Półfinały kobiet – Wimbledon 2012

Na początek muszę powiedzieć, że zmieniam zdanie o Wimbledonie – nie jest wcale taki zły! Skąd ta zmiana zdania? Przede wszystkim stąd, że moje przewidywania półfinałowe się sprawdziły i finał najprawdopodobniej będzie pięknym widowiskiem. W nim wystąpi Amerykanka Serena Williams oraz Agnieszka Radwańska, pierwsza Polka w finale wielkoszlemowym od 75 lat! Ale przejdźmy do sedna, czyli do sposobu, w jakim obie panie awansowały do tego ostatecznego starcia.
Na pierwszy ogień pójdzie oczywiście polska tenisistka. Radwa w półfinale miała tę niewątpliwą „przyjemność” zmierzyć się z „Niemką z Puszczykowa” Angelique Kerber. Obydwie zawodniczki walczyły o swój pierwszy finał w Wielkim Szlemie. Dla Agnieszki był to debiut w półfinale takiej imprezy, natomiast „Angie” już raz grała na tym etapie (w Us Open 2011), jednak wtedy przegrała.

Mecz lepiej zaczęła Niemka i szybko objęła prowadzenie 3:1, ale 5 kolejnych gemów padło łupem naszej reprezentantki. W drugiej partii to „Aggie” wyszła na prowadzenie i tej przewagi już nie oddała, tym samym wygrywając całe spotkanie. O dobrej grze Radwańskiej świadczą bardzo dobre statystyki: Agnieszka dobrze serwowała (3 asy, 0 podwójnych, aż 78% skuteczności trafiania pierwszego serwisu), zanotowała 20 uderzeń kończących przy tylko 6 niewymuszonych błędach. Przy okazji utarła nosa swojej zarozumiałej przyjaciółce, która potrafiła manifestować radość z błędów przeciwniczki (co wg mnie jest chamstwem). Jesteśmy dumni, Radwo, jesteś nadzieją polskiego tenisa! Rywalką Polki w tym historycznym finale będzie boska Serenka, więc myślę, że czeka nas kapitalne spotkanie z obu stron, jednak wszyscy będziemy trzymać kciuki za Agnieszkę Radwańską.
Wynik: 6:3 6:4 – Agnieszka Radwańska

Finałowa rywalka Agnieszki, wspomniana przed chwilą Serena Williams utarła nosa komunistycznej Białorusince, która ostatnimi czasy zdecydowanie za bardzo się panoszyła. Młodsza z sióstr Williams całkowicie zdominowała Azara, więc Wiktoria nie ugrała nawet seta. Jak nam przykro z tego powodu. W pierwszym secie do stanu 3:3 tenisistki utrzymywały swoje podanie, ale w tym momencie Serenka przełamała i już gema w tej partii nie straciła. Drugi set to nieco lepsza gra Azarenki, która poprawiła serwis, jednak przy gemach serwisowych Williamsówny już nic nie mogła zrobić. Ostatecznie doszło do wyrównanego tie-breaka, w którym triumfowała Serena, pieczętując swój awans do finału. Z kim się zmierzy? Chyba nawet nie muszę pisać, ponieważ cała Polska o tym wie i jest z tego dumna! Przejdę więc do statystyk z meczu Williams i Azarenki, w których Amerykanka całkowicie panowała nad Białorusinką. 24 asy, 45 winnerów i tylko 14 błędów własnych! Wyników Wiktorii nie podam – nie będę aż tak jej pogrążał. Grunt, że cudowna Serena ją skompromitowała. Dodam jeszcze, że „Vika” jest wiceliderką rankingu… Wynik: 6:3 7:6(6) – Serena Williams

Zwyciężczynie:
Agnieszka Radwańska, Serena Williams.
Pokonane: Angelique Kerber, Wiktoria Azarenka.
Oczekiwania: Oczywiście, bardzo bym chciał (tak jak pewnie wszyscy), żeby Aga wygrała Wimbledon i została liderką światowego rankingu, ale nie oszukujmy się – faworytką jest Serena. Dlatego ja, żeby się potem nie rozczarować, nie będę stawiał na Agnieszkę. Oczekuję po prostu dobrego meczu, przepełnionym świetnymi wymianami, uderzeniami kończącymi i małej ilości niewymuszonych błędów. Powodzenia!

Ćwierćfinały dziuń – Wimbledon 2012

Tegoroczna edycja Wimbledonu przejdzie do historii polskiego tenisa i zostanie na długo w pamięci polskich kibiców, bowiem to tutaj nasza reprezentantka osiągnęła swój pierwszy półfinał wielkoszlemowy (i jest szansa na jeszcze lepszy wynik, nawet na zwycięstwo). Pomimo tak korzystnego dla polskiego sportu rezultatu, dalej uważam, że ten turniej jest nudny i żenujący. Dzisiaj opiszę Wam wszystkie pojedynki ćwierćfinałowe – w końcu to tylko 4 mecze, co to dla mnie!

Zaczynam od meczu, z którego końcowego wyniku możemy być dumni. Tak, stało się! Agnieszka Radwańska utarła nosa wszystkim hejterom i po raz pierwszy awansowała do półfinału turnieju wielkoszlemowego. Pokonała po całkiem atrakcyjnym widowisku (z wyjątkiem trzeciego seta) Marię Kirilenko, dobrej znajomej Radwy. Piękna Rosjanka była przed dwoma laty partnerką deblową Agnieszki, więc panie znały się przed meczem doskonale. Spotkanie ostatecznie zakończyło się w trzech niezwykle zaciętych setach. Widać, że żadna nie chciała odpuścić tego meczu, dla Radwy był to już szósty ćwierćfinał wielkoszlemowy, a dla Rosjanki drugi. Obie chciały za wszelką cenę przebić ten wynik. W meczu, zarówno Maria jak i „Isia” często meldowały się przy siatce, wygrywając ponad 50% piłek po zagraniach w tej części kortu. Zawodniczki również świetnie serwowały (Maria – 9 asów, 1 podwójny, Aga – 5 asów i żadnego podwójnego). W pierwszej partii zwyciężyła wyżej notowana Polka, ale drugiego seta to Kirilenko zapisała na swoje konto. W tym momencie (nie pierwszy już raz) mecz został przerwany z oczywistego w wimbledońskim turnieju powodu – deszczu. Następnie jeszcze wróciły na kort, ale przy stanie 4:4 w trzecim secie, widowisko zawieszono i podjęto decyzję, że panie dokończą mecz w dniu następnym. Ostatecznie jednak tenisistki dokończyły na korcie centralnym, pod dachem i tam Agnieszka Radwańska doprowadziła do szczęśliwego końca i pierwszy raz awansowała do najlepszej czwórki w Wielkim Szlemie. W półfinale zmiecie z kortu (taką mam nadzieję) Angelique Kerber i osiągnie finał, co byłoby wielkim sukcesem. Wynik: 7:5 4:6 7:5 – Agnieszka Radwańska

Przyszła rywalka Polki, folksdojczka Angelique Kerber, wygrała „wojnę domową” z Sabine Lisicki. Bardzo mnie zawiódł ten wynik, liczyłem, że Sabinka utrze nosa tej panoszącej się Kerber, tak się nie stało, ale fajniejsza Niemka walczyła bardzo dzielnie. Kerber zapisała na swoje konto pierwszego seta, w drugim prowadziła i miała aż 5 piłek meczowych. Sabina nic sobie z tego nie zrobiła, pokazała Kerber, że daleko jej jeszcze do półfinału, doprowadzając do tie-breaka, w którym zwyciężyła i niemieckie tenisistki musiały zagrać jeszcze jedną partię. W niej Lisicki prowadziła 5:3, ale wiadomo – głupi ma szczęście, dlatego „Srendżi” odrobiła straty i zwyciężyła w całym spotkaniu. Tylko co z tego? Agnieszka jej pokaże, kto jest lepszy!

Sabine przez całe spotkanie grała bardzo agresywnie – sporo piłek kończyła bezpośrednio (57), więc co za tym idzie – wiele też psuła (50). Angelique mało piłek kończyła, co akurat nie jest zaskoczeniem, ale niestety bardzo mało psuła i przełożyło się na wynik, który nie jest dla mnie zadowalający. Lisicki także nieźle serwowała (10 asów, 5 podwójnych – czyli 5 na plusie), czego nie można powiedzieć o Kerber (2 asy, 3 podwójne – czyli 1 na minusie). Ale tak jak wcześniej powiedziałem – głupi ma szczęście i ten mecz to udowadnia. Wynik: 6:3 6:7(7) 7:5 – Angelique Kerber
Oto kolejny mecz, który wygrywa ta „gorsza” dla mnie. Wiktoria Azarenka po raz drugi wygrała w ćwierćfinale Wimbledonu z Tamirą Paszek, czyli Austriaczce nie udał się rewanż za poprzedni rok. Niestety. Ale Tamira postawiła wiceliderce twardy opór, zwłaszcza w drugim secie, gdzie doprowadziła do tie-breaka, w którym niestety przegrała i nie oszczędziła Azarowi kompromitacji w półfinale z Sereną Williams. Wynik: 6:3 7:6(4) – Wiktoria Azarenka
Po raz któryś już zostawiam sobie najlepszą na koniec. Wspomniana linijkę wyżej Serena Williams pozbawiła złudzeń obrończynię tytułu, Petrze Kvitovej i pokazała, kto tu rządzi. Czeszka nie ugrała nawet seta! Przypominam, że Petra jest wyżej w rankingu od Sereny, co tylko udowadnia, że rankingi są gówno warte.

Pierwsze co się rzuca w oczy, to serwis Serenki. 13 asów i ani jednego podwójnego błędu! To robi wrażenie, zwłaszcza w kobiecym tenisie. Jej czeska rywalka zaserwowała zaledwie 3 asy i popełniła 2 podwójne błędy serwisowe. Również w statystykach winnerów do niewymuszonych błędów Amerykanka wypada rewelacyjnie. Kvitova w tym też jest gorsza, ale także jest na plusie. Czyli stało się to, co przewidywałem – czeska tenisistka odpada w ćwierćfinale z boską Serenką i nie broni tytułu. Już pierwsze mecze Petry niczego dobrego nie wskazywała (nie licząc tego w III rundzie). Natomiast młodsza z sióstr Williams pokazała fantastyczną formę i nie musiała grać trzysetowego spotkania. W półfinale zapewne też nie będzie grać takiego meczu, gdyż jej rywalką jest czołowa symulantka WTA – Wiktoria Azarenka. To będzie pogrom! Już nie mogę się doczekać!

Zwyciężczynie: Angelique Kerber, Agnieszka Radwańska, Serena Williams, Wiktoria Azarenka.
Pokonane: Sabine Lisicki, Maria Kirilenko, Petra Kvitova, Tamira Paszek
Pary półfinałowe: Angelique Kerber – Agnieszka Radwańska, Serena Williams – Wiktoria Azarenka
Oczekiwania: Napiszę je w jednym zdaniu: Agnieszka i Serena ucierają nosa swoim zarozumiałym przeciwniczkom i awansują do finału.

IV runda Wimbledonu płci pięknej

Tegoroczny Wimbledon z rundy na rundę staje się coraz bardziej żenujący. Liderka rankingu odpada w IV rundzie, legenda tenisa przegrywa z jakąś miernotą… No ja się pytam: CO TO MA BYĆ?! Wstęp dzisiaj jest wyjątkowo krótki, ale ten turniej jest na tyle irytujący, że dłuższe rozpisywanie się o nim, zakończyłoby się ciężkimi słowami. Przejdźmy zatem do sedna.
Tradycyjnie zacznę od naszej jedynej reprezentantki, która została w turnieju. I oby była jak najdłużej. Kolejną ofiarą naszej krajanki padła „młoda gniewna” i jedna z największych sensacji w tegorocznym kobiecym Wimbledonie, czyli śliczną Camilę Giorgi. Camila do głównej drabinki dostała się z eliminacji i skutecznie ułatwiła drogę Polki do ćwierćfinału, wygrywając min. ze swoją koleżanką z kadry, Flavią Pennettą oraz Nadią Pietrową. Giorgi, grająca dość nietypowo, jak na zawodniczkę z Włoch (mocne, płaskie uderzenia, pasujące do szybkich nawierzchni, podczas kiedy większość zawodniczek z tego kraju wolą korty ziemne), starała się przejmować inicjatywę w wymianach, ale brakowało jej regularności, co Radwańska bezwzględnie wykorzystała. Poza tym, rywalka naszej zawodniczki popełniła trochę prostych błędów i miała problemy z serwisem (10 podwójnych błędów i ani jednego asa). Natomiast Agnieszka świetnie serwowała (1 as, ale dobra skuteczność pierwszego podania – 76%) i ten element gry często ratował ją z opresji. W kolejnym meczu spotka się inną, równie urodziwą jak Giorgi, tenisistką – Rosjanką Marią Kirilenko. Polka jest faworytką tego spotkania i ma ogromną szansę na pierwszy półfinał wielkoszlemowy w karierzę. Radwo, nie zmarnuj tego!
Wynik: 6:2 6:3 – Agnieszka Radwańska

A teraz czas na mniej pozytywną informację. Odpadła Kim Clijsters. Belgijka przegrała z Niemką Kerber, wygrywając zaledwie 2 gemy. Nie ma się tutaj nad czym rozpisywać, po prostu folksdojczka miała szczęście, a Kim jej podarowała zwycięstwo. Szkoda, zwłaszcza, że to ostatni Wimbledon dla Clijsters i kończy starty w tym turnieju tak samo, jak zaczęła (w 1999r dotarła także do tego etapu, przegrywając ze Steffi Graf). Zdrajczyni narodu polskiego w ćwierćfinale zmierzy się ze swoją rodaczką Sabine Lisicki. O meczu Sabiny opowiem na końcu.
Wynik: 6:1 6:1 – Angelique Kerber

O swój awans do ćwierćfinału solidnie musiała się postarać obrończyni tytułu sprzed roku. Ostatecznie jednak jej się udało i pokonała Francescę Schiavone. Mecz był zaskakująco zacięty – Włoszka przecież nie lubi grać na trawie, a mimo to potrafiła walczyć na równi z triumfatorką Wimbledonu. To tylko świadczy o Petrze, której w zwycięstwie zdecydowanie pomogły podwójne błędy serwisowe Włoszki (13 takich zaserwowała). Ale Petra też się nie popisała – popełniła 4 takie pomyłki, do tego obie zawodniczki skończyły z bardzo ujemnym bilansem winnerów do niewymuszonych błędów. Cały czas podkreślam i będę to mówił: Kvitova tytułu nie obroni i to spotkanie jest tego dowodem. Kolejną przeciwniczką Czeszki będzie Serena Williams i Amerykanka zapewne spierze dupę Petrze, kwik!
Wynik: 4:6 7:5 6:1 – Petra Kvitova

Wspomniana przed chwilą Serena, podobnie jak jej przyszła rywalka, również nie rozegrała łatwego spotkania. Twardy opór postawiła jej Rosjanka, reprezentująca Kazachstan, Jarosława Szwedowa. Po pierwszym, bezproblemowo wygranym secie przez Serenę, niespodziewanie drugą partię wygrała Jarka. Młodsza z sióstr Williams sobie przysnęła i stąd taki efekt. W decydującym secie obie walczyły jak równa z równą, kontynuując bitwę na niesamowicie mocne uderzenia, częściej kończące niż autowe. Ostatecznie wygrało doświadczenie i boska Serenka mogła się cieszyć z awansu. Zobaczcie, jak bardzo była uradowana.

Z kim się spotka w ćwierćfinale – o tym napisałem już wcześniej, więc nie będę się powtarzał.
Wynik: 6:1 2:6 7:5 – Serena Williams

Niestety – odpadła za to Ana Ivanovic. Serbka była zmuszona grać z niedawną liderką, a obecnie wiceliderką – Wiktorią Azarenką. Faworytką była ta brzydsza tenisistka i tak jak się wszyscy spodziewali – Azar wygrał. Ana robiła to, co każda outsiderka – starała się atakować, wiedząc, że nie ma nic do stracenia. Na niewiele się to zdało, bo serbska piękność ugrała tylko jednego gema, a marionetka Łukaszenki bez problemu awansowała dalej, gdzie zmierzy się z Tamirą Paszek, która pokonała Robertę Vinci. Liczę, że Austriaczka zrewanżuje się Azarence za zeszłoroczny ćwierćfinał, w którym przegrała.
Wynik: 6:1 6:0 – Wiktoria Azarenka

Na koniec pozostawiłem sobie jedną z niespodzianek (dla mnie pozytywną) tego turnieju. Niemka, która może poszczycić się tym, że ma polskie pochodzenie, Sabine Lisicki, pokonała w dwóch setach liderkę kobiecego rankingu, Marię Sharapową, tym samym rewanżując się Rosjance za zeszłoroczny półfinał. Trzeba przyznać jedno – Marysia się skompromitowała. Nie tego się spodziewaliśmy po zdobywczyni karierowego szlema. Wstyd! Za to gratuluję Sabince, że nie przestraszyła się zwycięstwa z „wielką” (jak jej wąsy chyba) Sharapovą i mam wielką nadzieję, że utrze nosa swojej koleżance z reprezentacji Niemiec, Angelique Kerber. Dajesz Sabina!
Wynik: 6:4 6:3 – Sabine Lisicki

Zwyciężczynie:
Agnieszka Radwańska, Tamira Paszek, Sabine Lisicki, Serena Williams, Angelique Kerber, Petra Kvitova, Maria Kirilenko, Wiktoria Azarenka.
Pokonane: Camila Giorgi, Roberta Vinci, Maria Sharapova, Jarosława Szwedowa, Kim Clijsters, Francesca Schiavone, Shuai Peng, Ana Ivanovic.
Pary ćwierćfinałowe: Sabine Lisicki – Angelique Kerber, Agnieszka Radwańska – Maria Kirilenko, Serena Williams – Petra Kvitova, Tamira Paszek – Wiktoria Azarenka.

Trzecia runda Wimbledonu kobiet

Dzisiaj niedziela, siódmy dzień turnieju. W tym dniu na kortach All England Lawn Tennis and Croquet Clubtenisiści nie rozgrywają żadnego meczu. Powód jest oczywisty –  tradycja… jedna z wielu w tych zawodach. Wimbledon zawsze się wyróżniał na tle pozostałych turniejów. W historii zmagań na angielskiej trawie organizatorzy byli zmuszeni odstąpić od tej reguły trzykrotnie – w latach 1991, 1997 i 2004, gdyż właśnie w niedzielę nadrabiano zaległości spowodowane przez deszcz. Ja postanowiłem skorzystać z tej przerwy od meczów i spłodzić tekst o trzeciej rundzie, podczas kiedy zawodnicy przygotowują się do kolejnych spotkań.
Jako że Wimbledon jest wręcz skąpany w tradycjach i nie rezygnuje z nich (przez co wydaje się bardzo konserwatywny i ortodoksyjny), ja również pozostanę wierny swoim rytuałom i tak jak w poprzednim poście, zacznę od Polaków. W turnieju pozostała jeszcze jedna Polka – Agnieszka Radwańska, która deklaruje, że angielskie rozgrywki są jej ulubionymi zawodami. W III rundzie zmierzyła się z jedyną będącą wciąż w turnieju Brytyjką – Heather Watson (której imię p. Karol Stopa czyta „Hiser” xD). Spotkanie zostało zaplanowane na korcie centralnym, co na stronie eurosportu zostało określone jako „Radwańska rozdziela mistrzów” (przed Polką grał Novak Djokovic, po niej Roger Federer), sugerując, że Agnieszce do miana mistrza sporo brakuje. Mecz rozpoczął się bardzo dobrze dla naszej reprezentantki – pierwsze 9 gemów padło jej łupem. Pierwszego gema Heather ugrała dopiero przy stanie 0:6 0:3, zyskując przy okazji głośną owacje od publiczności. Niewiele jej to pomogło, ponieważ zdołała ugrać jeszcze tylko jednego gema i „Isia” bezproblemowo znalazła się w IV rundzie. Odniosłem wrażenie, że organizatorzy… zaszkodzili tenisistce ze swojego kraju, wyznaczając jej mecz na korcie centralnym. Watson była po prostu stremowana i zestresowana przed tak dużą publiką, świadomość o oczekiwaniach gospodarzy wobec niej jeszcze bardziej ją deprymowała. W rezultacie, Heather popełniła masę niewymuszonych błędów, a Radwa nie musiała praktycznie nic robić – wystarczało odbić kilka piłek, ewentualnie zmienić rotację – Brytyjka kolejne zagranie pakowała w siatkę lub nie trafiała w kort. Myślę, że na mniejszym korcie Heather Watson zagrałaby dużo lepiej. T
rzeba przyznać, że drabinka dla Agnieszki układa się idealnie – w IV rundzie zmierzy się z Camilą Giorgi. Włoszka dostała się do turnieju przez eliminacje i jej ofiarami są już min. Flavia Pennetta i Nadia Pietrowa.
Wynik: 6:0 6:2 – Agnieszka Radwańska

Moje podejrzenia, że Petra Kvitova czyta tego bloga, wydają się coraz bardziej prawdopodobne. Czeszka w końcu zachowuje się jak na obrończynie tytułu przystało – czyli miażdży swoje przeciwniczki. W trzeciej rundzie nie dała żadnych szans Varvarze Lepchenko, Uzbeczce z amerykańskim paszportem. Leworęczna (tak jak jej rywalka) zwyciężczyni tego turnieju z roku poprzedniego straciła zaledwie gema i po 53 minutach mogła się cieszyć z awansu do kolejnej rundy, w której jej przeciwniczką będzie Francesca Schiavone, która tak jak jej następna rywalka nie namęczyła się zbytnio w meczu z Klarą Zakopalovą. Nawiązując jeszcze do Petry: mimo wszystko, cały czas jestem zdania, że Kvitova tytułu nie obroni.
Wynik: 6:1 6:0 – Petra Kvitova

W IV rundzie melduje się także jedna z najpiękniejszych tenisistek w historii WTA. Ana Ivanovic, cały czas poszukująca formy z lat 2007-2008, pokonała Niemkę Julię Goerges, co mnie bardzo cieszy, ponieważ Julia podpadła mi ostatnio incydentem z Rolanda Garrosa. Ten mecz można określić jako „bitwę na forhendy”, gdyż obie zawodniczki znane są z tego, że bardzo mocno biją z tego uderzenia. W I secie wyrównana walka trwała do stanu po 2. W tym momencie Goerges odskoczyła na 5:2 i zapisała tę partię na swoje konto. Na szczęście Ana się pozbierała i wygrała II oraz decydującego seta, tym samym eliminując swoją niemiecką przeciwniczkę z turnieju. Następny pojedynek Ana stoczy z białoruską marionetką Łukaszenki, Wiktorią Azarenką, nazywaną potocznie przeze mnie i moją wspólniczkę „Azarem”. Wikusia może się cieszyć, bo wreszcie wspomnę tutaj o niej i jej meczu z Aną, bo do tej pory konsekwentnie i specjalnie ją pomijałem. Tym samym, chyba nie muszę mówić, której pani będę kibicował w tym meczu.
Wynik: 3:6 6:3 6:4 – Ana Ivanovic

W kolejnej rundzie jest też kobieta, którą teraz powinienem hejtować, bo przecież pokonała moją ukochaną, ale tego nie robię. Tamira Paszek, bo tak się nazywa ta dziewczyna, awansowała do rundy czwartej. Austriaczka po fatalnej pierwszej połowie sezonu (2 razy przeszła I rundę – w Indian Wells i w Strasbourgu), od początku okresu gry na kortach trawiastych spisuje się wspaniale (na trawie nie przegrała jeszcze meczu, broniąc łącznie siedmiu meczboli – pięciu w finale w Eastbourne z Kerber, dwie w I rundzie Wimbledonu z Woźniacką). Teraz Austriaczka awansowała do IV rundy po kolejnym ciężkim meczu i już brakuje jej tylko jednego zwycięstwa do powtórzenia ubiegłorocznego wyniku (ćwierćfinału). Pokonała Yaninę Wickmayer, jednak zanim to nastąpiło, musiała się sporo namęczyć. Tamira zmierzy się teraz z Włoszką Robertą Vinci i ma ogromną szansę na wygraną, bo Włoszki, jak powszechnie wiadomo, wolą wolniejsze korty.
Wynik: 2:6 7:6 7:5 – Tamira Paszek

Jak burza przez turniej idzie Maria Kirilenko. Kolejna piękność ze świata tenisowego w ciągu trzech spotkań straciła zaledwie 11 gemów (tyle samo straciła Agnieszka Radwańska, notabene była partnerka deblowa Kirilenko)! Tym razem jej ofiarą padła równie ładna Sorana Cirstea, której Maria była łaskawa oddać „aż” 4 gemy, więc najbardziej atrakcyjny dla męskiego (i Martiny Navratilovej) oka pojedynek długo nie potrwał. Teraz Rosjanka zmierzy się z Shuai Peng i liczę na to, że będzie w stanie kontynuować taką grę.
Wynik: 6:3 6:1 – Maria Kirilenko

Na deserek zostawiłem sobie (o dziwo!) najbardziej zacięty pojedynek III rundy. Był to mecz Sereny Williams z Jie Zheng. Spodziewałem się, że to będzie popis jednego aktora (właściwie aktorki), Sereny Williams. Ale Chińczycy mają to do siebie, że są cholernie waleczni i walczą jak o życie. Tak było również w tym przypadku. W I, zaskakująco wyrównanym, secie doszło do tie-breaka, gdzie Chinka przycisnęła i zwyciężyła w tej partii. To podziałało motywująco na Serenę, która przypomniała Zheng, że z Williams się nie zadziera. Jednak Jie pozostała odporna na ostrzeżenia, wysyłane przez Serenę i ponownie zaczęła walczyć jak lew. Ostatecznie jednak, mimo ogromnej determinacji, Chinka poległa i pożegnała się z wimbledońskimi trawnikami. Zatem dalej awansowała Serena Williams, której mecz czujnie obserwowały takie osobistości jak Dustin Hoffman i Ryan Giggs. W kolejnym meczu obejrzymy młodszą z sióstr Williams w meczu przeciwko Jarosławie Szwedowej, która pokonała Sarę Errani, wygrywając tzw. złotego seta (jej przeciwniczka nie ugrała ani jednego punktu w secie, tym samym Jarka wygrała 24 punkty z rzędu). Saro, czujemy się zażenowani! Pozdrawiamy Włoszkę zbiorowym facepalmem.
Wynik: 6:7(5) 6:2 9:7 – Serena Williams

Rozstawione zawodniczki, które odpadły z turnieju: Christina McHale (28), Zheng Jie (25), Julia Goerges (22), Nadia Pietrowa (20), Wiera Zwonariowa (12), Sara Errani (10)

Druga runda babskiego Wimbla

Elo! Powiem szczerze – nie lubię Wimbledonu! Czuję się zażenowany, oglądając ten turniej. Odpadnięcie Nadala mnie szczególnie rozczarowało. Nie wiem, co się stało Hiszpanowi, zatruł się czymś albo ujarał, a może chciał zdążyć na finał Euro 2012, gdzie grają jego ziomy z reprezentacji Hiszpanii? Nie wiadomo. Ale wracajmy do bab, o pedałach napisze Wam moja parzystokopytna wspólniczka, jeżeli łaskawie weźmie się do roboty. ;p Przejdźmy zatem do bab.
Tradycyjnie rozpocznę od Polaków, a w zasadzie od jednej Polki, która pozostała jeszcze w turnieju. Wabi się ona Agnieszka Radwańska (znacie ją w ogóle?). Ta niszowa i niedoceniana tenisistka wygrała z Jeleną Wiesniną, pogromczynią Venus Williams. Dodam, że Radwa nie popełniła ani jednego (!) niewymuszonego błędu (polemizowałbym, bo z 2 naliczyłem, ale spoko, widocznie Agnieszka jest lubiana na Wimbledonie). Jak widać, nie namęczyła się zbytnio. Radwusia w zasadzie nic nie musiała robić, bo jej ruska koleżanka co chwila wyrzucała w aut lub waliła (bez skojarzeń, zboczuchy!) w siatkę. W kolejnej rundzie zmierzy się z Brytyjką Heather Watson, nadzieją tamtejszego tenisa.
Wynik: 6:2 6:1 – Agnieszka Radwańska

W kolejnej rundzie jest też jedna z moich ulubienic, Kim Clijsters. Belgijka, podobnie jak „Isia” pokonała zawodniczkę, która sukcesy odnosi głównie w deblu. Czeszka Andrea Hlavackova ani na moment nie zagroziła półfinalistce tego turnieju z 2003 i 2006r. Kim zanotowała 18 kończących uderzeń przy 10 niewymuszonych błędów i teraz zmierzy się z Wierą Zwonariową. Będzie to chyba jedno z najciekawszych spotkań III rundy. Wiera ma okazję do rewanżu za finał Us Open w 2010r, gdzie Kim ją zdemolowała.
Wynik: 6:3 6:3 – Kim Clijsters

Petra Kvitova chyba czyta naszego bloga, bo ogarnęła się i pokazała to, co powinna pokazywać obrończyni tytułu. Czeszka pokonała Brytyjkę Elenę Baltachę bez żadnych problemów Chociaż i tak mógłbym się przyczepić do czeskiej tenisistki, ponieważ w II secie Kwiczowa prowadziła 4:1 i dała się dogonić rywalce. Ale nie ma się czym przejmować, bo zawodniczka z kraju naszych południowych sąsiadów i tak tytułu nie obroni. Kvik!
Wynik: 6:0 6:4 – Petra Kvitova

Po raz kolejny skompromitowała się Na Li. Czajnol po raz drugi z rzędu odpada w II rundzie jedynego turnieju wielkoszlemowego rozgrywanego na trawie. W zeszłym roku pokonała ją Niemka Lisicka, w tym za to poniosła porażkę z Soraną Cirsteą. Rumunka zrewanżowała się tym samym za Roland Garros 2012, gdzie skośnooka zmiotła ją z kortu, oddając zaledwie 3 gemy. Tym razem jednak stało się zupełnie inaczej i to Chinka ugrała zaledwie 7 gemów. Ciekawe, co za karę zrobił jej mąż? Może rozkaże jej zrobić bajerancki tatuaż, tym razem na dupie?
Wynik: 6:3 6:4 – Sorana Cirstea

W III rundzie jest także Niemka Sabine Lisicki, która po ciężkim boju pokonała Bojanę Jovanovski. Ten mecz nie zapowiadał się ciekawie – obie zawodniczki znane są z tego, że mocno biją w piłkę i nic więcej. Odrobinę więcej mózgu w grze używa Niemka, dodatkowo ma bardzo dobry serwis i myślę, że to zadecydowało o korzystnym rezultacie Sabiny. Jako ciekawostkę podam fakt, że w zeszłym roku też w II rundzie zwyciężyła w decydującym secie 8:6 (tak jak dzisiaj), a następnie dotarła do półfinału. Jednak wątpię w to, by powtórzyła ten wynik w tym roku, jej forma nie jest najwyższa.
Wynik: 3:6 6:2 8:6 – Sabine Lisicki

Najlepszy mecz: Marion Bartoli vs Mirjana Lucic
To będzie chamskie, ale trudno. Wybieram ten mecz tylko dlatego, że nie znoszę Bartoli i bardzo mnie cieszy jej porażka. Marion, pieszczotliwie nazywana „slut”, popełniła 10 podwójnych błędów i zakończyła spotkanie z bilansem 10:14. Brawo! Oby tak dalej! Natomiast Mirjana popełniła 5 pomyłek serwisowych, ale przy dziewięciu asach nie wypada to źle (Francuzka zanotowała tylko jednego), a jej statystyki końcowe wynosiły 33:11. Lucic co prawda najlepsze lata ma już za sobą (była półfinalistką Wimbledonu w 1998r., czyli jeszcze za czasów mojej Hingis czy Graf), ale w tym pojedynku udowodniła, że potrafi jeszcze grać w tenisa na wysokim poziomie.
Wynik: 6:4 6:3 – Mirjana Lucic

Najgorszy mecz: Maria Sharapova vs Cwetana Pironkowa
Dlaczego najgorszy? Gdyż po liderce światowego rankingu spodziewam się, że będzie miażdżyć swoje przeciwniczki, zwłaszcza w tak początkowej fazie turnieju. Tymczasem Marysia męczyła się niemiłosiernie. Pierwszego seta ostatecznie wygrała, ale po tie-breaku (wcześniej musiała bronić piłek setowych). Wtedy wydawało się, że wszystko wróci do normy i liderka pokaże, dlaczego znalazła się na szczycie. Ale nic z tego! Doszło do drugiego tie-breaka, w którym nasza wąsata koleżanka z Rosji przegrała! (teraz wszyscy wykonują czynność, znaną jako „facepalm”) Dopiero w decydującym secie wszystko wróciło do normalnego stanu i Szara odjechała w tej partii „na rowerku”. Nie chcę ujmować niczego Cwetanie, która jest bardzo fajną i sympatyczną dziewczyną, do tego świetnie sobie radzi na tych kortach, tylko udowodnić, że Maria Sharapova nie grała jak na liderkę przystało.
Wynik: 7:6(3) 6:7(3) 6:0 – Maria Sharapova

Rozstawione zawodniczki, które odpadły w II rundzie:
Samantha Stosur (5), Marion Bartoli (9), Na Li (11), Petra Cetkovska (23), Anastazja Pawluczenkowa (31).

Pierwsza runda kobiecego Wimbledonu

25. czerwca rozpoczęła się 126. edycja turnieju wimbledońskiego. Mówiąc szczerzę – nie przepadam za tym turniejem, mimo że uwielbiam oglądać mecze na nawierzchni trawiastej. Wimbledon sam w sobie jest nudny, głównie przerywany przez deszcz, a to uporczywe trwanie przy tradycji jest najzwyczajniej w świecie irytujące. Czy grzeszę, mówiąc tak bluźnierczo o najstarszym turnieju tenisowym na świecie? Jak tak – to trudno.
Zacznę od naszych reprezentantek. W tegorocznym Wimbledonie występują aż 3 Polki – sisterki Radwańskie i Sandra Zaniewska, która udanie przeszła kwalifikacje. Pierwszego dnia swój mecz zagrały starsza z sióstr i Sandra. Agnieszka Radwańska bez większych problemów wygrała z Magdaleną Rybarikovą, ale to zwycięstwo było podarowane przez Słowaczkę. Radwa musiała tylko przebijać piłkę, nic więcej. Dużo trudniejsze zadanie miała Zaniewska, któremu nie podołała. Przegrała, ale po walce. To spotkanie zakończyło się wynikiem 2:6 7:6(4), 3:6. Przegrała za to ładniejsza z sióstr Radwańskich, czyli Urszula. Nie dała rady Marinie Erakovic z Nowej Zelandii, przegrywając 4:6 4:6. Warto dodać, że Ula na początku obydwu setów prowadziła… Przemilczę, żeby nie urazić. O dziwo, bez większych problemów do następnej rundy przeszła Sam Stosur, która w singlowym Wimbledonie delikatnie mówiąc, nie radzi sobie (w deblu za to w latach 2008-2011 była w finale). Australijka pokonała wychowaną na kortach ziemnych Hiszpankę Carlę Suarez Navarro 6:1 6:3. Z zawodniczek z pierwszej dziesiątki tylko jedna nie przeszła jednej rundy, ale o tym opowiem szczegółowo za chwilę. Sensacyjnie odpadła również Venus Williams, którą zdemolowała Jelena Wiesnina. Niestety, Venus to już nie ta sama zawodniczka, co kilka lat temu. Starsza z sióstr Williams po raz drugi odpadła w I rundzie Wimbledonu. Pierwszy raz to się stało w debiucie w roku 1997, gdzie przegrała z Polką Madgaleną Grzybowską. Udało się za to wygrać Serenie. Widać, że się pozbierała po klęsce w Paryżu. Wspomnę jeszcze o tenisistkach gospodarzy,które całkiem nieźle sobie poradziły w I rundzie. Aż 3 przeszły dalej: Elena Baltacha, Heather Watson (którą jeden z komentatorów uparcie nazywa nazywa „Hiser”) i Anne Keothavong. W następnej rundzie zameldowała się także pogromczyni mojej ukochanej z Eastbourne, Christina McHale. Krysia pokonała tenisistkę, która się zwie Johanna Konta, męcząc się niemiłosiernie (10:8 w decydującym secie). Dalej jest też kończąca (NIESTETY!) karierę Kim Clijsters. Belgijka pokonała rozstawioną z 18. Jelenę Jankovic, która formą (ani urodą) nie błyszczy. Oprócz Serbki, z turnieju wyleciały jeszcze inne rozstawione zawodniczki: Swietłana Kuzniecowa (32) z Yaniną Wickmayer, Monica Niculescu (29) z Stephanie Foretz Gacon, Daniela Hantuchova (27) z Jamie Hampton, Lucie Safarova (19) z Kiki Bertens, Flavia Pennetta z Camilą Giorgi (ten wynik mnie najbardziej zaskoczył, nawet mimo tego, że Flavia słabo gra na trawie), Dominika Cibulkova (13) z Klarą Zakopalovą oraz Caroline Wozniacki (7) z Tamirą Paszek. Ten ostatni rezultat szczególnie mnie zasmucił, ale o tym meczu opowiem dokładnie.





Najlepszy mecz:
Caroline Wozniacki vs Tamira Paszek (7:5 6:7 4:6)
Spodziewałem się, że to będzie mecz na wysokim poziomie. I się nie pomyliłem. Tylko co do wyniku nie miałem racji, niestety. Caro oczywiście nie byłaby sobą, jakby nie miała pecha w losowaniu i już w I rundzie musiała się zmierzyć z ubiegłoroczną ćwierćfinalistką, która przez cały sezon grała beznadziejnie aż do momentu rozpoczęcia sezonu na trawie (wygrała duży turniej w Eastbourne). Caro natomiast straciła pozycje nr 1 i wraz z pomocą nowego trenera, Thomasem Johanssonem stara się odbudować formę i coś zmienić w swojej grze. Ten mecz pokazał, że jest na dobrej drodze. Spotkanie rozpoczęło się od prowadzenia 2:0 Dunki, jednak Austriaczka szybko wyrównała. I w tym momencie przerwano to widowisko i przełożono na następny dzień. Po wznowieniu meczu, obie panie kontynuowały dobrą grę, pełną kończących uderzeń, ryzykownych zagrań pod linie końcową lub boczną i niewielką ilością niewymuszonych błędów. W I secie Paszek prowadziła 5:4 i serwowała, ale Caro to nie zraziło, obroniła dwie piłki setowe, wyrównała na po 5, a następnie wygrała dwa kolejne gemy i tym samym seta. Druga partia ponownie zaczęła się od prowadzenia Caro 2:0 i 3:1. Tamira niestety wyrównała i zawodniczki utrzymywały swoje podanie. Wozniacki prowadząc 5:4 miała dwie piłki meczowe przy serwisie Paszek, ale Austriaczka obroniła je w dobrym stylu. Doszło do tie-breaka, w którym lepsza okazała się Tamira Paszek. III set zaczął się identycznie jak poprzednie. Caro wyszła na 2:0, ale na austriackiej tenisistce nie zrobiło to żadnego wrażenie, bo szybko wyrównała i wyszła na prowadzenie 5:3. Dunka jednak tanio skóry nie sprzedała, zdołała jeszcze przełamać na 4:5, ale niestety nic więcej nie mogła zrobić i przegrała trzeciego seta 4:6 i cały mecz. Końcowe statystyki meczu udowadniają, że było to najlepsze widowisko pierwszej rundy.

Jestem oczywiście zawiedziony i rozczarowany końcowym wynikiem, ale jestem też też pełen optymizmu. Widać, że Karolina zmienia swoją grę na lepsze. Myślę, że Dunka zawojuje podczas Us Open Series oraz uważam, że Johansson wykonuje kawał dobrej roboty. Muszę też pogratulować Tamirze Paszek, która zagrała genialne spotkanie. Podoba mi się jej wola walki, za którą polubiłem min. Caro. Życzę Austriaczce powodzenia!
Najgorszy mecz:
Petra Kvitova vs Akgul Amanmuradowa (6:4 6:4)
Zaskoczeni? Pewnie tak. Ale ja po obrończyni tytułu spodziewam się czegoś więcej. Tymczasem Petra, choć seta nie straciła, to pokazała się ze słabej strony. Przegrywać 1:4 z zawodniczka z końca pierwszej setki? WSTYD! Czuję się zażenowany.

I choć statystyki nie wypadają najgorzej, to podkreślam: na obrończynie tytułu to za mało! Kvik!

Finał lasek na turnieju lotnika 2012

No i zakończył się Roland Garros. Przez dwa tygodnie panie uraczyły nas tenisem zarówno z poziomu mistrzowskiego, jak i challengerowego. Zanim podsumuje cały turniej, najpierw opiszę finał. Czy zasłużył on na miano meczu finałowego? O tym już za chwilę.
W finale spotkały się dwie panie: Rosjanka z Florydy, która kiedyś określiła siebie uroczym zwrotem „krowa na lodzie” i mała ciałem, ale wielka tenisowo, Włoszka Sara Errani. Zarówno jedna, jak i druga, miały wiele do osiągnięcia. Sara, wygrywając zawody w singlu mogła stać się pierwszą tenisistką od 12 lat, która wygrała Rolanda Garrosa (obraźliwie – French Open) jednocześnie w grze pojedynczej, jak i podwójnej (ostatnia była Mary Pierce w 2000r.). Natomiast Marysia walczyła o coś znacznie cenniejszego – o karierowego szlema, czyli o zwycięstwo we wszystkich czterech turniejach wielkoszlemowych w ciągu całej kariery. Warto dodać, że te tenisistki spotkały się po raz pierwszy w karierze.

Mecz rozpoczął się od szybkiego prowadzenie panny z owłosieniem nad wargą 3:0. Kiedy „cudowni” komentatorzy zaczęli już przepowiadać powtórkę sprzed 24 lat (1988r. finał Graf – Zvereva: 6:0 6:0 w 32 minuty), wtedy Sara zaczęła udowadniać, że nie bez powodu awansowała tak wysoko. Przełamała Maryśkę na 1:4, a następnie utrzymała swoje podanie na 2:4. Od tej pory, finalistki utrzymywały swoje podanie i set pierwszy zakończył się wynikiem 6:3. Drugi set rozpoczął się podobnie jak pierwszy. Marysia w ekspresowym tempie odskoczyła na 2:0. W kolejnym gemie „Saretta” utrzymała swój serwis, zdobywając jednocześnie pierwszego gema w tym secie. Niewiele to jej dało, gdyż Szara nie straciła podania (chociaż musiała bronić break pointa) i ponownie wygrała gema przy serwisie swojej włoskiej rywalki. W tym momencie Errani znowu przycisnęła i udało jej się odrobić stratę przełamania. Na więcej niestety nie było już ją stać, Wąsacz ponownie odebrał jej serwis, a następnie przypieczętowała swój sukces, wygrywając własne podanie i tym samym drugiego seta w stosunku 6:2 no i cały mecz.

Co mogę powiedzieć o tym meczu? Przede wszystkim, był dość zaskakujący. I nie chodzi mi o wynik, bo oczywiste było, że Errani nie ma szans, wierzyli w nią chyba tylko jej własna rodzina i jej psychofani, jeżeli takowych posiada. Zadziwiający był przebieg tego widowiska. Spodziewałem się, że będą w nim przeważać sędziowie liniowi, wywołujący co chwila aut. Myślałem, że będzie ich słychać głośniej niż jęki Rosjanki z akademii Bolletteriego. Sądziłem też, że Sarę Errani zje trema, a co za tym idzie – też będzie wywalać na auty lub w korytarz deblowy. Tymczasem panie miło mnie rozczarowały. Marysia grała jak nie ona. Nie psuła, nie uderzała byle mocniej. Grała w miarę rozważnie i to jej się opłaciło. Włoszka kilka razy udowodniła, że jej awans do finału to nie przypadek, akcje przy siatce robiły dobre wrażenie. Końcowy efekt był taki, że obie finalistki skończyły mecz z dodatnim bilansem winnerów do niewymuszonych błędów (Wąsu – 37:29, Errani 12:11). Takie zjawisko jest rzadko spotykane w kobiecym tenisie, więc warto to odnotować.
Jak wiadomo, ostatecznie wygrała Maria Szarapowa, zdobywając tym samym karierowego szlema. Sara Errani też triumfowała w tym turnieju (co prawda w deblu, ale to zawsze jakiś sukces). Podczas ceremonii wręczenia pucharów doszło do śmiesznej pomyłki. Spikerka pomyliła nazwiska i wywołała Szarapową jako finalistkę, a nie zwyciężczynie. Obie panie się zaśmiały i się zrobiło miło, sympatycznie i w ogóle słodko. Puchary wręczała była reprezentantka Jugosławii, obecnie Amerykanka, Monica Seles, która wygrała turniej imienia lotnika 3 razy z rzędu, w latach 1990-1992. Na koniec zobaczcie urocze fotografię z ceremonii i z pucharem.



PS: Chciałbym serdecznie przeprosić za brak podsumowań od IV rundy wzwyż, ale nie miałem jak oglądać tych spotkań, a nie lubię oceniać czegoś, czego nie widziałem, ponieważ jestem profesjonalistą. Obiecuję poprawę, moje małe potworki!

Trzecia runda lesb na Rolandzie Garrosie

Nadszedł czas na podsumowanie trzeciej rundy. Powiem tyle – DUPA! DUPA! DUPA!
Trzecia runda przyniosła pasmo rozczarowań. Czuję się zażenowany, że w ogóle muszę o niej pisać, więc nie będę zbyt miły. Przede wszystkim odpadły Radwa i Caro, ale o nich za chwilę. Swoje mecze wygrała liderka od siedmiu boleści i sprzedajna Kerber. Miałem nadzieję, że Flavii uda się pokonać folksdojcza, ale niestety – głupi ma szczęście! Przynajmniej odpadła inna Niemka, Goerges, w meczu z Arantxą Rus. Przy okazji Julia udowodniła całemu światu, że jest głupią szmatą. W jednym z ciekawszych meczów, Sara Errani pokonała piękną Anę po zaciętym, trzysetowym pojedynku. W innym interesującym meczu, Australijka Stosur wygrała z Nadią Pietrovą w dwóch partiach. Problemów z awansem nie miała Dominika Cibulkova. Maria Sharapova również bez problemu przeszła do dalszej fazy. Pomęczyła się trochę Petra Kvitova z Bratchikovą, ale ostatecznie wygrała swój mecz. Trochę problemów miała też Chinka Na Li/Li Na, ale też zwyciężyła, jednak całkiem zdolna Krysia Makhejl tanio skóry nie sprzedała. Czajnol sobie pewnie przypomniał, że mąż porażek nie lubi, dlatego rozstrzygnęła ten mecz na swoją korzyść. Zagra teraz z Jarką Szwedową, która ma szanse na powtórzenie wyniku sprzed dwóch lat (ćwierćfinał).
Najlepszy mecz:
Ostatnio takowych nie było, a dzisiaj wyróżnię aż dwa! Oto one:
1. Caroline Wozniacki vs Kaia Kanepi:
Zaskoczyłem Was, no nie? (przecież jestem fanem Wozniacki) Ale wyróżnię ten mecz, pomimo że wynik końcowy był niekorzystny. Mecz zaczął się dość nudno, Kaia kończyła, Caro grała po swojemu. Było bez emocji i Estonka szybko objęła prowadzenie 6:1 5:1. Wtedy Keroline pokazała, dlaczego ją kocham. Odrobiła straty, obroniła meczowe i triumfowała w tie-breaku. Trzeci set to powtórka seta drugiego. Kanepi ponownie szybko objęła prowadzenie 5:1. Dunka odłamała na 5:2 i utrzymała swoje podanie na 5:3. Niestety, to był maksimum jej możliwości – Estonka zakończyła mecz przy swoim serwisie. Szkoda tylko, że Caro bawiła się w sędziego, myślę, że to ją zgubiło. Mimo to, jestem dumny z Karoliny, pokazała, że jest silna psychicznie i udowodniła całemu światu, że nie jest „baletnicą” jak ją niektórzy określają.

2. Francesca Schiavone vs Varvara Lepchenko
Mecz Włoszki i Amerykanki z Taszkentu należał do tych zaciętych. Spodobał mi się, pomimo że obie panie miały końcowy bilans na minusie (bilans uderzeń skończonych bezpośrednio, tzw. winnerów i niewymuszonych błędów). Była w nim walka, były emocje, nie zabrakło też ciekawej gry. Varvara w decydującym secie prowadziła już 5:3, jednak Franka się nie poddała i odrobiła straty. Przy stanie 6:6 Lepchenko ponownie przełamała „piękną” Włoszkę i tym razem udało jej się zakończyć mecz. Jednocześnie osiągnęła najlepszy wynik w Wielkim Szlemie i przybliżyła się do gry w igrzyskach olimpijskich, a Francescę uniemożliwiła osiągnięcie trzeciego finału z rzędu w tym turnieju.

Najgorszy mecz:
Wybieram mecz Agnieszki Radwańskiej ze Swietłaną Kuzniecową. Radwa nigdy nie potrafiła grać z Kuzą (bilans 10:3 dla Ruskiej), ale myślałem, że będąc trzecią rakietą świata, będzie potrafiła pokonać każdego, zwłaszcza zawodniczkę, która ostatnio formą nie zachwycała. Ale no cóż… Radwańska nic nie mogła zrobić. I powinna się tego wstydzić. Swieta grała znakomicie, wszystko trafiała, natomiast Agnieszka przerzuciła się na baloniarstwo, co Rosjanka wykorzystała aż za bardzo. Skończyło się tym, że „nadzieja polskiego tenisa” ugrała zaledwie trzy gemy! Brawo Radwa! Jesteśmy dumni! Już dawno nie czułem się tak zażenowany. Aż przykro.

To by było na tyle. Podsumowania czwartej rundy i ćwierćfinału pojawią się z opóźnieniem, ponieważ będę na urlopie (xD). Więc do napisanie, moje małe potworki! :3

Druga runda babskiego Rolanda Garrosa

W dniu wczorajszym zakończyły się mecze II rundy babskiego turnieju imienia lotnika. Zgrzeszyłbym, gdybym nie opisał Wam tego wydarzenia.
W tym dniu grały baby z góry drabinki, czyli min. Azar i Radwa! Obie wygrały. Pseudo-liderka z jakąś Niemką, a brzydsza Radwencja z samą Venus Williams! Oczywiście to zwycięstwo było podarowane „nadziei polskiego tenisa” przez starszą koleżankę, ale jak dają – to trzeba brać!

Z czołowych zawodniczek drugą rundę przeszły też Samantha Stosur i Ana Ivanovic. Teraz przejdę do najwspanialszej, najpiękniejszej i najcudowniejszej Caroline Wozniacki. „Baletnica” pokonała Jarmilę Gajdosovą 6:1 6:4. Karolinka nie szalała ilością uderzeń wygranych bezpośrednio (9), ale również nie popełniała błędów (zaledwie 7), dlatego wygrała. Czuję dumę!

Obrończyni tytułu, zniewolona Chinka Na Li/Li Na bez problemu pokonała Stephanie Foretz-Gacon. Tutaj zapewne mąż jest dumny, że jego robotnica przeszła dalej. Finalistka sprzed roku i triumfatorka z 2010r. Frania Schiavone wymęczyła zwycięstwo z Cwetką Pironkową. Z turniejem pożegnały się 6 rozstawionych zawodniczek: Marion Bartoli (zwana pieszczotliwie „slut”) na szczęście przegrała z Petrą Martic, „zmora Radwy” Petra Cetkovska nie potrafiła wygrać z Francuzką Johansson, Jie Zheng odpadła w meczu z Aleksandrą Wozniak (chodzi o tenisistkę, nie o tę aktorkę z 13. Posterunku z fajnymi nogami) i była laska Berdycha, Lucie Safarova poniosła porażkę z Hiszpanką Martinez Sanchez. Oprócz tej czwórki poległa też będąca w niezwykłej formie Jelena Jankovic. Serbkę o twarzy Mongoła i mało przystępnym charakterze pożegnała Varvara Lepchenko. Jeszcze jedną rozstawioną panią, która wyleciała z Rolanda Garrosa to piękna Maria Kirilenko. Rosjanka przegrała z Klarą Zakopalovą. Sensacji nie sprawiła Ula Radwańska – ładniejsza z sióstr była zdecydowanie gorsza od Petry Kvitovej.

Odpadła jeszcze jedna z moich ulubienic, Bethanie Mattek-Sands. Na dowód uwielbienia, zapalę jej znicza pamięci. [*] Pogromczyni Sereny, Virginie Razzano udowodniła, że wygrana z Sereną to prezent od samej Amerykanki, a nie dowód wybitnej gry Francuzki, bowiem Virginie przegrała z Arantxą Rus (warto dodać, że ta Holenderka w zeszłym roku na tych kortach pokonała Kim Clijsters). Pozostałe mecze pomijam – nie uważam je za interesujące.
Opisu najlepszego i najgorszego meczu również nie będzie. Żaden mecz nie zwrócił mojej uwagi na tyle, żeby głębiej go opisywać.

Pierwsza runda babskiego Rolanda Garrosa

Wczoraj zakończyły się mecze pierwszej rundy kobiecego Rolanda Garrosa (obraźliwie nazywanym French Open). Co myślę o wynikach (szczególnie o jednym), zostawię na koniec, ale ostrzegam – to nie będą miłe słowa.
Zacznę od mojej ukochanej Caroline „Baletnica” Wozniacki, która odesłała swoją przeciwniczkę „prawie na rowerku”. Gdyby nie kilka bezmyślnych zagrań Caro przy siatce, to byłoby jeszcze lepiej.  Ale fajnie, że próbowała atakować i wynik 6:0 6:1 mnie zadowala. Z tym samym rezultatem wygrała także ‚nadzieja polskiego tenisa’ Agnieszka Radwańska. „JEŻU” (takie słowo krzyczała Bojana Jovanovski po każdej zagranej piłce w meczu z Radwą) pomogło w wygraniu tylko jednego gema. Ale co zrobić, jak ma się tak bezmyślny styl gry? To pytanie pozostawię bez odpowiedzi. 9 z 10 zawodniczek pierwszej dziesiątki przeszły pierwszą rundę. O tym wyjątku, który odpadł, wypowiem się za chwilę. Oprócz tej zawodniczki, w I rundzie odpadły jeszcze cztery rozstawione panie: Sabine Lisicki, rozstawiona z 12. przegrała z kontrowersyjną (jak ten blog :3) Bethanie Mattek-Sands, Roberta Vinci, oznaczona z 17. nie dała rady Sofii Arvidsson, „wielka rewelacja sezonu” Mona Barthel nie wygrała meczu z zawodniczką z kwalifikacji Lauren Davis, a Monica Niculescu musiała uznać wyższość jakiejś Rosjanki. Zgrzeszyłbym, gdybym nie wspomniał o ładniejszej Radwańskiej – Urszuli, która wygrała swój mecz z Pauline Parmentier. Plecki przestały boleć – to i gra się poprawiła. Ubiegłoroczne finalistki – Na Li i Francesca Schiavone również zwyciężyły swoje spotkania. Zniewolona Chinka z lanserskim tatuażem na cycku pokonała Soranę Cirsteę (spodziewałem się w tym przypadku bardziej zaciętego meczu, ale piękna Sorana pewnie nie chciała się spocić), a Włoszka o wątpliwej urodzie (ale ogólnie bardzo ją lubię) wygrała z weteranką Kimiko Date-Krumm. Wspomnę jeszcze o triumfach dwóch reprezentantek Kazachstanu – Jarosławy Shvedovej i Sesil Karatanchevy (która dostała się do turnieju jako lucky loser – czyli miała wielkiego farta). Pokonały one odpowiednio: Mandy Minellę i Timeę Babos. Obie panie z Kazachstanu były w tym turnieju w ćwierćfinale (Sesil w 2005, Jarosława 5 lat później). Czy uda im się powtórzyć ten sukces? Jednej z nich na pewno nie – jeżeli wygrają swoje mecze w II rundzie, spotkają się ze sobą w następnej. Poza tym, w ich ćwiartce jest obrończyni tytułu Na Li/Li Na. Przed podsumowaniem muszę wspomnieć o białoruskiej marionetce Łukaszenki, która wabi się Victoria Azarenka. Azar grał z Albertą Brianti. Włoszka była tak blisko wygranej z pseudo-liderką! Niestety – Alberta przestraszyła się Azara (ta twarz… i te jęki… brrr…) i przegrała, pomimo wysokiego prowadzenia. Szkoda, ale co się odwlecze, to nie uciecze!
Najlepszy mecz:
Takich meczów było malutko, ale wyróżnię jeden bardzo ładny pojedynek. Mecz Venus Williams z Paulą Ormaechą. Mecz był zacięty, z dużą ilością winnerów, błędy też się zdarzały, ale nie były nie wiadomo jak rażące. Podobała mi się w tym meczu Paula. Grała odważnie, agresywnie, walczyła do ostatniej piłki i nie przestraszyła się legendarnej Venus. Można powiedzieć, że przegrała z klasą. Dlatego właśnie postanowiłem wyróżnić ten mecz. Paula Ormaechea – zapamiętajcie to nazwisko!
Venus i Paula
Najgorszy mecz:
wkurwiona Serena
Tutaj nie mam żadnego problemu z wyborem – mecz Sereny Williams z Virginie Razzano. Niesamowite było to, że Francuzka, która nic dobrego nie ugrała, potrafiła wygrać z niesamowitą Sereną z dwoma tytułami na ziemi w tym sezonie. W meczu obie panie nic ciekawego nie prezentowały, głównie błędy. Serena prowadziła 6:4 6:6 (5:2 w tiebreaku). Tylko co z tego, skoro nie potrafiła trafić returnem w kort? (chyba, że w korytarz deblowy – może myślała, że to debel?) Francuzka również głównie psuła piłki. Ale to jeszcze przejdzie, baby przecież niemal wyłącznie psują. Największą żenadę odwaliła Eva Asderaki – sędzina główna. Nie dość, że odbierała punkty Virginie za krzyki spowodowane kontuzją i skurczami, podczas kiedy taką Azarenkę czy Szarapową wrzeszczącą bez powodu, nawet nie upomną! Żenada. Już nawet nie wspomnę o kilku wątpliwych decyzjach autowych. Po tym meczu wiem dwie rzeczy: Serena pierwszy raz odpadła w I rundzie turnieju wielkoszlemowego, a Eva Asderaki powinna zostać zawieszona.

Na plus wyróżnię zachowanie obu pań – podziękowały sobie elegancko, z klasą.