova. Trzecia runda to najpewniej pojedynek z Kaią Kanepi. Czwarte spotkanie będzie najtrudniejsze, bogini Serena jest ciężką przeciwniczką. Potem wąsu z Rosji, w półfinale możliwy mecz z Kvitovą, Schiavone lub Ulą Radwańską (:D). Finał oczywiście, tylko i wyłącznie z Agnieszką Radwańską! Ewentualnie z Azarem, ale pomińmy.
Ćwiartka Kwicza:
Petra wylosowała (a właściwie to Nadal jej wylosował) w I rundzie młodą Australijkę, Ashleigh Barty. Następnie Kwiczuś zagra z najładniejszą polską tenisistką – Urszulą Radwańską. Trzecia runda to mecz z Niculescu, a czwarta z ubiegłoroczną finalistką, Francescą Schiavone. Ćwierćfinał to mecz z obrończynią tytułu – Chinką Na Li/Li Na. Półfinał to mecz z Marysią/Carolinką/Serenką, a finał oczywiście z Agą Radwańską (wiadomo, kogo pomijamy).
Ćwiartka Wąsacza:
Pierwsze 3 rundy Marysia przejdzie z zamkniętymi oczami, więc nie będę się o nich rozpisywał. Czwarta runda może być ciekawa – zagra ze swoją ładniejszą imienniczką o nazwisku Kirilenko. Kolejna runda będzie najciekawsza. Marysia zmierzy się w niej z kimś z pary Serena/Caro. W półfinale Szara może zagrać ze Schiavone/Kvitovą/Li Na (Na Li). Finał jest oczywisty – z Radwą!!!!!
Ćwiartka Azara:
Azar jest potwierdzeniem tego, że głupi ma szczęście. W zasadzie do półfinału pseudo-liderka nie ma żadnych wymagających rywali. Możemy liczyć na to, że wyeliminują je Safarovą/Cibulkovą (w IV rundzie), Stosur/Lisicki (w ćwierćfinale). W półfinale Azar poniesie klęskę z Radwą, finał jest dla niej nieosiągalny.
Ćwiartka Serenki:
Najlepszą zostawiłem na koniec. Serenka jedyną poważniejszą przeszkodę może mieć w czwartej rundzie (Caro) i w ćwierćfinale (Marysia). Dalej może mieć trudniej już tylko w finale (VAMOS ISIA!)
Ewentualne niespodzianki:
Obstawiałbym przede wszystkim Sarę Errani – ziemia to jej nawierzchnia. Wierzę też w umiejętności Simony Halep. Szansę na sprawienie niespodzianki ma też Sloane Stephens i Jekaterina Makarowa. Oczywiście wszyscy wierzymy też w ładniejszą Radwę. Ula ostatnio potrafiła pokonać Bartoli. Liczę jeszcze na powrót Melanie Oudin.
Podsumowanie:
Podsumowanie będzie krótkie i przejrzyste. Będziemy mieli prawie polski finał! Radwa vs Caro!!!!!

Babskie kwalifikacje do Rolanda Garrosa 2012

25 maja 2012 roku zakończyły się kwalifikacje do drugiego turnieju wielkoszlemowego w sezonie. 96 kobiet biło się o miejsce w głównej drabince. Była krew, były łzy, pot lał się strumieniami, jak w filmie sensacyjnym, ale tylko 12 paniom udało się przejść przez 3 rundy kwalifikacji. Tymi szczęściarami są:
1. Kiki Bertens
2. Chan Yung-jan
3. Yaroslava Shvedova
4. Alexa Glatch
5. Heather Watson
6. Eva Birnerova
7. Dinah Pfizenmaier
8. Heidi El Tabakh
9. Lauren Davis
10. Lara Arruabarena-Vecino
11. Karolina Pliskova
12. Zhang Shuai
Holenderka Kiki Bertens była rozstawiona w eliminacjach z numerem 1. W pierwszym meczu po ciężkim boju pokonała utalentowaną niemiecką tenisistkę Annikę Beck (9:7 w decydującym secie). W kolejnych dwóch meczach tenisistka z Holandii straciła zaledwie pięć gemów i wygrała kwalifikacje. W turnieju głównym zagra z Christiną McHale. Drugą kwalifikantką została nierozstawiona Koreanka Chan Yung-jan. Niespodziewanie pokonała w drugiej rundzie Andreę Hlavackovą, która wydawała się pewną faworytką w tej ćwiartce. W I rundzie Azjatka zagra z Kateryną Bondarenko. Kolejną zawodniczką, która przeszła kwalifikacje jest Yaroslava Shvedova. Ta pani grała tu w ćwierćfinale w 2010 roku. Może uda jej się powtórzyć ten sukces? Na początek zmierzy się z Mandy Minellą z Luksemburgu. Następna kwalifikantka również nie była rozstawiona. Jest nią niejaka Alexa Glatch, która pokonała w eliminacjach Akgul Amanmuradową i Sesil Karatantchevą. Dwie kolejne zwyciężczynie to zawodniczki najwyżej rozstawione w swoich częściach drabinki. Są to odpowiednio: rozstawiona z piątką „Hiser Łotson” (tak ją nazywa jeden z komentatorów eurosportu) i Eva Birnerova oznaczona numerem 6. Brytyjka spotka się w meczu o II rundę z Jeleną Wiesniną, a Czeszka z Hiszpanką Martinez Sanchez. Siódma zwyciężczyni eliminacji jest, delikatnie mówiąc, zaskakująca, żeby nie powiedzieć „sensacyjna”. Jest nią Dinah Pfizenmaier. Mi też nic nie mówi to nazwisko, nie tylko Wam. W I rundzie zmierzy się ona z nadzieją francuskiego tenisa, Caroline Garcią, którą pamiętam głównie z tego, że nie wykorzystała prowadzenia z Sharapovą w II rundzie Rolanda Garrosa w zeszłym roku. Następną zwyciężczynię kwalifikacji również można nazwać zaskoczeniem. Nazywa się ta pani Heidi El Tabakh i jest kanadyjką egipskiego pochodzenia. Zmierzy się ona z „polską kanadyjką” (chyba najbardziej debilne określenie, jakie kiedykolwiek usłyszałem) Aleksandrą Wozniak. To będzie bratobójcza bitwa! Następną kwalifikantką w I rundzie jest młodziutka Lauren Davis, która dwa razy przeszła eliminacje do imprezy wielkoszlemowej i na dzień dobry dostawała baty od zdecydowanie lepszej przeciwniczki. Teraz najprawdopodobniej skończy się podobnie, bowiem Lauren będzie grała z Moną Barthel. Kwalifikacje przeszła też Lara Arruabarena Vecino, zwyciężczyni turnieju WTA w Bogocie. I też nie miała szczęścia w losowaniu, zmierzy się na początku z piękną Aną. Ostatnimi dwiema kwalifikantkami są: Karolina Pliskova i Shuai Zhang. Jedna z czeskich bliźniaczek zmierzy się z Bartoli (w tym momencie Karolina stała się moją faworytką). Chinka natomiast zagra z folksdojczem Kerber. Byłoby miło, jakby Zhang wygrała.
Podsumowanie:
W kwalifikacjach brały udział dwie Polki. Niestety nie udało się eliminacji zarówno Marcie Domachowskiej, jak i Sandrze Zaniewskiej. Marta poległa w meczu z Andreą Hlavackovą, wygrywając zaledwie 5 gemów. Dużo lepiej poszło Sandrze, która odpadła w finale kwalifikacje z wyżej notowaną Birnerovą po trzysetowej walce. Jednak nie tylko Domachowska skompromitowała się w kwalifikacjach. Nie popisały się też rozstawione zawodniczki. Z dwunastu zwyciężczyń eliminacji zaledwie 5 były rozstawione. Skomentuję to krótko: żenada. Na potencjalną niespodziankę turnieju typowałbym był Shvedovą, która jeszcze dwa lata temu grała tu w ćwierćfinale. I to tyle.

Męskie kwalifikacje do Rolanda Garrosa 2012

Witam!
W przyszłym tygodniu rusza wielkoszlemowy turniej Rolanda Garrosa (znany również jako French Open lub turniej Rafael Nadala – ta nazwa spodoba się Łosiowi). Dzisiaj odbyło się losowanie drabinki eliminacji, gdzie jacyś anonimowi zawodnicy będą walczyli  o to, żeby mieć możliwość zagrania z najlepszymi. Przyjrzyjmy się drabince eliminacji.
W kwalifikacjach wystąpi 128 zawodników – znanych, mniej znanych bądź kompletnie nieznanych, z których tylko 16 awansuje do turnieju głównego. 32 panów miało to szczęście, że zostali rozstawieni (choć pewnie woleliby być rozstawieni w turnieju głównym, ale dobre i to). Oto rozstawieni zawodnicy:
1. Marinko Matosevic
2. Matthias Bachinger
3. Jurgen Zopp
4. Karol Beck
5. Daniel Brands
6. Paul Capdeville
7. Frederico Gil
8. Horacio Zeballos
9. David Goffin
10. Michael Russell
11. Tommy Haas
12. Michael Berrer
13. Roberto Bautista-Agut
14. Federico Delbonis
15. Antonio Veic
16. Rogerio Dutra da Silva
17. Igor Sijsling
18. Marsel Ilhan
19. Jan Hajek
20. Grega Zemlja
21. Daniel Munoz de la Nava
22. Jesse Levine
23. Ruben Bemelmans
24. Bobby Reynolds
25. Wayne Odesnik
26. Marco Chiudinelli
27. Joao Sousa
28. Aljaz Bedene
29. James Ward
30. Augustin Gensse
31. Rik de Voest
32. Teymuraz Gabashvilli
Przyjrzyjmy się teraz każdej ćwiartce eliminacji:
W pierwszej części drabinki znajdują się tacy zawodnicy: Marinko Matosevic (1), Mathieu Rodrigues, Carlos Salamanca, Marc Cicquel, Izak Van Der Merwe, Thiago Alves, Julien Obry (WC), Jesse Levine (22). Tutaj obstawiałbym trzech panów – dwóch rozstawionych, mimo że Marinko na ceglanej mączce nie szaleje oraz Marca Cicquela. Kiedyś był niezłym tenisistą, poza tym gra na „swoim” terenie, więc może zaskoczyć. Z drugiej strony, mówiąc brutalnie – jest po prostu stary i może nie dać rady kondycyjnie.
Drugą część drabinki reprezentują: Matthias Bachinger (2), Adrian Menendez, Eric Chvojka, Jan Mertl, dwóch Argentyńczyków – Facundo Bagnis, Eduardo Schwank, Denis Kudla i James Ward (29). Ponieważ większość tych panów jest dla mnie kompletnie anonimowa, postawię na rozstawionych, nie będę zbyt oryginalny.
Trzecia część zapowiada się ciekawie, a to za sprawą panów, którzy zwą się: Jurgen Zopp (3), Phillip Oswald, Martin Fischer, Robby Ginepri, Gianluca Naso, Yuichi Sugita, Josselin Ouanna, Teimuraz Gabashvilli (32). Nie licząc rozstawionego Estończyka i Ruska, warto zwrócić uwagę na Ginepriego, który dwa lata był w IV rundzie tego turnieju oraz na Ouannę, który miał czelność na tych kortach wyeliminować samego Marata Safina! (ciekawe, ile wtedy Marat zniszczył rakiet :3)
Czwarta część już tak nie zachwyca, reprezentują ją: Pedro Sousa (zastąpił rozstawionego z czwórką Karola Becka), Jimmy Wang, Ze Zhang, Nikola Ciric, Agustin Velotti, Andreas Haider-Maurer, Maxime Teixeira, Marco Chiudinelli (26). Nie będę ukrywam, że nie znam tych czelendżerowców (poza Haiderem-Maurerem), więc stawiam właśnie na Austriaka, ewentualnie na Szwajcara, bo jest z tej samej ojczyzny, co moja bogini Martina. ♥
Piąta część to: Daniel Brands (5), James Duckworth, Matteo Viola, Franco Skugor, Filip Krajinovic, Dusan Lojda, Yuri Schukin, Bobby Reynolds (24). Tutaj bardzo liczę na Jamesa Duckwortha (mam sentyment do Australijczyków, głównie za sprawą mistrza Lleytona) który potrafił zagrać wyrównany mecz z Jankiem Tipsarevicem.
Szóstą ćwiartkę tworzą: Paul Capdeville (6), Yannick Mertens, Amir Weintraub, Andrey Kuznetsov, dwóch Francuzów z dzikimi kartami – Pierre-Hugues Herbert i Axel Michon, Yang Tsung-Hua oraz Aljaz Bedene (29). Faworytem jest Capdeville, za którym przemawia zarówno ranking, jak i doświadczenie.
Siódma część jest wyjątkowa, ponieważ jest w niej umiejscowione jedyne polskie nazwisko – Jerzy Janowicz. Chociaż nigdy nie należałem do grona jego fanów, ale będę patriotą, stawiam na niego! Są w niej jeszcze dwóch rozstawionych mężczyzn – Frederico Gil (7) i Igor Sijsling (17). Reszta jest nieistotna.
Ósmą ćwiartkę tworzą: Horacio Zeballos (8), Stephane Robert, Peter Polansky, Thomas Schoorel, Maxime Authom, Harri Helliovaara, Peter Gojowczyk i Wayne Odesnik (25). Faworytem wydaje się być Zeballos, ale szanse ma też Stephane Robert, który w zeszłym roku wyeliminował Tomka Berdycha. Oczywiście część Polaków będzie trzymała kciuki za Polanskiego, bo to „prawie” Polak.
Dziewiątą część otwiera rozstawiony z tym samym numerem David Goffin. Oprócz Belga, w tej części znajduje się także: Gregoire Burquier, Jesse Huta Galung, Simone Vagnozzi, Ivo Minar, Andrey Golubev, Dusan Lajovic, Joao Sousa (27). Nie ma tutaj innych faworytów niż Ci panowie z numerkami obok nazwiska.
Dziesiątą i jedenastą ćwiartkę napiszę razem, bo w każdej z nich jest jeden człowiek, który wydaje się być oczywistym faworytem. Jest to odpowiednio Michael Russell i Tommy Haas.
Dwunastą część reprezentują: Michael Berrer (12), Benjamin Mitchell, Evgeniy Donskoy, Pavol Cervenak, Grega Zemlja (20) oraz trzech Francuzów: Fabrice Martin (WC), Albano Olivetti (WC) i Romain Jouan. Chyba nie zaskoczę nikogo stwierdzeniem, że faworytem jest Berrer.
W pechowej trzynastce znaleźli się: Roberto Bautista-Agut (13), Mischa Zverev, Guillermo Olaso, Kamil Capkovic, Vincent Millot (WC), Sergei Bubka, Arnau Brugues-Davi, Jan Hajek (19). Jest mi obojętne, kto z tej grupy awansuje, najważniejsze, żeby nie był to chłopak Azara, SierGEJ Kupka.
Czternastą ćwiartkę tworzą tenisiści: Federico Delbonis (14), Tim Smyczek, Maximo Gonzalez, Laurynas Grigelis, Peter Torebko, Jamie Baker, Julio Silva i Daniel Munoz de la Nava (21). Tutaj mam swojego faworyta, którym jest Delbonis, myślę, że nie powinien mieć problemów z przejściem kwalifikacji.
Przedostatnia część składa się z panów o nazwiskach: Antonio Veic (15), Kenny de Schepper, Greg Jones, Jan Hernych, Gastao Elias, Nicolas Devilder (WC), Konstatin Kravchuk oraz Marsel Ilhan (18). Z początku za zdecydowanego faworyta uważałem Antonio Veica, jednak Chorwat (mówiąc wprost) skompromitował się w meczu z de Schepperem. Tym samym kandydatem do awansu został Marsel Ilhan.
Ostatnią ćwiarteczkę reprezentują: Rogerio Dutra da Silva (16), Dustin Brown, Laurent Rochette (WC), Victor Estrella, Javier Marti, David Guez (WC), Stefano Galvani i Augustin Gensse (30). Tutaj widzę miejsce w drabince głównej dla Browna, mam sentyment do reggae, bless!
Tak wygląda drabinka eliminacji do French Open. Większość nazwisk jest oczywiście anonimowa (niektórych zna chyba tylko ich własna rodzina), ale pojawiło się tutaj kilka ciekawych nazwisk, jak chociażby Tommy Haas, czy też Michael Russell, który na tych kortach rozegrał 11 lat temu genialny mecz w IV rundzie z samym Gustavo Kuertenem (Brazylijczyk to jeden z ulubieńców mojej koleżanki-wspólniczki). Polaka mamy tylko jednego (drugi, Łukasz Kubot występuje bezpośrednio w turnieju głównym). Wierzę, że Jurek sobie poradzi (pokonał już rozstawionego z 7. Gila), ostatnio przeżywa wzrost formy, zwyciężył w challengerze w Rzymie czym mnie zaskoczył, bo do tej pory nie uważałem go za kogoś wartego uwagi. Także ten… trzymamy kciuki!
To tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, że się Wam spodoba moje grafomaństwo. Do napisania!

Tenisowa nerwica na facebooku!

Witam!
Mam dla Was wspaniałą wiadomość! Od dzisiaj możecie nas „lajkować” na facebooku. Razem z Łosiem stwierdziliśmy, że to jest dobry sposób na zbliżenie się do naszych fanów, których zapewne jest wielu (ach, ta skromność). Planujemy również otworzyć nasz fanpage na twitterze. Będziecie nas widzieć zawsze i wszędzie!
Oto link do naszej cudownej strony! http://www.facebook.com/pages/Tenisowa-Nerwica/296703703755976
Liczymy na Was! Do napisania!

Finał babskiego Rzymu 2012.

Witam!
W dniu dzisiejszym pewne dwie babeczki, Azjatka i Europejka z Florydy, grały mecz o tytuł na kortach w Rzymie. Jęczydupa vs. zniewolona przez męża Chinka, hmmm, finał marzeń. Ale przejdźmy do samego spotkania, które delikatnie mówiąc – poziomem nie zachwyciło.
W pierwszym secie w sumie nic ciekawego się nie działo. Obie panie psuły na potęgę, bardzo życzliwie darowały sobie punkty (można wnioskować, że bardzo się lubią). Chińska popełniła nieco mniej błędów niż Ruska, więc pierwszego seta wygrała 6:4. Mąż był pewnie dumny, w nagrodę pozwoli jej zjeść kolację. Drugi set już był znacznie ciekawszy (czyt. emocjonujący, chimeryczny, bo sama gra nic się nie zmieniła). Li grała jak w transie, wszystkie bomby wchodziły na linie/przed linią, więc szybko objęła prowadzenie 4:0. Jednak w kolejnym gemie, zamiast udokumentować swoją przewagę, Chinka zaczęła być ponownie sobą, czyli po prostu wywalała wszystko w aut. Wąsata Marysia oczywiście skorzystała z okazji, odrobiła straty i wyrównała stan meczu, wygrywając seta w takim samym stosunku jak jej skośnooka koleżanka (to pokazuje, że naprawdę bardzo się lubią, wygrały sety w tym samym stosunku). Decydujący set to już w ogóle był kosmos. Zwroty akcji, do tego padający deszcz (to był zapewne efekt specjalny, mający nadać temu meczu jeszcze bardziej dramatyczny ton). Hollywoodzcy producenci mogą tylko zazdrościć, Włochy przebiły ich tanie filmy! Początek trzeciego seta to kontynuacja niezłej dyspozycji Marysi, która psuła nieco mniej piłek, niż w I partii, zatem Marija objęła prowadzenie 4:1. W kolejnym gemie wąsacz prowadziła 40:15, ale co z tego? Rosjanka nagle się zablokowała, tudzież przestraszyła się zwycięstwa (bo to takie straszne i bolesne…). Chinka więc odrobiła stratę, nie dzięki swojej dobrej grze, tylko pomogła jej serdeczna koleżanka zza drugiej strony siatki. Mniej więcej w momencie odrobienia strat przez Li Na (Na li?), zaczął padać deszcz. Wnioskowałem, że to efekt specjalny, dodający dramaturgii tego „widowiska”, o czym wspomniałem wyżej, ale Łoś sugeruje mi, że to Rzym zapłakał nad beznadziejną grą obu pań. Patrzcie, jaka złośliwa! Ale „newermańd” (że tak zaszpanuję językiem angielskim). Wracamy do meczu! Więc Li Na (nie mylić z taką długą liną np. do wspinaczki) odrobiła straty. Następnie panie w strugach deszczu utrzymywały swoje podanie. Przy stanie 6:5, Chinka miała piłkę meczową przy serwisie Marysi (która serwowała „szalenie skutecznie, ale o tym za chwilę). Oczywiście meczbola nie wykorzystała, bo po co? Marija Szarapowa utrzymała więc swój serwis, doprowadzając do tie-breaka. W tym momencie nasz ukochany sędzia, Kader Nouni, przerwał mecz z powodu deszczu (choć padało już od kilkunastu minut). Spotkanie zostało wznowione po jakiś dwóch godzinach (przez te emocje straciłem rachubę czasu). W tie-breaku Rosjanka objęła prowadzenie 4:2, które oczywiście przehulała. Jednak nie ruszyło ją to za bardzo, bo ostatecznie wygrała go do 5, a co za tym idzie – zwyciężyła w meczu i turnieju. Brawo Marysia!
Pokuszę się o podsumowanie tego meczu, ale w sumie nie ma tu czego podsumowywać. To był mecz tylko i wyłącznie błędów, dobre zagrania można wyliczyć na palcach jednej ręki. Serwisem też nie zachwyciły, zwyciężczyni miała 10 podwójnych błędów serwisowych, Chinka „tylko” 5. Do tego siła psychiczna koleżanek pozostawała wiele do życzenia. Osobiście jestem zdania, że ten mecz może być pretendentem do niezwykle zaszczytnego tytułu „najgorszy mecz sezonu”.
To tyle na dzisiaj. Jeśli wytrwaliście do końca – gratulacje! W nagrodę dostaniecie zdjęcie mokrej Marysi z rzymskim pucharem. Do napisania!
Marysia z pucharem

Babski Rzym 2012.

To jest ogólnie drodzy państwo działka mojego kolegi, ale duchem będzie z nami, bo bez jego zgody poposiłkuję się odrobiną jego zacnych cytatów.
W tym właśnie momencie dwie kobitki walczą o tytuł mistrzyni w turnieju rangi Premier – Internazionali BNL d’Italia.
Kwalifikacjami nie będę się zajmować, to działka Armanda. Z grubej rury – nasz światowy numer 3 – Radwa wdupiła w drugiej rundzie (w pierwszej miała ciężką przeciwniczkę – bye, z którą czołowa 8 rankingu zmaga się w pierwszej rundzie, dzięki czemu od razu awansuje do drugiej). A z kim wdupiła? Z niejaką Petrą Cetkovską (rozstawioną z numerem 28), która pokonała naszą „Isię” 6:4, 4:6, 6:1(!!!), co chwilę karcąc Radwę drop-shotami. WSTYD! Dla „ciekawostki” albo poczucia patriotycznego wstydu dodam, że tym samym Czeszka wygrała 4 mecz z Agnieszką. Czwarty mecz, na cztery mecze. Radwo… czujemy się zażenowani! Do tego, tym razem nasza „duma” narodowa osiągnęła najgorszy wynik w secie, tj. 6:1. Nigdy z Petrą tyle nie przegrała. Wstyd! Jeszcze, żeby pogrążyć nasz „numer jeden polskiego tenisa” dodam, że w kolejnym pojedynku Cetkovska spartoliła z włoszką Flavią Pennettą odjeżdżając prawie na rowerku (6:0, 6:1), natomiast pogromczyni pogromczyni naszej dumy (jak to brzmi), zesikała się ze strachu przed Cesarzową Sereną i skreczowała przy stanie 4:0 dla młodszej siostry Williams. Co do, Sereny, to szczerze mówiąc była ona wielką faworytką w Rzymie… niestety mecz z Li Na/Na Li oddała walkowerem, co tłumaczyła kontuzją pleców, WTF?!!?!? Rozumiem, że współcześnie największa mistrzyni wśród amatorów celuje w wielkoszlemowy Roland Garros? Jeśli już jesteśmy przy kreczach, walkowerach, kontuzjach, pretensjach i jękach, to miło byłoby wspomnieć pierwszą rakietę światowego tenisa pań – Viktorię Azarenkę. Co nasza niepokonana „wielka mistrzyni” odwaliła? Ano oddała walkowerem mecz z Dominiką Cibulkovą we wcześniejszej rundzie nie dając szans Shahar Peer – 6:1, 6:2. Azar zrezygnowała z turnieju z powodu kontuzji barku (moje oczy się w tym momencie zaszkliły, ale nie ze wzruszenia). Na dodatek Białorusinka pojechała po bandzie mówiąc, że musiała narażać zdrowie dla… PUNKTÓW W RANKINGU (śmiech na sali). Czyli jednym słowem podsumowała, że w obecnym WTA jedyne co się liczy to nie szacun na ulicy, a punkty w rankingu. Po co wygrywać najważniejsze turnieje? Wystarczy raz się dochłapać do 1 i być zawziętym i trzymać się rękami i nogami, nawet jeżeli ma ci odpaść głowa z przemęczenia. Jestem zażenowana.
Ale wróćmy może do finału. „Finału marzeń”, chociaż nie… „finałem marzeń” jest Szarapowa z Azarem, dwie jękadły, od których uszy odpadają.
Tym razem owszem jest Szara, ale po drugiej stronie kortu stoi zniewolona przez własnego męża, z bajeranckim tatuażem na cycku – Na Li/Li Na! O ile Szara doszła do finału, no powiedzmy, zwycięstwami min. nad starszą Williamsówną – Venus. O tyle Li powinna posprzątać ogródek Zen w ramach podziękowania, za walkower Sereny, z którą… różnie mogłoby być.
Jak to podsumował mój ekspert (tak, czas na cytaty) – „poziom jutrzejszego finału będzie masakryczny :|”. Armando podsumował również grę naszych dzisiejszych bohaterek – „Na Li, która psuje na potęgę” i „szarapowa poodobnie, chociaż dzisiaj zaszalała i miała 2 na plusie” („2 na plusie”, czyli bilans wygrywających i niewymuszonych błędów, przyp. Łosia). Jeszcze dodatek o Rosjance: „wygrywa mecz w dwóch setach, mając 25 błędów” potem dodał, że Szara nie gra odważnie, a „przebija z siłą i nic więcej”. I to były prognozy na dzisiejszy mecz.
To wszystko na ten temat. Sam przebieg finału pozostawiam swojemu ekspertowi w dziedzinie WTA profesorowi Armando.