Półfinały singla na IO w Londynie

Za nami półfinały na igrzyskach olimpijskich w tenisie ziemnym. Przegrani w tej fazie turnieju mają jeszcze szanse na brązowy medal w meczu o trzecie miejsce. A co mogę powiedzieć o meczach półfinałowych? Był jeden hit, była jedna bardzo miła dla mnie niespodzianka. Ogólnie mówiąc, powróciła rutyna i to ponownie mężczyźni zaczęli grać lepsze, bardziej ekscytujące spotkania. U pań wszystko się rozstrzygało szybko i jednostronnie. Przejdźmy zatem do szczegółów.

Na pierwszy ogień pójdą imienniczki Szarapowa i Kirilenko. Jednak poza imieniem, rokiem urodzenia i narodowością, nic więcej ich nie łączy. Liczyłem na kolejną sensację ze strony tej ładniejszej, ale to ta bardziej lansowana i medialna z zawodniczek zwyciężyła. Szarapowa przejmowała inicjatywę, Kirilenko próbowała grać, starannie, popełniając małą liczbę niewymuszonych błędów (5). Niestety winnerów również nie było za wiele (7). Maria z wąsami jak zawsze zaliczała sporo błędów (19), ale w zestawieniu z 35 uderzeniami kończącymi nie wypada to tak źle. Atrakcyjniejszej Rosjance, pasywna gra dała tylko 5 gemów. Na pocieszenie, czeka ją jeszcze mecz o brązowy medal z białoruską marionetką Łukaszenki, Wiktorią Azarenką. Szarapowa, która dzięki wygranej, awansowała do finału, ma szansę na skompletowanie złotego szlema (tj. zwycięstwo we wszystkich czterech turniejach wielkoszlemowych i w igrzyskach olimpijskich). Jednak jej przeciwniczką w finale będzie Serena Williams, która na tegorocznych igrzyskach miażdży wszystkie swoje rywalki, jak leci. Wynik: 6:2 6:3 – Maria Szarapowa

Forma Sereny Williams może imponować. Amerykanka nie zwraca uwagi na to, z kim gra. Po prostu wygrywa z każdym w sposób szybki i jednostronny, żeby nie powiedzieć miażdżący. Zaryzykuję stwierdzeniem, że Serenka kompromituje swoje rywalki. W półfinale utarła nosa tej wrzeszczącej krowie z Białorusi. Wiktoria Azarenka powinna się zapaść pod ziemię. Jest liderką światowego rankingu i jest w stanie ugrać tylko 3 gemy z zawodniczką dużo starszą, zbliżającą się do emerytury. To tylko udowadnia, że nie warto patrzeć na rankingi, one są gówno warte. Serena Williams jest najlepsza i tyle. Ten mecz to pokazał idealnie. Zarozumiała rankingowa jedynka kobiecego tenisa nie mogła w ogóle grać, rywalka ją całkowicie zdominowała i upokorzyła. Serena podawała genialnie, 16 asów mówi samo za siebie. Do tego 33 uderzeń skończonych i tylko 5 własnych błędów. Imponuje mi to, jak młodsza z sióstr Williams dojrzała w przeciągu całej swojej kariery. Do tego jest mistrzynią gry na 50-60% możliwości. Podam jeszcze statystyki Azarenki, które są żenujące, ale dla niej jestem bezlitosny: 3 asy, 2 podwójne błędy, bilans winnerów do niewymuszonych błędów – 12:14. Po prostu – <facepalm>. Jako fan tenisa, czuję się zażenowany! Wynik: 6:1 6:2 – Serena Williams

Pora na płeć brzydką, czyli na mężczyzn. Ich zmagania zacznę od spotkania, które określiłem we wstępie jako „hitowe”. Głównie ze względu na to, ile trwał i jakich emocji dostarczył decydujący set, bo wynik końcowy, delikatnie mówiąc, nie spodobał mi się. Szwajcarski „wirtuoz rakiety” przez większość spotkania trafiał głównie ramą. W pierwszym secie Del Potro grał zdecydowanie lepiej i to on go wygrał. W drugim secie walka była bardziej wyrównana, Federer ratował się dobrym serwisem i ostatecznie zwyciężył po tie-breaku. Trzeci partia to mordercza, ponad trzygodzinna walka. Panowie utrzymywali swoje podania aż do stanu 9:9, gdzie przełamał Federer swojego argentyńskiego rywala, był to pierwszy wykorzystany breakpoint przez Rogera (przypominam, że na igrzyskach i wielkich szlemach, oprócz Us Open, w decydującym secie nie ma tie-breaka – gra się do przewagi dwóch gemów). Tylko co Szwajcarowi z tego przełamania, skoro Delpo w trybie natychmiastowym odrobił straty, doprowadzając do 10:10. Następne gemy to powtórka z rozrywki, czyli obydwaj tenisiści utrzymają swoje podania. Dopiero przy stanie po 17 Juan Martin nie wytrzymał, dał się przełamać i straty nie odrobił, tym samym przegrał. Strasznie mi było szkoda DelSPOKO, bo grał świetnie i nie zasłużył na tę porażkę, która (zresztą nic dziwnego) bardzo go zabolała. Popłakał się.Tym razem Roger miał te resztki kultury i dobrego wychowania w sobie, że pocieszał swojego załamanego rywala (czego nie fatygował się zrobić po finale Wimbledonu). Nie chcę mówić, że Federer wygrał fartem, bo uważam, że nie ma w tenisie czegoś takiego jak „fart”. Po prostu, jak to niestety często bywa, zwyciężyło wyrobnictwo, a nie talent. Roger Federer po prostu zamęczył swojego rywala, a że Del Potro jest wysoko, to szybko się męczy (cena za wysoki wzrost). Jednak to nie koniec turnieju olimpijskiego dla argentyńskiego tenisisty. W meczu o brąz zmierzy się on z Novakiem Djokovicem, natomiast przeszkodą Szwajcara w finale będzie Andy Murray. Wynik: 3:6 7:6(5) 19:17 – Roger Federer

Na koniec zostawiłem sobie tym razem spotkanie, które trochę na wyrost określiłem jako „niespodziankę”. Czwarta rakieta pokonała drugiego tenisistę na świecie – to nie jest aż tak wielka sensacja. Najbardziej niedoceniany, niesłusznie skreślany przez „ekspertów” Andy Murray po raz kolejny pokazał się ze świetnej strony na tych igrzyskach i pokonał Novaka Djokovica po zaciętym, mimo że skończony po dwóch setach spotkaniu. Był to typowo męski mecz – panowie utrzymywali swoje podania, jedno przełamanie w każdym secie decydowało o końcowym rezultacie. Andy zanotował więcej asów (5:3 dla Szkota), mieli identyczną liczbę winnerów (25), a Novak miał za to mniej niewymuszonych błędów (13, przy 16 Murraya). Wydaje się, że to Nole ma lepsze statystyki, ale Serb nie potrafił wykorzystać okazji, szans na przełamanie. Ważne punkty, najważniejsze w secie zapisywał na swoim koncie Andrew. Bardzo mnie ucieszył wynik tego meczu – lubię Djoka, ale Andy jest mi szczególnie bliski. Cieszę się, że udowadnia wszystkim „znaffcom”, że nie jest chłopcem do bicia w najważniejszych pojedynkach. Wspomniałem już o przyszłych przeciwnikach obu tenisistów (Novaka o brązowy medal, Andy’ego o złoto), więc się nie będę powtarzał. Posta zakończę przesłaniem do narodu i fanów tenisa: wierzcie w swoich faworytów! Zawsze! Nie dajcie się zwieść komentarzom, opiniom innych. Wynik: 7:5 7:5 – Andy Murray

Para finałowa (mężczyźni):
Roger Federer – Andy Murray.
Para finałowa (kobiety): Serena Williams – Maria Szarapowa.
Mecz o trzecie miejsce (mężczyźni): Juan Martin Del Potro – Novak Djokovic.
Mecz o trzecie miejsce (kobiety): Wiktoria Azarenka – Maria Kirilenko.

Trzecia runda singla na IO w Londynie

Trzecia runda zmagań miała raczej nudny przebieg. Faworyci do medalu, zarówno z męskiego, jak i kobiecego tenisa, nie zawiedli i awansowali do ćwierćfinałów. Igrzyska Olimpijskie (oczywiście mówię o tenisie na igrzyskach) nieuchronnie zbliżają się do końca i już niedługo będziemy mogli opuścić „cudowne” korty Wimbledonu. Ale jeszcze musimy się trochę przemęczyć, więc przejdźmy do spotkań.

Niestety, nie mamy już polskich reprezentantów na igrzyskach, więc muszę zerwać z moją tradycją. Zacznę za to od Julii Goerges, która upokorzyła naszą Agnieszkę Radwańską w I rundzie. W III musiała zmierzyć się z tą panią na powyższym zdjęciu, czyli Marią Kirilenko. I to Rosjanka zakończyła to spotkanie zwycięsko, pomimo że to jej rywalka dominowała na korcie. Niemka miała więcej kończących uderzeń (30:13), zanotowała też 8 asów. Jednak popełniła aż 27 niewymuszonych błędów. Kirilenko była w tej statystyce o wiele lepsza, gdyż zaliczyła na swoje konto zaledwie 9 popsutych zagrań. Maria w ćwierćfinale podejmie zeszłoroczną zwyciężczynie Wimbledonu, Petrę Kvitovą, która formą, delikatnie mówiąc, nie powala na kolana. Wynik: 7:6(5) 6:3 – Maria Kirilenko
Wielki ciałem (i to dosłownie) John Isner pokonał w dwóch setach Janko Tipsarevica. Można powiedzieć, że Amerykanin wyserwował z turnieju olimpijskiego swojego serbskiego rywala. 22 asy w dwusetowym pojedynku… To bardzo rzadko spotykane. Dodam tylko, że w całym spotkaniu był zaledwie jeden breakpoint, którego Isner wykorzystał. Janko nie miał ani jednej szansy na przełamanie. Ciekawe, czy równie dobrze będzie funkcjonował serwis amerykańskiego tenisisty w spotkaniu z Federerem. Wynik: 7:5 7:6(14)

Pora na mecz, w którym wynik był mi kompletnie obojętny, ponieważ uwielbiam obie te zawodniczki. Zwyciężczynią okazała się Kim Clijsters, która bez specjalnych kłopotów pokonała Anę Ivanovic i podwyższyła bilans pojedynków z Serbką na 6:0. Po meczu lepiej wyglądają statystyki pięknej Any, która skończyła bezpośrednio 23 piłki, zaserwowała 6 asów i popełniła 9 błędów własnych, ale w tym spotkaniu zwyciężyło doświadczenie Kim i to, że wygrywała najważniejsze piłki w secie. W ćwierćfinale na reprezentantkę Belgii czeka Maria Szarapowa, która zrewanżowała się Sabinie Lisicki za porażkę w tegorocznym Wimbledonie. Wynik: 6:3 6:4 – Kim Clijsters
Czas na ulubieńca mojej wspólniczki. Łosiu gloryfikuje tego tenisistę w niemal każdym swoim poście. David Ferrer, bo tak się nazywa ten grajek w tenisa, przegrał z niedocenianym przeze mnie Keiem Nishikorim. W zasadzie nie ma tu o czym mówić, chciałem tylko zrobić przyjemność mojej wspólniczce, wspominając o jej hiszpańskim „ulubieńcu”. xD Japończyk w kolejnym meczu skrzyżuje rakietę z Juanem Martinem Del Potro. Wynik: 6:0 3:6 6:4 – Kei Nishikori

Andy Murray pierwszy raz w tym turnieju stracił seta. Przeciwnikiem, który mu się twardo przeciwstawił, był Marcos Baghdatis, który najwyraźniej nie chciał ulec klątwie chorążego. Cypryjczyk wygrał pierwszego seta, ale w drugim Andy się przebudził i rywal Szkota nie miał nic do powiedzenia. Trzecia partia była bardziej wyrównana, ale na szczęście zakończyła się ona zwycięstwem reprezentanta gospodarzy. Andy zanotował 13 asów i bardzo przyzwoity bilans kończących uderzeń do niewymuszonych błędów (33:15). Ćwierćfinałowym rywalem Murraya będzie inny ulubieniec Łosia, Nicolas Almagro. Wynik: 4:6 6:1 6:4 – Andy Murray
Pierwszy raz problemów nie miała za to moja faworytka wśród pań. Caro pewnie pokonała Danielę Hantuchovą, przy okazji rewanżując się za zeszłorocznego Rolanda Garrosa, w którym z nią przegrała. „Baletnica” zaserwowała 3 asy, oprócz tego skończyła bezpośrednio 15 piłek i popełniła zaledwie 3 niewymuszone błędy. Kolejną przeciwniczką Dunki będzie Serena Williams, która szaleje na tegorocznych igrzyskach i zmiata rywalki, jak leci. Teraz oddała zaledwie jednego gema brązowej medalistce z Pekinu, Wierze Zwonariowej. Wynik: 6:4 6:2 – Caroline Wozniacki

Na koniec zostawiłem sobie zdecydowanie najciekawiej zapowiadający się mecz III rundy. Zmierzyli się w nim dwaj byli liderzy rankingu, triumfatorzy wielkoszlemowi i dwójka tenisistów, których uwielbiam – Lleyton Hewitt i Novak Djokovic. Australijczyk, którego komentatorzy skazywali na tenisową emeryturę, pokazał to, co najlepsze – czyli walczył do końca. Ta walka się opłaciła, bowiem były narzeczony Kim Clijsters walczył z obecnym wiceliderem jak równy z równym i zdołał wygrać w pierwszym secie. W drugiej partii walka była wyrównana, ale ostatecznie zwyciężył w niej serbski tenisista. Nole całkowicie się przebudził w ostatniej, decydującej części spotkania i oddał tylko gema „staremu wyjadaczowi” z Australii. Jednak trzeba pochwalić Hewitta za to, że się nie poddał. Pokazał, że jeszcze mu daleko do tenisowej emerytury. To był już drugi mecz Djoka z zawodnikiem, który jest legendą tenisowych kortów. W poprzedniej rundzie oddał tylko 3 gemy innemu byłemu liderowi – Andy’emu Roddickowi. W ćwierćfinale na Novaka czeka Jo Wilfried Tsonga, który jeszcze się nie wypompował fizycznie po maratonie z Raonicem w drugiej rundzie i awansował do ćwierćfinału po wygranej nad Feliciano Lopezem. Wynik: 4:6 7:5 6:1 – Novak Djokovic
Pary ćwierćfinałowe (mężczyźni):
Roger Federer – John Isner, Kei Nishikori – Juan Martin Del Potro, Nicolas Almagro – Andy Murray, Jo Wilfried Tsonga – Novak Djokovic.
Pary ćwierćfinałowe (kobiety): WiktoRyja Azarenka – Angelique Kerber, Serena Williams – Caroline Wozniacki, Kim Clijsters – Maria Szarapowa, Petra Kvitova – Maria Kirilenko.

Druga runda singla na IO w Londynie

Tegoroczne Igrzyska Olimpijskie w tenisie wypadają dość żenująco. Z siedmiu Polaków, którzy zakwalifikowali się do londyńskiej imprezy, tylko Ula Radwańska i debel sióstr Radwańskich zdołał awansować do rundy drugiej. Odpadła oczywiście nasza medalowa nadzieja w singlu, Agnieszka Radwańska, ale o tej żenadzie wspomniałem w poprzednim poście. Teraz poświęcę swoją uwagę rundzie drugiej.
A zaczniemy tradycyjnie od naszych reprezentantów. Ula Radwańska, jedyna singlistka, która sprawiła radość swoim rodakom, miała najtrudniejsze zadanie z możliwych – musiała zmierzyć się z samą Sereną Williams. Młodszej siostrze Agnieszki nie można odmówić serca do walki (prawie jak Lleyton Hewitt), w porównaniu do siostry walczyła do końca. To zaowocowało tym, że polska tenisistka popełniła zaledwie 9 niewymuszonych błędów (a i tak przy każdym z nim była wściekła na siebie). Możemy być dumni z ambicji Uli, która wierzyła w siebie do końca. Urszula zanotowała jednego asa i 8 uderzeń kończących, oczywiście jej rywalka w tych statystykach wypada dużo lepiej. Caryca Serena w trzeciej rundzie podejmie wracającą do nieco lepszej dyspozycji brązową medalistkę z Pekinu, Wierę Zwonariową. Wynik: 6:2 6:3 – Serena Williams

Miłą niespodziankę sprawił mi Lleyton Hewitt. Australijczyk pokonał wyżej klasyfikowanego Marina Cilica. Za Chorwatem przemawiał ranking, za Hewittem – doświadczenie i to ono zwyciężyło. Lleytonowi udało się zwyciężyć bez straty seta, ale obie partie były dość zacięte. Mój faworyt w tym spotkaniu zanotował mniej asów i bezpośrednio skończonych uderzeń, ale Marin popełnił sporo niewymuszonych błędów, które zadecydowały o takim wyniku spotkania. W kolejnej rundzie Lleyton sprawdzi formę Novaka Djokovica, który w drugiej rundzie upokorzył Andy’ego Roddicka oddając mu zaledwie 3 gemy. Wynik: 6:4 7:5 – Lleyton Hewitt

Czas na tenisistkę, którą niedawno bardzo polubiłem. Sabine Lisicki awansowała do trzeciej rundy po zwycięstwie z nieobliczalną i lubiącą sprawiać sensacje Jarosławę Szwedową. Wygrana niemieckiej tenisistki nie przyszła od tak, reprezentantka Kazachstanu stawiła spory opór rozstawionej rywalce, jednak tym razem nie udało jej się uczynić niespodzianki i odprawić z kwitkiem rozstawionej rywalki (bo nie grała z Radwą).Sabinka świetnie serwowała, zaserwowała aż 12 asów, do tego zanotowała 47 winnerów. W kolejnym meczu Lisicki zmierzy się z Mar(i)ją Szarapową, z którą niedawno spotkała się na Wimbledonie (w IV rundzie). Wtedy wygrała z wrzeszczącą Rosjanką. Liczę na powtórkę z rozrywki. Wynik: 4:6 6:3 7:5 – Sabine Lisicki
Teraz powiem kilka słów o hiciorze tej rundy. Był to mecz między rdzennym Francuzem, Jo Wilfridem Tsongą a Milosem Raonicem. Prawdę mówiąc, jak się dowiedziałem, że oni mają się ze sobą spotkać na korcie, to zacząłem się śmiać. Dlaczego? Otóż obaj panowie są do siebie bardzo podobni. Jak pierwszy raz ujrzałem Raonica, to określiłem go jako „białego Tsongę”. xD Łączy ich też to, że są strasznie dziwni i choćbym chciał, to nie mogę żadnego z nich polubić. Już nawet nie będę wspominał o podobieństwach w warunkach fizycznych i stylu gry. Pierwsze dwa sety tego spotkania miały podobny przebieg – padło po jednym przełamaniu na konto każdego z zawodników, w pierwszym swojego podania nie utrzymał Raonic, a w drugim Tsonga. W decydującej partii żaden z panów nie chciał oddać swojego podania, dlatego też w tym secie rozegrali aż 48 gemów, tym samym pobijając rekord w długości seta na igrzyskach olimpijskich. Pierwszy napięcia nie wytrzymał Kanadyjczyk i dał się przełamać swojemu rywalowi, a co za tym idzie – przegrał mecz. Wynik: 6:3 3:6 25:23 – Jo Wilfried Tsonga

Kerolajn Łoźniaki po raz kolejny musiała zagrać trzysetowe spotkanie. Tym razem opór jej stawiła Yanina Wickmayer. Caro wygrała pierwszego seta, potem jej się nieco powinęła noga, ale w decydującej partii pokazała, kto tu był liderką rankingu. Caro zaliczyła 7 asów i 30 uderzeń kończących. Oprócz tego, zanotowała jeszcze 5 podwójnych błędów serwisowych i 15 niewymuszonych pomyłek. W rundzie trzeciej duńska tenisistka podejmie Słowaczkę Danielę Hantuchovą. To będzie doskonała okazja do rewanżu za zeszłorocznego Rolanda Garrosa, gdzie Wozniacka przegrała właśnie z Danką. Wynik: 6:4 3:6 6:3 – Caroline Wozniacki
Świetnie sobie radzi w turnieju olimpijskim była narzeczona wspominanego wcześniej Lleytona Hewitta. Kim Clijsters pokonała Carlę Suarez Navarro, która w pierwszej rundzie upokorzyła Samanthę Stosur. Belgijka nie miała większych problemów ze swoją hiszpańską rywalką i w nagrodę zmierzy się w następnym meczu z piękną Aną Ivanovic. Kim po raz pierwszy występuje na igrzyskach i niestety po raz ostatni, gdyż po tegorocznym Us Open zdecydowała się zakończyć tenisową karierę. Tenisowej Nerwicy będzie brakowało Kim! Wynik: 6:3 6:3 – Kim Clijsters

Dzisiaj na koniec sobie zostawiłem moją osobistą, męską nadzieję na złoty medal olimpijski. A póki co – Andy Murray idzie jak burza. Tym razem oddał zaledwie sześć gemów Jarkko Nieminenowi. Mecz był bardzo jednostronny, różnica w ilości kończących uderzeń między tenisistami jest gigantyczna (26:6 dla Murraya). Andrew wyserwował również 6 asów i pewnie oraz bezboleśnie znalazł się w III rundzie. W niej podejmie Marcosa Baghdatisa, o którego klątwa chorążego się nie dopomniała. Szkot natomiast już jednego chorążego wyeliminował (Stanislasa Wawrinkę). Czas na kolejnego! Wynik: 6:2 6:4 – Andy Murray
To by było na tyle. Tym razem jest milutko – nie było powodów, żeby zwiększać poziom agresji. Tak czy siak, moje posty to i tak zwykłe grafomaństwo i jedno wielkie gówno, więc mam nadzieję, że jakimś cudem dotrwacie do końca.

Pierwsza runda singla na IO w Londynie

Nadeszła wiekopomna chwila! Pierwszy raz opiszę nie tylko kobiety, ale i również mężczyzn. Oczywiście jest to spowodowane nieobecnością tej lepszej połowy Tenisowej Nerwicy, czyli Łosia, ale mam nadzieję, że dacie radę przeczytać te moje wypociny. Ale ostrzegam – będzie ostro!

Jednak na początku będzie miło, później zaspokoję swoją potrzebę hejtowania. Zacznę od naszej jedynej reprezentantki, która przeszła pierwszą rundę w turnieju olimpijskim. Jest to Ula Radwańska, która pokonała wyżej sklasyfikowaną Monę Barthel i będzie miała szansę zmierzyć się z samą cesarzową Sereną Williams. W meczu z Niemką było sporo przełamań, jednak Ula skorzystała z 23 niewymuszonych błędów rywalki i sprawiła, że jest jedyną polską „odbijaczką żółtych, włochatych piłek”, z której możemy być dumni. VAMOS ULA! Wynik: 6:4 6:3 – Urszula Radwańska
Nie udało się awansować jedynemu polskiemu singliście czyli Łukaszowi Kubotowi. Nasz krajan przegrał z moim odkryciem, Grigorem Dimitrovem. Ten piękny mężczyzna z Bułgarii jest obraźliwie nazywany „małym Federerem”. Oczywiście dziennikarze pomijają kwestie, że Dimitrov jest znacznie bardziej utalentowany, o czym mówił np. były trener Rogera. I mówię tak ja. Ale wróćmy do meczu, który był raczej bez historii. W drugim secie Łukasz co prawda wygrywał 5:2, ale co z tego? Doszło do tie-breaka, w którym lepszy okazał się faworyzowany rywal Polaka. W następnej rundzie Grigor zmierzy się z jedynym francuzem, którego lubię – Gillem Simonem. Wynik: 6:3 7:6(4) – Grigor Dimitrov

Czas na moją ukochaną. Caroline Wozniacki zwyciężyła w meczu z reprezentantką gospodarzy, Anne Keothavong. Jednak wygrana mojego słońca nie przyszła tak hop siup, Caro straciła pierwszego seta, ale znając tenisa, Brytyjka przestraszyła się tego, że może wygrać z bardziej utytułowaną zawodniczką i w następnych dwóch setach ugrała łącznie 5 gemów. „Keroline” dość sporo piłek skończyła (22 winnery – są postępy), popełniła 17 niewymuszonych błędów i aż 4 podwójne błędy serwisowe (przy jednym asie). Ale wiadomo – najważniejszy jest wynik końcowy. W kolejnym spotkaniu zmierzy się z Belgijką Yaniną Wickmayer. Mam nadzieję, że w następnej rundzie pójdzie Dunce łatwiej. Jeszcze muszę wspomnieć o jednym – Caro super wyglądała, ale to nic nowego. Wynik: 4:6 6:3 6:2 – Caroline Wozniacki


Przed chwilą wspominałem o mojej faworytce wśród pań, teraz czas na tego męskiego. Andy Murray w pięknym stylu wygrał z ziomem Federera, Staśkiem Wawrinką. Tym samym Szwajcara dopadła tzw. „klątwa chorążego”. Andy zagrał bardzo ładny mecz, skończył bezpośrednio 20 piłek, zanotował 8 asów. Jako jedyny z „wielkiej czwórki” nie stracił seta w meczu otwarcia (a jeden z nich, Rafael Nadal nie stracił nawet gema xD przyznam szczerze, że brakuje mi Rafy na tych igrzyskach). W drugiej rundzie Szkot podejmie leworęcznego Fina, Jarkko Nieminena. Widać, że Andy’emu bardzo zależy na złotym medalu na własnym terenie, to spotkanie pokazało, że ma to duże szanse. Poza tym, ma wsparcie zarówno moje osobiste jak i całej Tenisowej Nerwicy, także GO ANDY! Wynik: 6:3 6:3 – Andy Murray
Lider rankingu miał prawo się obawiać o swoje być albo nie być w igrzyskach już w I rundzie, bowiem jego przeciwnikiem był Alejandro Falla. Kolumbijczyk zmierzył się z Federerem dwa lata temu na wimbledońskich kortach i był bardzo blisko zwycięstwa (serwował na mecz). Niestety, i tym razem się mu nie udało, ale ponownie potrafił nawiązać walkę z rywalem, który powinien go zjeść na śniadanie. Wynik: 6:3 5:7 6:3 – Roger Federer

W II rundzie jest też największy „fajter” w ATP i jeden z niewielu zawodników, co do którego zgadzam się z moją wspólniczką. Lleyton Hewitt, zwycięzca Wimbledonu sprzed 10 lat, pokonał w pierwszym meczu Ukraińca Sergieja Stachowskiego. W meczu były lider rankingu zanotował 6 asów oraz 23 winnery, do tego dostał w prezencie od przeciwnika aż 37 punktów. Mimo to, Stachowski zdołał urwać naszemu Lleytonikowi seta. W kolejnej rundzie Australijczyka czeka spotkanie z Marinem Cilicem. Liczę na zwycięstwo największego twardziela wśród tenisistów, jakiego znam. Lleytona póki co przestały trapić kontuzje, więc szanse ma spore. Wynik: 6:3 4:6 6:3 – Lleyton Hewitt
Seta stracił także niedawny lider rankingu (i człowiek, który na to pierwsze miejsce zasługuje dużo bardziej niż obecny lider – taka subiektywna uwaga), Novak Djokovic. Nole męczył się z jednym z największych chamów i buraków w męskim tenisie, Włochem Fabio Fogninim. Makaroniarz wygrał pierwszego seta po tie-breaku, jednak w kolejnych partiach Djoko nie dał szans ćwokowi i ostatecznie triumfował. Serb zanotował 11 asów, 33 winnery, wykorzystał 5 z 10 breakpointów. Statystyków rywala Novaka o prostackim charakterze nie podaje, bo po co? W kolejnym spotkaniu serbski tenisista zmierzy się z innym byłym liderem, Andy’m Roddickiem. Wynik: 6:7(7) 6:2 6:2 – Novak Djokovic

Królowa kobiecego tenisa i faworytka do olimpijskiego złota, Serena Williams (tak jak się spodziewałem zresztą) nie dała żadnych szans Jelenie Jankovic. Serbkę o cechach mongoloidalnych stać było na ugranie zaledwie czterech gemów. Cesarzowa zaserwowała aż 8 asów, jak na godzinny mecz, to bardzo dobry wynik. Oprócz tego, zanotowała 20 uderzeń bezpośrednio kończących wymianę. Oszczędzę wstydu Serbce, bowiem mój gniew ma być skierowany na kogoś innego i nie podam jej statystyk. Wynik: 6:3 6:1 – Serena Williams

Nadszedł ten czas. Koniec z sentymentami, czas na powagę. Nasza nadzieja na medal, chorąży Polski na ceremonii otwarcia igrzysk i druga rakieta świata przegrała! Można powiedzieć „zdarza się” i owszem, powiedziałbym tak, gdyby to była porażka po walce. Ale tak nie było! „Nadzieja polskiego tenisa” całkowicie oddała pole do popisu swojej rywalce. Radwa podeszła do tego meczu, jakby myślała „co nie zrobię, i tak wygram, a ona się przede mną zesika, bo jestem taka zajebista”. Tak się jednak nie stało. Julia Goerges jest dość chimeryczną zawodniczką, to prawda, ale w tym meczu grała równo i dobrze przez całe spotkanie. Poza tym, Radwańska to nie Serena Williams i rywalki respekt do niej mają, ale nie na tyle duży, żeby bać się z nią wygrać.
Podczas tego meczu, z każdą minutą moja ręka coraz szybciej zmierzała do czoła w geście <facepalm>. Agnieszka grała zbyt pasywnie, czekała, aż przeciwniczka się „wystrzela” i zacznie walić na aut, ale Niemka cały czas trafiała. Najgorsze jest to, że Radwa nie próbowała nic zmieniać w swojej taktyce. Tak nie powinna grać wiceliderka światowego rankingu! Dodam jeszcze, że Goerges zaserwowała 20 asów (przy 8 Polki), skończyła 56 piłek (przy 24 Agnieszki). Statystyki są miażdżące dla naszej reprezentantki, tak samo jak my! Radwo! Czujemy się zażenowani! Nie lubię Goerges, ale muszę przyznać, że żenadą by było, jakby starsza z sióstr Radwańskich awansowała po takiej grze. Ten mecz to zimny prysznic i ostrzeżenie dla polskiej tenisistki – nie można się tak obijać! Mecz się sam nie wygra! W II rundzie Niemkę czeka spotkanie z leworęczną Warwarą Lepczenko. Radwie natomiast został jeszcze mikst, w którym zagra z Marcinem Matkowskim. Miejmy nadzieję, że chociaż tam nas nie skompromituje. Na koniec jeszcze Was poinformuję, że to było trzecie spotkanie tych pań i dwa wcześniejsze wygrała Polka. Wtedy taktyka „poczekam, aż ona da mi wygrać” sprawdziła się. Wynik: 7:5 6:7(5) 6:4 – Julia Goerges
To tyle. Cieszę się, że mogłem „zadebiutować” przy opisywaniu męskich meczów. Mam nadzieję, że Was nie zawiodłem i wyszło, tak jak miało wyjść, czyli ostro. Byłbym zapomniał o największym skandalu na igrzyskach – Radwa wystąpiła BEZ ORZEŁKA!

Drabinka singlistek na IO w Londynie

W porównaniu do mojej wspólniczki nie jestem w tak korzystnej sytuacji. Nie wyleguję się w słońcu, nie piję drinków z palemką w towarzystwie seksownych kobiet w bikini. Do tego mam poważne problemy z blogiem, o których wspominałem zresztą na facebooku, ale wiecie, że bardzo Was uwielbiam i nie mógłbym Was zawieść, dlatego też po wielu godzin kombinowania, w końcu wymyśliłem jakiś sposób, żeby napisać posta. Jego tematem będą Igrzyska Olimpijskie, a konkretnie drabinka turnieju olimpijskiego pań. Zanim przejdę do tegorocznych rozgrywek, najpierw podam Wam trochę informacji o poprzednich tego typu zmaganiach. Ostatnio Igrzyska Olimpijskie odbyły się w Pekinie w 2008 roku.

Wszystkie medale zgarnęły Rosjanki:

Złoto – Jelena Dementiewa

Srebro – Dinara Safina

Brąz – Wiera Zwonariowa

Podobnie jak w przypadku panów tylko zdobywczyni brązowego medalu z Pekinu wystąpi teraz w Londynie. Złota medalistka, Jelena Dementiewa zakończyła karierę na koniec sezonu 2010, a siostra Marata Safina, która zdobyła srebrny medal, zmaga się z kontuzjami i są małe szanse na jej powrót. Teraz przechodzimy do drabinek:

Drabinki:

Fajna, co nie? Czas przyjrzeć się każdej ćwiartce:

Pierwsza ćwiartka:

Najwyżej rozstawione w tej części zawodniczki to WiktoRyja Azarenka i Angelique Kerber. To chyba powinno wystarczyć jako argument, dlaczego nie warto zwracać uwagi na tę ćwiartkę. Dlatego te panie zostaną przeze mnie ostentacyjnie pominięte, ups. Dwiema pozostałymi zawodniczkami tutaj, przy których nazwisku jest umieszczony numerek to Sara Errani i Nadia Pietrowa. Prawdę mówiąc, strasznie tu nudno. Jedyną wartą uwagi osobą jest Venus Williams, która powinna stworzyć ciekawe widowisko z przed chwilą wspominaną Włoszką.

Najciekawsze pojedynki – Sara Errani (9) – Venus Williams.

Druga ćwiartka:

Tu już jest znacznie ciekawej! Są ciekawe nazwiska i co ważniejsze – znajdują się tutaj lubiane przeze mnie twarze (z małymi wyjątkami). W ćwierćfinale może dojść do hitowego spotkania mojej kochanej Caro z cesarzową Sereną. One właśnie są najwyżej rozstawionymi paniami w tej części. Młodsza z sióstr Williams w pierwszej rundzie zmasakruje Jelenę Jankovic – na miejscu Serbki oddałbym mecz walkowerem. Wozniacki natomiast podejmie Anne Keothavong. „Keroline” jest może daleka od optymalnej formy, ale ciężko mi sobie wyobrazić jej porażkę z tą zawodniczką. Rozstawione w tej ćwiartce są jeszcze: Na Li i Wiera Zwonariowa, brązowa medalistka z Pekinu. No i najważniejsze dla nas, Polaków – tutaj jest Polka! Konkretniej – Ula Radwańska. Inne ciekawe nazwiska, która są tutaj umiejscowione to Daniela Hantuchova, Francesca Schiavone i Tamira Paszek. W tej ćwiartce ciekawe spotkania mamy zapewnione już od pierwszej rundy.

Najciekawsze pojedynki – Urszula Radwańska – Mona Barthel, Serena Williams (4) – Jelena Jankovic, Na Li (10) – Daniela Hantuchova

Trzecia ćwiartka:

Rozstawione zawodniczki tutaj to: Sam Stosur, Ana Ivanovic, Sabine Lisicki i Maria Sharapova. Wśród nierozstawionych warta uwagi jest oczywiście Kim Clijsters – w końcu to mistrzyni, jedna z najlepszych postaci kobiecego tenisa. Zwrócę jeszcze swoją uwagę na Jarkę Szwedową, która jest bardzo nieobliczalną zawodniczką, lubiącą sprawiać niespodzianki, żeby nie powiedzieć sensację oraz na Krysię McHale. Reszta to raczej mało ciekawe tenisistki, w tej ćwiartce przewiduję raczej pewne zwycięstwa faworytek (mam na myśli oczywiście pierwszą rundę).

Najciekawsze pojedynki – Kim Clijsters – Roberta Vinci, Ana Ivanovic (11) – Christina McHale

Czwarta ćwiartka:

Drabinkę, jak w każdym turnieju, zamyka zawodniczka rozstawiona z numerem 2 – w tym przypadku jest to nasza nadzieja, AgnieszkaRadwańska, chorąży naszej reprezentacji, która swój start na igrzyskach rozpocznie od meczu z Julią Goerges – i nie ukrywam, że bardzo liczę na jej zwycięstwo. Na górze tej ćwiartki i potencjalną rywalką Radwy w ćwierćfinale (ale dobra, nie wybiegajmy za bardzo w przyszłość) jest Petra Kvitova. Kvik pierwsze spotkanie zagra z Kateryną Bondarenko. Pozostałe rozstawione tenisistki w tej dolnej części, to Maria Kirilenko i Dominika Cibulkova. Moją nierozstawioną kandydatką do sprawienia sensacji jest Cwetana Pironkowa. Ona nie raz udowodniła, że na kortach Wimbledonu grać potrafi.

Najciekawsze pojedynki – Dominika Cibulkova (12) – Cwetana Pironkowa, Agnieszka Radwańska (2) – Julia Goerges, Flavia Pennetta – Sorana Cirstea

30 Days of Tennis Challenge by Armando cz. 2/2

Witam ponownie! Zaczynamy drugą część mojego tenisowego „czelendża”.
16. Most attractive men’s player
No, widzę, że początek będzie z grubej rury. xD Chyba nie wypada mi odpowiadać na to pytanie. Zostawię pole do popisu mojej wspólniczce, no i nie będę sobie robił konkurencji.
17. Favourite women’s tennis outfit

Mówiłem to setki razy, ale powtórzę to i tym razem – uwielbiam ludzi kontrowersyjnych (w końcu sami tacy jesteśmy), a Bethanie Mattek-Sands do nich należy. Uwielbiam jej styl, władze WTA niekoniecznie (na Us Open 2005 dostała karę grzywny za grę w kowbojskim kapeluszu), ale Beth ma gdzieś reguły i bardzo dobrze. Lubię oglądać jej spotkania, zwłaszcza deblowe i mikstowe, w których radzi sobie znakomicie (szkoda, że w singlu jest nieco gorzej), a na korcie zawsze się wyróżnia, np. zakładając getry.
18. Favourite men’s tennis outfit
Nikt. Faceci są nudni jak flaki z olejem, ubierają się na korcie zwyczajne i żadnego styl mi się nie podoba. Wśród mężczyzn nie ma takich osobowości jak Bethanie, a szkoda, bo byłoby ciekawie.
19. Which men’s and women’s player was world no. 1 on the day you were born

Haha, co za zbieg okoliczności, w dniu moich urodzin liderem męskiego rankingu był Andre Agassi, a kobiecego Sztefka Graf. A jak wszyscy zapewne wiedzą – Ci państwo są teraz małżeństwem.
20. Favourite men’s slam champion

Z wielką chęcią opisałbym tutaj Andy’ego Murraya, ale niestety, nie mogę tego jeszcze zrobić (ale na pewno kiedyś będę mógł!). Ale za to inny mój ulubieniec (którego nie darzę aż taką miłością jak Andrew, ale zawsze coś) wygrał aż 5 turniejów wielkoszlemowych. Oto Novak Djokovic, zwany po prostu „Nole”. Urodził się 22 maja 1987r. w Belgradzie. Treningi tenisowe rozpoczął w wieku czterech lat. Tak jak wspominałem, wygrywał pięciokrotnie w turnieju Wielkego Szlema – trzykrotnie w Australian Open (2008, 2011-2012), wygrał jeszcze w 2011 roku Wimbledon i Us Open. Był jeszcze w finale turnieju im. Rolanda Garrosa w tym roku, ale przed zdobyciem karierowego szlema powstrzymał go Rafael Nadal. Nole obecnie mieszka w Monte Carlo, gdzie jego sąsiadką jest min. Caro. :3
21. Favourite women’s slam champion

Kim Clijsters urodziła się 8 czerwca 1983r. W przeciągu swojej kariery 4 razy triumfowała w turnieju wielkoszlemowym. Zanim jednak to się stało, Kim przez długi czas nie mogła wygrać zawodów tej rangi (pierwsze cztery finały przegrane – Andy Murray niedawno przegrał swój czwarty finał wielkoszlemowy – oby kolejne wygrał, jak Kim). Belgijka została liderką rankingu WTA jeszcze przed zwycięstwem w Wielkim Szlemie (tak jak Caro – kolejny zbieg okoliczności). Ostatecznie jednak udało jej się zwyciężyć w Us Open 2005, pokonując w finale Mary Pierce. W 2007 roku Clijsters była zmuszona przerwać swoją karierę z powodu ciąży (i tu się pojawia następny zbieg okoliczności – ostatni występ zaliczyła w turnieju na kortach Warszawianki), jednak powróciła w 2009r. i w swoim trzecim turnieju po powrocie, wygrała. Był to Us Open 2009. Tym samym, Kim zaliczyła największy comeback w historii nie tylko tenisa, ale całego sportu. Rok później obroniła tytuł z Nowego Jorku, a na początku roku 2011 wygrała w Australian Open. Niestety, potem pojawiły się kontuzje i belgijska tenisistka nie mogła pokazywać swojego potencjału. Odpowiedź na te pytanie zakończę smutną informacją – Kim Clijsters skończy w tym sezonie karierę. Jej ostatnim turniejem będzie Us Open, czyli te zmagania, które dały jej najwięcej sukcesów. Tenisowa Nerwica o Tobie nie zapomni, Kim!
22. Favourite umpire
LOL, żaden. A na pewno nie duet Kader Nouni & Eva Asderaki. Oni szczególnie zasługują na to, żeby „wepchnąć im te piłkę o gardła”.
23. Favourite mixed doubles team

Przed chwilą wspominana Kim Clijsters oraz Lleyton Hewitt. Ich największym sukcesem mikstowym jest finał Wimbledonu 2000. Łączyła ich nie tylko wspólna gra – byli również parą w życiu prywatnym. I tu się nasuwa pytanie: DLACZEGO ONI SIĘ ROZSTALI?! Byli piękną parą. <chlip> Na koniec do tego pytania powiem o moim mikście marzeń (na dobra, po prostu chce mieć pretekst, żeby wrzucić wspólną fotkę moich faworytów xD).

24. Favourite tennis couple
Wspominałem o niej już w poprzednim pytaniu, więc pomijam.
25. Favourite tennis wag

Brooklyn Decker, żona Andy’ego Roddicka. Chyba nic więcej nie muszę mówić.
26. A match that makes you happy
Mecz Caroline Wozniacki z Sereną Williams w ćwierćfinale turnieju w Miami w tym roku. Abstrahując od samego spotkania, które było świetne, bardziej interesuje mnie tu wynik. Otóż Caro zwycięstwem nad młodszą z sióstr Williams udowodniła, że potrafi wygrywać z najlepszymi, przedtem, kiedy przewodniczyła w rankingu mówiono, że nie zasługuje na pierwsze miejsce, bo ani razu nie pokonała Venus ani Sereny. <facepalm> Wraz ze zwycięstwem w ćwierćfinale w Miami (wynik: 6:4 6:4), ten mit mógł zniknąć. :3
27. A match that makes you sad

Finał Wimbledonu 2012 między Andy’m Murrayem a Rogerem Federerem. To spotkanie pokazało, jaką niesprawiedliwą dyscypliną sportową jest tenis. Niestety, w tym meczu nie zwyciężył lepszy. Zamiast talentu wygrał zwykły wyrobnik, który przez cały turniej męczył się z dużo słabszymi od siebie zawodnikami. Oczywiście najbardziej pokrzywdzony jest Andrew – szkoda mi chłopa, jest cholernie zdolny i utalentowany, a mimo to, ciągle nie może zdobyć tego upragnionego wielkoszlemowego triumfu. Jak wyglądał ten mecz? W największym skrócie – Andy grał super, kreował grę, za to Roger robił za statystę. Teraz się pewnie nasuwa Wam pytanie: to jakim cudem wygrał? Dobre pytanie. Sam nie wiem. Szkot grał lepiej, dużo lepiej. Statystyki tylko potwierdzają moje słowa (wiem, że nie należy się kierować statystykami, ale tym razem tak robię, bo one odzwierciedlają moje słowa). Był to pierwszy mecz, po którym się po prostu popłakałem. Nie wytrzymałem ciśnienia, tak jak Andy, który też uronił łzy (tak jak jego mama i dziewczyna). Był to strasznie rozczulający widok, żal było patrzeć, można było tylko współczuć Murrayowi. Wkurzyło mnie za to zachowanie Federera, nie mogłem patrzeć na jego bezczelny uśmieszek. Wyglądało to tak, jakby nie uszanował swojego przeciwnika i nie ukrywam, że straciłem do niego szacunek po tym finale. A za Andy’ego trzymam kciuki, żeby wygrał szlema – po prostu mu się to należy.
28. The Grand Slam you would most like to go to
Na wszystkie! Wszędzie warto się polansować! xD A tak trochę bardziej na poważnie – na Australian Open. Z powodu atmosfery, jaka tam jest, o której wspominałem w części pierwszej.
29. What’s your favourite tennis surface
Bardzo lubię mecze na trawie, pomimo że nie znoszę Wimbledonu i oficjalnie go hejtuję. Tam są bardzo ciekawe mecze, gdzie zawodnicy często grają przy siatce, a ja lubię oglądać grę na małe pola. Lubię też korty twarde, moi ulubieńcy osiągają na nich najlepsze wyniki.
30. Post your fave tennis related gif or picture
Dam nawet dwa:


No i to tyle. Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca. Jeśli tak – jestem z Was dumny! Ciao!

30 Days of Tennis Challenge by Armando cz. 1/2

Witam! (hmm, zaczynam trochę w stylu Niekrytego Krytyka, ale trudno) Dzisiaj odpowiem na 30 tenisowych pytań. Chcę, za pomocą tego posta zobrazować Wam moje tenisowe upodobania, kogo lubię z tego światka, kogo nie. Oczywiście nie będę się opier… lenił przez 30 dni i odpowiem na wszystkie pytania naraz. Bez zbędnego gadania, zaczynamy!
1. Favourite men’s player

Jest nim ten pan na zdjęciu. Andy Murray urodził się 15 maja 1987r. w Dunblane. Andrew jest synem trenerki tenisowej, w wieku 3 lat rozpoczął treningi i już w okresie juniorskim wyróżniał się tym, czego brakuje nawet wielkim mistrzom - czystym talentem do tenisa (po prostu nie jest wyrobnikiem, jak to niektórych określa moja wspólniczka). W końcu nie bez powodu jest nazywany „nadzieją brytyjskiego tenisa”. Jednak Andy’emu brakuje jednego – wielkoszlemowego triumfu. Czterokrotnie występował w finale takiej imprezy (Us Open 2008, Australian Open 2010 i 2011 oraz Wimbledon 2012 – po tej porażce płakałem razem z nim), ale niestety nie udało mu się jeszcze zwyciężyć. Tym samym, wielu komentatorów, „ekspertów” i dziennikarzy go lekceważy, jeden nawet ośmielił się nazwać Murraya „chamem” i „maminsynkiem”. Ja jednak darzę Andy’ego wielką sympatią, sentymentem (był pierwszym tenisistą, którego polubiłem), żeby nie powiedzieć miłością i wierzę, że wygra wszystko, co tylko można wygrać. Go Andy!
2. Favourite women’s player

Oto Caro! Caroline Wozniacki urodziła się 11 lipca 1990r. w Odense. Reprezentuje Danię, ale jej rodzice są Polakami, sama Caro świetnie mówi po Polsku (dowodem na to jest video z ceremonii po finale Us Open 2009). Pochodzi ze sportowej rodziny – mama była siatkarką, a ojciec (tak jak teraz jej brat) piłkarzem. Największym sukcesem w karierze Dunki jest wspomniany przed chwilą finał amerykańskiego wielkiego szlema. Podobnie jak Andy, nie jest ulubienicą mediów, gdyż nie wygrała turnieju wielkoszlemowego, a pomimo to została liderką światowego rankingu. Do tego zarzuca jej się, że jest „ciułaczką” (czyt. zdobywa punkty do rankingu, wygrywając małe turnieje). Ale ja i tak ją kocham, jestem jej największym fanem i mam nadzieję, że rzuci sroriego (ofc: Rory McIllroy, jakiś golfista, niewarty uwagi typ). No i nie muszę pisać/mówić, że te oskarżenia są bzdurne.

3. Favourite doubles team


Martina Hingis i Anna Kournikova razem, według mnie, stworzyły najlepszy debel w historii. Zawodniczki rozpoczęły ze sobą współpracę w roku 1999. Szwajcarka już wtedy była niezwykle utytułowaną deblistką, rok wcześniej zdobyła klasycznego szlema w grze podwójnej (czyli wygrała cztery turnieje wielkoszlemowe w jednym roku), natomiast Rosjanka miała na koncie zaledwie jeden triumf (zdobyła go w nierozgrywanych już zawodach w Tokio, partnerując Monice Seles). Razem wygrały 11 turniejów, w tym dwa wielkoszlemowe (Australian Open 1999 i 2002) oraz dwukrotnie triumfowały w turnieju mistrzyń (lata 1999-2000). Oprócz tych zwycięstw, łączy je jeszcze jedno – kontrowersyjność. Martina niejednokrotnie wywoływała sensacje swoimi wypowiedziami (Amelie Mauresmo nazwała „półfacetem”, o Janie Novotnej stwierdziła, że jest „stara i powolna”), a Kuornikova wolała lansować się u boku „boskiego” Enrique Iglesiasa niż skupiać się na tenisie. Uważam, że panie były najciekawszą parą deblową w historii, do tego jestem fanem stylu gry Hingis.
4. Least favourite men’s player
Wreszcie pytanie, w którym nie będę musiał być miły i będę mógł dać upust swojej nienawiści. Pierwszym znienawidzonym przeze mnie tenisistą został Andy Roddick. Irytował mnie swoim zachowaniem, chamstwem, jednak z czasem zacząłem go tolerować i mu odpuściłem. Aktualnie moim numerem 1 na czarnej liście jest David Nalbandian. Chyba nie muszę wyjaśniać dlaczego – incydent z Queen’s Clubu pamięta chyba każdy, do tego jeszcze jego zachowanie podczas Australian Open zasługuje tylko na jeden gest – <facepalm>. Nie przepadam też za dwoma kolegami Rafaela Nadala z reprezentacji – Davidem Ferrerem (który jest wręcz gloryfikowany przez Tenisową Nerwicę – w każdym poście moja wspólniczka o nim wspomina) i Nicolasem Almagro. Powód jest prosty, nie lubię tenisistów, którzy ciułają punkty w małych turniejach. Znalazłoby się jeszcze kilka nazwisk, które powinny się tu znaleźć, ale z dobroci serca odpuszczam.
5. Least favourite women’s player
And the winner is… WIKTORIA AZARENKA! Zwana pieszczotliwie Azarem. Na początku nic nie miałem do Białorusinki, wydawała się być w porządku, ale liderowanie zdecydowanie za bardzo przewróciło jej we łbie. Zaczęła oszukiwać, symulować (pamiętny mecz z Agnieszką Radwańską w Doha w tym roku) i uważać się za wielką gwiazdę – tym samym trafiła na moją zaszczytną listę ludzi, którymi gardzę. Kolejną osobą, za którą nie przepadam (choć nie tak mocno jak za tą przed chwilą wspomnianą panią) jest Marion Bartoli. Francuzka mnie irytuje swoim stylem gry, zachowaniem na korcie, poza tym doskonale pamiętam jej zachowanie z 2009 roku (po poddaniu spotkania nie chciała podać ręki swojej przeciwniczce – dodam jeszcze, że była to jej rodaczka, Virginie Razzano). Ostatnią tenisistką, o której tutaj wspomnę jest Maria Sharapova. Nie przepadam za Marysią z dość prostego powodu – drze mordę. Jej styl gry również mnie nie porywa (takie „łubu-dubu” – to nie dla mnie).
6. Your most memorable match
Ciężko jest wybrać jeden mecz, który szczególnie zapadł mi w pamięci, ale do dziś mam w głowie mecz II rundy Wimbledonu 2011 między Venus Williams a Kimiko Date Krumm. Mecz dwóch „babć” (Amerykanka ma ponad 30 lat, Japonka jest po czterdziestce), które stworzyły świetne widowisko w starym, dobrym stylu, z dużą ilością akcji przy siatce. Do tego obie popełniały niewiele niewymuszonych błędów, a spotkanie było bardzo zacięte. Ostatecznie zwyciężyła starsza z sióstr Williams 6:7(8) 6:3 8:6. Natomiast w tym sezonie meczem, o którym warto tu wspomnieć jest niesamowita, tegoroczna, sześciogodzinna batalia dwóch mistrzów – Novaka i Rafy w finale Australian Open.
7. First player you became a fan of
To pytanie w sumie mogę ominąć, bo już wcześniej wspomniałem, że pierwszym tenisistą, którego polubiłem, jest Andy Murray, a że nie lubię się powtarzać, to po prostu dam Wam jego zdjęcie.

8. Earliest tennis memory
Pamiętam, jak na początku mojej tenisowej pasji załamałem się, bo myślałem, że Caro odpadła z jakiegoś tam turnieju, a to się okazało, że to odpadła Wozniak, a nie Wozniacki. xD
9. Favourite retired men’s player

Kolejny bardzo utalentowany tenisista, którego zatrzymały kontuzje. Marat Safin to rosyjski tenisista, były lider rankingu ATP oraz dwukrotny triumfator wielkoszlemowy (wygrał Us Open 2000 i Australian Open 2005). Na korcie Marat słynął z tego, że rozwalał rakiety (naliczono, że w ciągu całej kariery połamał ponad 700 rakiet). Jego siostrą jest Dinara Safina, była liderka kobiecego rankingu, którą również zniszczyły kontuzje. Safin swoją karierę zakończył 11 listopada 2009 po porażce w II rundzie w turnieju ATP World Masters 1000 z Juanem Martinem Del Potro.
10. Favourite retired women’s player

O niej też już wspominałem. Moją ulubienicą, która niestety już nie gra, jest Martina Hingis, pięciokrotna zwyciężczyni turniejów wielkoszlemowych (o sukcesach deblowych mówiłem wcześniej). Wspominałem o jej kontrowersyjności (oczywiście my jesteśmy bardziej kontrowersyjni, ale doceniamy takich ludzi), dopowiem jeszcze słówko o stylu gry, który mówiąc wprost – był cudowny. Hingis grała piękny, techniczny tenis, dobrze czuła się przy siatce, a jej charakterystycznym był dropshot, którym skracała długie wymiany. Szwajcarka przeszła do historii tenisa w wieku niespełna 17. lat, kiedy wygrała 3 turnieje wielkoszlemowe w jednym sezonie (w Paryżu na turnieje Rolanda Garrosa przegrała w finale). W kolejnych latach udało jej się dwukrotnie obronić tytuł w Melbourne. Hingis karierę zakończyła w 2007r, kiedy wykryto w jej organizmie kokainę.
11. A player that no one would expect you to love

Cesarzowa Serena nie należy do najbardziej lubianych tenisistek w tourze, stąd ludzie mogą być zaskoczeni, że ją uwielbiam. Ale co ja na to poradzę, że Serenka jest super? Można jej nie lubić, ale trzeba przyznać – jest wielką tenisistką, wbrew pozorom jest też bardzo sympatyczna (każdy, kto oglądał finał Wimbledonu widział, z jakim respektem wypowiadała się o Agnieszce Radwańskiej). Podoba mi się w niej też to, że ma szacunek do przeciwnika (po dyskwalifikacji na Us Open 2009, podeszła do swojej przeciwniczki, Kim Clijsters i pogratulowała jej zwycięstwa). Czy to się komuś podoba czy nie – Serena Williams jest najlepszą tenisistką na świecie.
12. A player that you aren’t a fan of but you respect

Przyznam się, że kiedyś nie przepadałem za Nadalem. Jego zachowanie na korcie mnie trochę… przerażało. Do tego nabijałem się z jego wyglądu, czego wstydzę się do dziś. Na szczęście zmądrzałem, przestałem patrzeć na tenisa pod względem estetycznym, a zacząłem oceniać grę, a tenis Nadala jest niesamowity. Mam do niego wielki szacunek, udowodnił, że jest ekspertem nie tylko na nawierzchni ziemnej, zdobył złotego szlema. Szkoda, że nie wystąpi na igrzyskach (miał bronić tytułu) z powodu kontuzji kolana. Zdrowiej, Rafo! Tenisowa Nerwica (zwłaszcza moja wspólniczka) trzyma za Ciebie kciuki!
13. Favourite Grand Slam tournament

Moim ulubionym turniejem wielkoszlemowym jest Australian Open, rozgrywany w styczniu. Uwielbiam klimat australijskich zawodów, australijska publiczność jest świetna (na meczach Polaków często pojawiają się emigranci z Polski), po prostu czuję sympatyczną atmosferę tego turnieju. Nie przeszkadza mi nawet strefa czasowa – z chęcią siedzę po nocy i oglądam mecze.
14. Favourite Non Grand Slam tournament
Ciężko wybrać jeden, bo ich jest mnóstwo, ale spróbuję. Bardzo lubię turnieje na twardej nawierzchni, szczególnie te w Ameryce Północnej. Moim ulubionym jest Rogers Cup (rozgrywany na zmianę w Toronto i Montrealu – panie i panowie co roku „zamieniają się” miejscami). Może to zabrzmi infantylnie, ale lubię te zawody bo moi ulubieńcy osiągają tu dobre rezultaty. xD (Andy, Novak i Caro tu wygrywali, w zeszłym roku Radwa była w półfinale)
15. Most attractive women’s player

Zdecydowanie najfajniejsze pytanie! Oczywiście ciężko jest mi wybrać tylko jedną tenisistkę, jednak to zrobię (mam zamiar w niedługim czasie napisać post, w którym wyróżnię najładniejsze zawodniczki). Jest nią Ana Ivanovic. Serbka nie tylko świetnie gra w tenisa, jest też niezwykle piękna i należy do ulubionych zawodniczek męskiej publiczności. Ja wyjątkiem nie jestem i mi także Ana się bardzo podoba, ale nie jest jedyną ślicznością z kortów.

To tyle! Obiecuję, że następną część postaram się napisać jak najszybciej. Do napisania!

facepalm

Finał panów – Wimbledon 2012.

To nie miało tak być! Pragnęliśmy z całego serca zupełnie innego rozstrzygnięcia, a nawet innego przeciwnika dla Andy’ego Murraya. Niestety, przez nasze kontrowersje, arogancję i obrażanie Davida Ferrera opatrzność boża nas opuściła! Bóg nas całkowicie pozostawił na pastwę losu i nie wysłuchał naszych próśb o pierwszy tytuł wielkoszlemowy dla szkockiego tenisisty. Ten finał dla mnie jest jednym z tych wydarzeń, które mam ochotę wymazać ze swoich wspomnień. Do teraz nie mogę zapomnieć zapłakanych twarzy Judy Murray i Kim Sears oraz smętnego oblicza Wielkiego Ivana Lendla, z którymi kontrastował bezczelny, durny uśmieszek największego fuksiarza tego turnieju – Rogera Federera. Na koniec tego wstępu powiem – ciekawe czy gdyby Rafa był na miejscu Andy’ego, Szwajcar też by się tak uśmiechał?

Na początek tradycyjnie podam korzyści jakie mieli wynieść z ewentualnego triumfu obaj tenisiści:

Andy Murray doszedł do swojego czwartego finału Wielkiego Szlema (wcześniej grał w finałach Australian Open 2010 i 2011 oraz US Open 2008). Trzeci przeciwko Federerowi (poprzednie to Australian Open 2010 i US Open 2008), pierwszy na ojczystym Wimbledonie. Jest pierwszym Brytyjczykiem od 74 lat, który awansował do finału Wimbla. Szkot nigdy w życiu nie wygrał turnieju WS, przez co wielu, uważa że nie dorównuje on tzw. „wielkiej trójce” rankingu ATP (tj. Nadalowi, Djokovicowi i Federerowi). Na szczęście Andy ma takich kibiców jak ja, Armando i moja mama, która nazywa się „Matką chrzestną Murraya” (ze względu na to, że dawno temu upatrzyła go sobie jako przyszłego świetnego tenisistę). My zawsze wierzymy w Andrew i zawsze będziemy. Odkąd w rolę trenera wcielił się Ivan Lendl pojawiają się różne głosy, z jednej strony mówi się, że Lendl Andy’emu wiele nie pomoże, bo nigdy wcześniej trenerem nie był, z drugiej pieje się z zachwytu nad dawnym mistrzem i upatruje się wielkich sukcesów dla szkockiego zawodnika. Jedno wiemy na pewno, ostatnie miesiące nie były dla Murraya udane. Wielokrotnie odpadał we wczesnych fazach ważnych turniejów (Indian Wells, Rzym i Queen’s). Szkot jakiś czas temu skarżył się na bóle grzbietu, co doskonale było widać na Roland Garros, gdzie przegrał w ćwierćfinale z Davidem Ferrerem (BOŻE!). Jednak tutaj, w Londynie, sprawował się wyśmienicie i rozwiał wszelkie wątpliwości, które pojawiły się po słabym występie w Paryżu.

Roger Federer awansując do 24 finału wielkoszlemowego miał szansę wygrać swój 17 turniej Wielkiego Szlema, a co za tym idzie 7 Wimbledonu (gdzie dogoniłby rekord Pete’a Samprasa w największej ilości wygranych turniejów na londyńskich trawnikach). Dodatkowo dzięki wyeliminowaniu w półfinale Novaka Djokovica, Federer stanął przed szansą awansowania na 1 miejsce w rankingu ATP w przypadku zwycięstwa w turnieju. Będąc liderem Szwajcar miałby wreszcie pobić rekord Samprasa (którego nienawidzę) w największej ilości tygodni. Z drugiej strony Fed mógł odpuścić, bo jest stary, osiągnął co mógł, a Murrayowi się coś należy. A tak w ogóle Federer niech spada!

Jak wyglądały poprzednie mecze obu zawodników?

Roger Federer stracił 4 sety i 73 gemy, przełamany został 7 razy (przełamywali go Ramos, Benneteau, Malisse i Djokovic). Rozstawieni zawodnicy, których ograł – 29, 26 i 1.

Andy Murray stracił 4 sety i 94 gemy, przełamany został 9 razy (przełamywali go Karlovic, Baghdatis, Cilic, Ferrer i Tsonga, poza pierwszą rundą – wszyscy). Rozstawieni zawodnicy, których ograł – 16, 7 i 5.

Teraz mogę spokojnie przejść do relacji z tego „widowiska”. Najpierw zadam pytanie – czy był to mecz warty uwiecznienia w pamięci? Chyba tylko dla tych ortodoxów zapatrzonych w Federera, bo zwykli ludzie, no cóż, wiele nie otrzymali. Jedyne co mnie zaciekawiło w tym spotkaniu, to pierwszy set. Na sam początek meczu Andy przełamał rodaka Martiny Hingis. Oczywiście Roger Federer walczył o każdy kolejny punkt, czego konsekwencją było odrobienie strat w czwartym gemie, mimo tego, że Murray miał aż 3 szanse na podwyższenie wyniku na 3:1. Ale to nie zdołowało Szkota, który atakował starego przy każdej możliwej okazji. Jeden gem był krytyczny dla Andy’ego, ten na 4:4, kiedy Federer miał dwie szanse na przełamanie, ale nie wyszło, bowiem Murray grał jak natchniony, wiedział w jaki sposób ganiać po korcie Federera, miał po prostu pomysł na grę z tym zawodnikiem, co było zupełną odskocznią od ich poprzednich wielkoszlemowych pojedynków (Andy chyba brał jakieś wskazówki od Rafy, bo momentami miał podobną receptę na karcenie „Pana Doskonałości”). Ten gem najwyraźniej zmęczył spróchniałe kości Szwajcara, a dodał pewności Brytyjczykowi, bo nasz faworyt bardzo łatwo zdobył breaka, a następnie zaserwował na set. Można powiedzieć, że w pierwszym secie Andy miał Federera klęczącego na kolanach.

Drugi set był dziwny. Dziwny, bo z jednej strony Murray jeszcze miał w sobie życie, z drugiej Roger Federer jakby się obudził. Pierwszy serwował Szwajcar, który bez straty punktu wygrał swojego gema. Gorzej poszło Andy’emu, który musiał bronić break pointa, a potem wykorzystał dopiero trzecią szansę na wyrównanie wyniku. Kolejne dwa gemy łatwo poszły serwującym, ale już przy kolejnym serwisie Federera na 3:2 pojawiły się dwa break pointy dla Szkota, który niestety nic z tego nie ugrał. Później Murray jakby na nowo odżył i znowu miażdżył, nie na tyle by przełamać, ale i tak lepiej grał od „wielkiego mistrza” Rogera. I tak przy serwisie Szwajcara Andy miał (łącznie) dwie szanse na breaka, znowu nie wyszło. Szkot nie dał szans na przełamanie swojego serwisu i bardzo ładnie, bo do zera, wygrał swój gem na 5:5. Następnie znowu postanowił zawalczyć przy podaniu rywala, ale jego przeciwnik miał więcej szczęścia, niż rozumu. Więcej szczęścia, niż rozumu? Właśnie, jakaś czarna opatrzność nagle powróciła do Rogera Federera, bo ten ni z gruszki, ni z pietruszki przełamał Andy’ego Murraya na 7:5, tym samym wygrywając drugiego seta.

W tym właśnie momencie możemy upatrywać początek końca wyśmienitej gry Andy’ego Murraya, który jakby stracił wiarę w swoje umiejętności, swój talent, w to, że może wreszcie ograć emeryta! Niestety, stało się, Murray nam wymiękł, a to za sprawą fuksa Federera, który nagle z dupy zaczął i dobrze serwować, i już nie spuszczał głowy jak „zbity pies”. Trzeci set rozpoczął się od łatwiutkiej wygranej „starucha” przy swoim serwisie. Później Andy, też bez żadnych ekstremalnych sytuacji, wyrównał na 1:1. Następnie Federer łatwo zaserwował 40:0, po czym przerwano mecz z powodu opadów deszczu (ach ten Wimbledon!). Zamknięto dach i przed 18:00 wznowiono spotkanie. 2:1 dla Szwajcara. Wydawać się mogło, że ta przerwa dobrze wpłynęła na naszego szkockiego faworyta, który bez problemów wyrównał na 2:2, ale co z tego skoro „wielki mistrz” nie dawał dojść do głosu przy swoich gemach serwisowych, które wygrywał bez straty punktu. I niestety, w Murrayu coś pękło, w 6 gemie nagle przysnął, a „dziad” odżył całkowicie. Z początku Andy miał 40:0, jednak zawzięte próchno wyrównało. Później była wojna na przewagi i równowagi, gdzie Federer otrzymał pięć szans na przełamanie, szóstą wykorzystał. A teraz proszę mi powiedzieć, czy takie coś by was nie załamało? Mnie osobiście jako widza załamało, a co ma powiedzieć taki zawodnik?! I nie chcę słyszeć gadki-szmatki – „Roger to mistrz, wygrał tego przegranego gema po mistrzowsku!”, bo są w sporcie takie momenty, gdzie po prostu „nie wypada”, zwłaszcza kiedy było 40:0 dla serwującego. Dalej to Murray nie miał szans na „odłamanie” i kolejny set poszedł na konto „zawziętego próchna”.

Czwarta partia… Nie wiem, czy mam ochotę dalej to opisywać, ale dobrze. Czwarta partia to już była gra jednego aktora. Oczywiście nic Andy’emu nie odbierajmy, ładnie wygrywał swoje podania, zdobywał punkty, ale mimo wszystko, to nie było to samo co w pierwszym i na początku drugiego seta. Widać było po Szkocie, że jest podłamany i stracił pewność siebie. W czwartym secie nasz faworyt miał tylko jednego break pointa i to jeszcze zanim dał się przełamać. Później Federer pilnował swoich serwisów, nie dając w ogóle szans na cokolwiek swojemu rywalowi, a wręcz nawet chciał wygrać seta więcej niż jednym breakiem. Na szczęście Murray nie dał się tak łatwo pokonać, co „zaowocowało” przegraną „tylko” jednym breakiem. To wszystko. Więcej nic nie potrzeba dodawać.

Federer wygrywając swój 7 Wimbledon i 17 turniej wielkoszlemowy, znowu rzucił karmę dla swoich ortodoksyjnych psychofanów, którzy tenis traktują jako ROGER FEDERER, i którzy znowu obudzili się na wszelakich forach, gdzie z uporem maniaka wypisują, jaki to ich idol jest wspaniały! Dodatkowo Szwajcar kosztem Novaka Djokovica wrócił na pierwsze miejsce w rankingu ATP. I niech się tym wypcha. Andre Agassi w swojej autobiografii „Open” napisał min., że „tatusiowie nie wygrywają Wielkich Szlemów”, mój wielki mistrz i idol się nieco pomylił, ale z drugiej strony ten cytat daje nadzieję, iż Roger Federer nie będzie już taki hop-siup na następnych turniejach. Gdyby w finale grał choćby i z Rafaelem Nadalem, który od lat znany jest ze swojego sławetnego „sposobu na Federera”… nie byłoby wygranego 244 meczu w Wielkim Szlemie, co stawia Szwajcara na pierwszym miejscu w tej kategorii. Na Wimbledonie miał szczęście wygrać swój 66 pojedynek, z czego 7 przegrał, to daje mu drugie miejsce w statystyce i 90.41% skuteczności na tymże szlemie. Wygrał swój 79 turniej (15 miejsce w tabeli) i niech tak pozostanie.

Na koniec, żeby pocieszyć siebie i innych sympatyków Andy’ego Murraya, zapodam kilka statystyk z tegorocznego finału. Niech wszyscy zobaczą jakim fuksem jest Roger Federer i wcale nie zasłużył na to zwycięstwo! Wiem, że zwykle staram się być obiektywna, ale tym razem nie będę. Nie toleruję partactwa i półproduktów, a taka jest od kilku miesięcy forma Szwajcara, który mnie osobiście przestał zachwycać.

Na pierwszy ogień serwis – 12 asów i 3 podwójne błędy serwisowe zwycięzcy tegorocznego Wimbledonu. Finalista zaserwował 16 asów, przy tylko jednym podwójnym błędzie! Brak słów. Bilans kończących i niewymuszonych Federera to 24 (zwróćmy jednak uwagę na 38 niewymuszonych błędów!), Murray ma co prawda 21, ale nie popełnił tyle baboli co Szwajcar!

To wszystko. Na zakończenie powiem, że Wimbledon nigdy nie był moim ulubionym turniejem, mam tak od dziecka. Po tegorocznej edycji londyński szlem chyba nigdy nie zdobędzie mojego serca. Ciężko mi to przyznać, ale kobiece mecze mnie bardziej zachwyciły od męskich. Z panów jedynie Andy Murray trzymał jakiś-tam poziom polotu w swoich pojedynkach. Przynajmniej mi się one podobały bardziej od innych.

Wynik finału: 4:6, 7:5, 6:3, 6:4 dla Federera.

Bitwa sióstr

Dobry wieczór! Skończył się Wimbledon (na szczęście), ale pomysły na nowe posty nigdy się nie skończą. Dzisiaj zajmę się porównaniem dwóch uroczych tenisistek z naszego zad… kraju. To będzie siostrzana walka! Zmierzą się w niej panny Radwańskie: Agnieszka i Urszula. Zrobię to, pomimo że jestem w żałobie po całkowicie niezasłużonej porażce mojego najukochańszego, najbardziej ulubionego i zawsze najlepszego tenisisty – Andy’ego Murraya. :(
Na początek może obejrzyjmy sobie zdjęcia obu zawodniczek. Najpierw opublikuję zdjęcie Isi, która według mnie, delikatnie mówiąc, nie powala na kolana swoim wyglądem. Jednak postarałem się znaleźć w miarę ładne zdjęcie i oto, co znalazłem:

Dla porównania – siostra Agnieszki, Ula. Urszula zdecydowanie różni się od Aggie – ma blond włosy i myślę, że prezentuje się lepiej od sisterki. Nie jest co prawda 2. rakietą świata, jak ta pani wyżej, ale LOL, jestem facetem i wolę Ulę, bo jest ładniejsza. xD

A Wam która się bardziej podoba? Piszcie w komentarzach! Żeby Wam ułatwić wybór, dam jeszcze focie, na którym siostrzyczki są razem – tak dla porównania.

Na koniec Armandowy H2H:
Wiek23 – Aga 21 (jeszcze) – Ula. Zwyciężczyni - wolę młodsze dziunie, więc Ula. :3
Miejsce zamieszkaniaObie mieszkają w Krakowie, w jednym domu. ZwyciężczyniUlka ma pewnie fajniejszy pokój.
Wzrost172 – Aga 177 – Urszula. Zwyciężczyniwyższa wygrywa, czyli młodsza prowadzi już 3:0.
Waga56 – Aga 55 – Ula. ZwyciężczyniWolę szczuplejsze – Ula. Chociaż różnica jest niewielka, ale niestety. Radwo, weź się do roboty, bo przegrasz z siostrą!
Bilans spotkań między sobąRadwy spotkały się ze sobą czterokrotnie i w meczach jest wynik 3:1 dla starszej siostry ZwyciężczyniTa, która więcej wygrała, czyli Agnieszka. Brawo, jest pierwszy punkt!
Wygrane turnieje10 – Aga 0 – Ula. Zwyciężczyni – Hmmm, ciężki wybór. Wygrywa starsza Radwa, ale minimalnie.
Hajs9,939,376$ – Aga 852,652$ – Ula. Zwyciężczyni - Nie potrafię ukryć swojej zachłanności i parcia na kasę (na szkło też!). Aga.
Podsumowanie4:3 dla Urszuli Radwańskiej!
Czyli zwycięża ta młodsza i mniej utytułowana z sióstr. Gratulacje Ulo! W nagrodę dostaniecie jeszcze jedno zdjęcie naszej triumfatorki, a Ula otrzymuję od Tenisowej Nerwicy wieczne uwielbienie! VAMOS ULA!

Finał Wimbledonu 2012 – kobiety

Finał 126. edycji rozgrywek na kortach w Londynie zapowiadał się niezwykle ciekawie, szczególnie z naszego, polskiego punktu widzenia. Bowiem w tym ostatecznym starciu, po raz pierwszy od 75 lat wystąpiła polska tenisistka. Zanim przejdę do samego spotkania, opiszę Wam drogę, jaką przebyły obie zawodniczki do finału i przytoczę to, co mogły zyskać po wygranej.
Agnieszka Radwańska po drodze do finału pokonała sześć tenisistek: dwie Rosjanki, Słowaczkę, Brytyjkę, Włoszkę i Niemkę, tracąc jednego seta w meczu ćwierćfinałowym z Marią Kirilenko. Awansem do finału zapewniła sobie pozycję wiceliderki rankingu WTA, gdyby wygrała Wimbledon, zostałaby liderką. Był to jej pierwszy finał wielkoszlemowy, we wcześniejszych występach w zawodach tej rangi nigdy nie przeszła ćwierćfinału, przez co hejterzy nazywali ją „królową ćwierćfinałów”. Radwańska jest pierwszą polską finalistką w turnieju wielkoszlemowym w erze WTA. Jedyną Polką, która wystąpiła w finale takiego turnieju (tak jak Agnieszka – w Wimbledonie) była Jadwiga Jędrzejowska – w 1937r, czyli jeszcze powstaniem wspomnianej przed chwilą organizacji.
Zawodniczki pokonane przez Radwańską w trakcie turnieju: Magdalena Rybarikova, Jelena Wiesnina, Heather Watson, Camila Giorgi (Q), Maria Kirilenko (17), Angelique Kerber (8).
Wcześniejsze rezultaty w Wimbledonie: ćwierćfinał (2008, 2009), 4 runda (2006, 2010),  3 runda (2007), 2 runda (2011).

Serena Williams miała przed sobą ogromnie ciężkie zadanie – musiała udowodnić, że porażka w I rundzie Rolanda Garrosa była jedynie przypadkiem, jednym gorszym momentem. Przed dojściem do finału tegorocznego Wimbledonu, Williams pokonała dwie Czeszki, Węgierkę, Chinkę, Kazaszkę oraz Białorusinkę, po drodze tracąc dwa sety – w III i IV rundzie, które można określić „sprawdzianem siły psychicznej Sereny Williams”. Rywalka naszej reprezentantki wygrała Wimbledon aż czterokrotnie – w latach 2002-2003, 2009-2010. W dzisiejszym pojedynku mogła wywalczyć piąty triumf w tym turnieju (pierwsze wielkoszlemowe zwycięstwo po powrocie po ciężkiej kontuzji) oraz 4. miejsce w rankingu WTA. Warto dodać, że w przeciągu ostatnich 13 lat, aż dziesięciokrotnie w Wimbledonie zwyciężała któraś z sióstr Williams. To świadczy o potędze Amerykanek.
Zawodniczki pokonane przez Williams w trakcie turnieju: Barbora Zahlavova-Strycova, Melinda Czink (Q), Jie Zheng (25), Jarosława Szwedowa (WC), Petra Kvitova (4), Wiktoria Azarenka (2).
Wcześniejsze rezultaty w Wimbledonie: zwycięstwo (2002-2003, 2009-2010), finał (2004, 2008), półfinał (2000), ćwierćfinał (2001, 2007), 4 runda (2011), 3 runda (1998, 2005).



Dotychczasowe finały wielkoszlemowe kończyły się bardzo szybko, po łatwych, dwusetowych i dominacji absolutnej triumfatorki. Miałem nadzieję, że w tym finale obejrzę dobre spotkaniu z obu stron. I tak też się stało, chociaż początek tego niestety nie zapowiadał. Pierwszy set to popis jednej aktorki – tej bardziej utytułowanej. Serena grała jak natchniona, natomiast spięta Agnieszka popsuła kilka piłek i oddała inicjatywę swojej rywalce, a co za tym idzie – ugrała z trudem tylko jednego gema, szkoda gadać. Druga partia rozpoczęła się znacznie lepiej, gdyż nasza tenisistka łatwo utrzymała własne podanie, jednak kolejne 3 gemy padły łupem Sereny, która wydawała się zaskoczona nieco lepszą dyspozycją Polki. Kiedy wydawało się, że jest już po meczu, w tym momencie Aggie zdobyła przełamanie powrotne i wyrównała na po 4. Zdenerwowana Williams zaczęła popełniać więcej niewymuszonych błędów, nie wytrzymywała długich wymian ze sprytnie grającą przeciwniczką i ostatecznie przegrała w drugim secie. Był to niesamowity powrót do meczu w wykonaniu Agnieszki, brawo! Decydując set to wyrównana walka do stanu po 2 (czwartego gema młodsza Williamsówna zdobyła czterema asami!!). W tym momencie amerykańska zawodniczka przebudziła, ponownie zaczęła grać pewnie i już gema w tej partii nie straciła, zdobywając piąty tytuł na trawnikach Wimbledonu i 14. wielkoszlemowy triumf. Po meczu panie sobie elegancko podziękowały, a podczas ceremonii obie omal się nie popłakały ze wzruszenia. Zmaganie naszej krajanki z Sereną Williams oglądało wiele znanych osobistości, min. moja bogini Martina Hingis, jej imienniczka Navratilova, Jana Novotna (triumfatorka Wimbla z 1998r.), była polska tenisistka, Iwona Kuczyńska, w „boxie” Agnieszki był też Wojciech Fibak, w miejscu dla komentatorów BBC wypatrzyłem Chris Evert-Lloyd. Jak widać, same sławy, a nie napisałem o wszystkich. Wracając jeszcze do spotkania muszę powiedzieć jeszcze jedno: Radwo, jesteśmy dumni! Wynik: 6:1 5:7 6:2 – Serena Williams

Zwyciężczyni:
Serena Williams
Pokonana:
Agnieszka Radwańska
Na koniec jeszcze udostępniam trochę zdjęć z dzisiejszego meczu.