Finał US Open 2012 – kobiety

Ostatni wielkoszlemowy turniej zakończył się zgodnie z moimi przewidywaniami, czyli zwycięstwem murowanej faworytki. Tym finałowym spotkaniem, panie zakończyły wielkoszlemowe emocje w roku 2012. Bez zbędnego gadania, omówię teraz drogę naszych finalistek do tej decydującej fazy turnieju.

Serena Williams nie miała większych problemów z dotarciem do finału. Miała łatwą drogę do 19. finału wielkoszlemowego w karierze. Droga ta była ułatwiona, że pierwszą rozstawioną rywalkę Serena podejmowała dopiero… w ćwierćfinale. Młodsza z sióstr Williams przechodziła do kolejnych rund, tracąc mniej więcej od 2 do 6 gemów. Najlepsze spotkanie zanotowała w czwartej rundzie, gdzie odesłała na rowerze Andreę Hlavackovą (czyt. nie oddała rywalce ani jednego gema). Zwyciężając w finale, miała szansę wygrać swój 15. turniej wielkoszlemowy (w całej karierze zaledwie 3 razy przegrała w finale Wielkiego Szlema) i czwarty na kortach Flushing Meadows.
Zawodniczki pokonane przez Williams w trakcie turnieju: Coco Vandeweghe, Maria Jose Martinez Sanchez, Jekaterina Makarowa, Andrea Hlavackova, Ana Ivanovic (12), Sara Errani (10).
Wcześniejsze rezultaty w turnieju: zwycięstwo (1999, 2002, 2008), finał (2001, 2011), półfinał (2009), ćwierćfinał (2000, 2004, 2007), czwarta runda (2005-2006), trzecia runda (1998).
Wiktoria Azarenka na US Open 2012 awansowała do swojego drugiego finału wielkoszlemowego, zarówno w tym sezonie jak i w całej karierze. O pierwszych czterech rundach z jej udziałem nie ma co wspominać – jedna wielka, jednostronna nuda, spowodowana tym, że rozstawione zawodniczki w „ćwiartce” Azarenki „powiedziało do widzenia” już w początkowych rundach. Pierwsze poważniejsze wyzwanie czekało na Azara dopiero w ćwierćfinale – była to obrończyni tytułu, Samantha Stosur. Po dobrym (niestety z obu stron) i zaciętym spotkaniu, Białorusinka ostatecznie zwyciężyła. Podobnie wyglądał jej półfinałowy mecz. Marionetka Łukaszenki triumfem na nowojorskich kortach, miała szansę zdobyć drugi tytuł wielkoszlemowy w sezonie 2012 i w karierze.
Zawodniczki pokonane przez Azarenkę w trakcie turnieju: Aleksandra Panowa, Kirsten Flipkens, Jie Zheng (28), Ana Tatiszwili, Samantha Stosur (7), Maria Szarapowa (3).
Wcześniejsze rezultaty w turnieju: czwarta runda (2007), trzecia runda (2006, 2008-2009, 2011), druga runda (2010).
Co do samego meczu, mówiąc najkrócej – działo się! Były emocje do ostatniej piłki, były zwroty akcji, choć po pierwszym secie nic nie zapowiadało tak długiego i wyrównanego spotkania. Mecz zaczął się jak wszystkie dotychczasowe zmagania Sereny w tym turnieju – szybkim i gładkim wygrywaniem gemów. Tym samym, pierwszego seta bez większych kłopotów wygrała właśnie Amerykanka. Nie ukrywam, że w drugiej partii liczyłem na kontynuowanie takiego przebiegu gry, ale Williams zaczęła psuć mnóstwo piłek, szczególnie z forhendu. Wykorzystała to Azarenka, która zaczęła grać nieco pewniej i druga partia powędrowała na jej konto. W taki sposób, Serena Williams straciła pierwszego seta w całym turnieju. Decydujący set zaczął się tak samo jak partia druga – sporo błędów Serenki, trochę bardziej regularna gra Azara. Zaczęło się robić dość dramatycznie dla fanów reprezentantki gospodarzy – Białorusinka przełamała młodszą z sióstr Williams, prowadziła 5:3 i serwowała po tytuł. Kiedy już się zapowiadało, że w gablocie sponsora Azarenki, Łukaszenki zagości kolejny puchar, Serena powstała z kolan, niczym feniks z popiołów (lubię to porównanie :3). Przełamała serwującą Wiktoryję, wygrała swoje podanie i doprowadziła do remisu 5:5. Wszystko się więc odwróciło z powrotem w stronę Williams i w kolejnych dwóch gemach zwyciężyła Serena, tym samym – zdobyła tytuł! Wynik: 6:2 3:6 7:5 – Serena Williams

Statystyki tego spotkania są bezlitosne – dominowały głównie niewymuszone błędy (Serenka ma niby bilans -1, ale 45 niewymuszonych błędów to i tak bardzo dużo). Po części mogę to usprawiedliwić – panie grały prowadzone na bardzo szybkim poziomie wymiany, więc ciężko jest nie zepsuć piłki tak grając. Mnie ten mecz ani ziębi ani grzeje – widziałem dużo lepsze pojedynki, ale też i o wiele gorsze. Dobrze, że wreszcie finały wielkoszlemowe w kobiecym tenisie są zacięte – bardzo brakowało tego wyrównanego poziomu w WTA. Dodam, że dla Sereny był to pierwszy trzysetowy mecz w US Open od 2006 roku (przegrany pojedynek czwartej rundy z Amelie Mauresmo), a ostatni finał na kortach Flushing Meadows grany przez 3 partie był w 1995 roku (Steffi Graf pokonała wtedy Monicę Seles). 17 lat później trzysetowy finał wygrywa Serena Williams. Tenisowa Nerwica jest dumna z naszych faworytów!
Zwyciężczyni: Serena Williams
Finalistka: Wiktoria Azarenka

Na koniec jeszcze trochę fotek z finału:






Kobiece półfinały – US Open 2012

US Open wielkimi krokami zbliża się do końca. O ile męski turniej mnie po części żenuje (szczególnie osoba Davida F., ulubieńca mojej wspólniczki). Kobiecy turniej aż tak źle nie wygląda, niby jest Azarenka i Szarapowa, ale Serenka rekompensuje wszystko. Do tego panie zrobiły się dość regularne, w półfinale aż 3 z pierwszej czwórki rankingu są w półfinale. A kogo brakuje? Turniejowej dwójki, czyli naszej „nadziei polskiego tenisa”. :3 Na „jej miejscu” jest Sara Errani – taka mała, niepozorna odbijaczka piłek, ale za to z charakterem, a ja lubię takich ludzi. Dobra, bo się za bardzo rozgadałem. Przejdźmy do meczów, które układały się podobnie jak te ćwierćfinałowe – górna połówka grała wyrównane spotkania, na dole było szybko i dwusetowo.

Na początek napiszę o spotkaniu Maryśki Szarapowej z Wiktoryją Azarenką. Jak można najkrócej opisać każde ich spotkanie? Było głośno. Na tym w sumie mógłbym zakończyć swój wywód. Panie ścigały się nie tylko na korcie, ale też na ilość wydawanych z siebie decybeli. Ich rywalizację zaognia fakt, że panie za sobą nie przepadają… Moją faworytką w tym meczu była Szarapowa, wybrałem ją na zasadzie „z dwojga złego wolę…”. Pierwszy set pokazał, że moja prognoza się sprawdza, bo to Marija w nim zwyciężyła. Jednak potem sytuacja się zmieniła i dwie następne partie padły łupem Azara. Tym samym, stało się coś, czego bym się nigdy nie spodziewał. Maria Szarapowa przegrała trzysetowy mecz! Od dwóch lat nie pamiętam spotkania przegranego przez Szarą w trzech setach. Wszystkie takie mecze wygrywała, jak przegrywała, to tylko w dwóch. Azarenka wygrała mecz, a która z tenisistek głośniej jęczała? Niestety, nie mam takich statystyk. Mam za to statystyki spotkania – obie serwowały słabo (5 podwójnych Białorusinki, 10 Rosjanki), do tego 42 niewymuszone błędy Marii… Azarenka wygrała to spotkanie regularnością. Ale co z tego, skoro w finale zleje ją Serena? Wynik: 3:6 6:3 6:4 – Wiktoria Azarenka
Drugi półfinał był o wiele mniej zacięty, ale to nic dziwnego. Bo co ta malutka Sara Errani mogła zrobić w starciu z takim kolosem jak Serenka? Mogła walczyć. I walczyła. Jednego Włoszce nie można odmówić – charakteru. Nie bała się starcia z młodszą z sióstr Williams i dzięki temu ugrała 3 gemy. Wydaje się, że to mało, ale naprawdę ciężko jest znaleźć powód do skrytykowania Errani. Grała jak typowa outsiderka – wiedziała, że nie ma szans, ale mimo to walczyła do ostatniej piłki i koncentrowała się na każdym punkcie. Serena prezentowała się jak zawsze – dużo piłek kończyła i niesamowicie dobrze serwowała. Nie można tego samego powiedzieć o Sarze – serwis nie może być dobry, przy takich warunkach fizycznych (164 cm wzrostu), a kończyła niewiele, bo Amerykanka nie pozwalała. Azarenka powinna się bać meczu finałowego. Serena w takiej formie po prostu ją zniszczy. I bardzo dobrze. Wynik: 6:1 6:2 – Serena Williams

Porażki rozstawionych: Maria Szarapowa (3), Sara Errani (10)
Para finałowa: Azarenka – Williams

Ćwierćfinały pań – US Open 2012

Ciężko powiedzieć, żeby tegoroczny US Open miał sensacyjny przebieg, co zaskakuje, bo jak wiadomo – na turniejach pań zadziwiające rezultaty to normalka i codzienność. W ćwierćfinale wszystkie panie były „z numerkami” (czyt. rozstawione), żadnej nierozstawionej zawodniczce nie udało się awansować do tej fazy turnieju. A z jakiej strony się pokazały uczestniczki ćwierćfinałów? Mówiąc najkrócej – na dole drabinki było dwusetowo, a na górze bardziej zacięcie. Teraz przejdźmy do szczegółów.

Na początek będzie miło i słodko, gdyż pierwszym opisanym przeze mnie meczem będzie mecz przyjaźni? Skąd takie określenie? Otóż w ćwierćfinale US Open 2012 zmierzyły się ze sobą dwie koleżanki z reprezentacji i partnerki deblowe. To rzadka sytuacja, żeby naprawdę dobre deblistki (Włoszki są w finale gry podwójnej tego turnieju), spotykały się przeciwko sobie w tak dalekiej fazie singlowych zmagań. Z tego spotkania zwycięsko wyszła Sara, korzystając ze sporej liczby niewymuszonych błędów swojej przyjaciółki (37). W nagrodę (za karę?) na Errani czeka pojedynek z Sereną Williams. Wynik: 6:2 6:4 – Sara Errani
Maria Szarapowa dość niespodziewanie męczyła się z Marion Bartoli. Francuzka, której styl gry jest dla mnie okropny, rundę wcześniej odprawiła z kwitkiem (o, ironio) Petrę Kvitovą. Teraz była bardzo blisko wyeliminowania „wielkiej gwiazdy” i „jednej z najpiękniejszych tenisistek” (swoją drogą, nigdy nie zrozumiem fenomenu Szarapowej – jest wielka, chuda jak patyk, do tego ma wąsy, dużo ładniejsza jest jej rodaczka Kurnikowa). Pierwszego seta niespodziewanie wygrała Bartoli, ale w drugim secie Marion zaczęła psuć (Szarapowa zawsze dużo psuje, ale też dużo wygrywa bezpośrednio) i to Marysia go wygrała. Decydująca partia była dla mnie oczywista, bowiem od dwóch lat nie przypominam sobie trzysetowego meczu, przegranego przez Rosjankę, choć i tak było bardziej wyrównanie niż się spodziewałem. W półfinale Szarapowa zmierzy się ze swoją „koleżanką” Azarenką. Będzie głośno. 3:6 6:3 6:4 – Maria Szarapowa

Pora na najbardziej jednostronny pojedynek ćwierćfinałowy. Nikogo nie zaskoczę mówiąc, że było to spotkanie Sereny. Nikogo też nie zdziwi fakt, że Williams ten mecz wygrała. Amerykanka wygrała z inną uwielbianą przeze mnie (i chyba przez wszystkich mężczyzn :) ) zawodniczką, Aną Ivanovic. Po Serbce nie można było się niczego wielkiego spodziewać, ona jest na etapie „szukania formy” i widać, że powoli ją odnajduje (osiągnęła pierwszy wielkoszlemowy ćwierćfinał od Rolanda Garrosa 2008, gdzie wygrała). Serena, jak zwykle, cudownie serwowała (12 asów) i mecz skończyła na dużym plusie (26:14). Serwis Any był dużo gorszy, a mecz skończyła na niewielkim, ale jednak minusie (9:13). Ciężko się przyczepić do serbskiej piękności, ale w obecnej sytuacji pokonać Serenę może tylko… sama Serena. W półfinale najprawdopodobniej będzie kolejny pogrom, gdyż wspomniałem wcześniej, kto będzie grał z Williams w półfinale. Wynik: 6:1 6:3 – Serena Williams
Ostatni wspominany przeze mnie ćwierćfinał, jest dla mnie przykry. Dlaczego? Bo nie skończył się happy endem. Obrończyni tytułu i zawodniczka, której styl gry uwielbiam, Samantha Stosur poległa z liderką rankingu, ale po bardzo twardej walce. Pierwszy set to dla mnie jedna wielka żenada, Azar wygrywa pewnie, eh, żal gadać. Kiedy wszyscy już myśleli, że Australijka się podda, nastąpiła zmiana warty i to Sami wygrała drugą, dość zaciętą partię. W decydującej liczyłem na powtórkę z rozrywki i po części tak było, ponieważ trzeci set też był bardzo wyrównany. Fantastyczna gra z obu stron, sporo winnerów (obie skończyły z bilansem na plusie) – no działo się! Ale jak mówiłem na początku – happy endu nie było. Doszło do tie-breaka, gdzie zwyciężyła Azarenka i tym samym wygrała całe spotkanie. Mówiłem o tym, z kim zagra w półfinale i chyba nie muszę też mówić, którą wrzeszczącą wolę. Wynik: 6:1 4:6 7:6(5) – Wiktoria Azarenka
Porażki rozstawionych:
Samantha Stosur (7), Marion Bartoli (11), Ana Ivanovic (12), Roberta Vinci (20)
Pary półfinałowe: Azarenka – Szarapowa, Williams – Errani

US Open 2012 – czwarta runda kobitek

I koniec. Andy Roddick zagrał swój ostatni mecz w karierze. Ale tutaj daję pole do popisu mojej wspólniczce – ona uwielbia Amerykanina (w przeciwieństwie do mnie) i na pewno poświęci mu czas. A co u pań? Straciliśmy naszą ostatnią singlistkę, oprócz niej jeszcze dwie tenisistki z top 10 pożegnały się z US Open. Z góry przepraszam za opóźnienia, ale mam szkołę, do której niestety wróciłem i ciężko jest wygospodarować czas na swoje ukochane hobby. Ale damy radę! Bez zbędnego gadania, przejdźmy do spotkań.

Tak jak wspominałem, nie mamy już Polaków w singlu. Agnieszka Radwańska przegrała w czwartej rundzie z będącą w najwyższej formie w karierze, Robertą Vinci. Tym samym, Agnieszce nie udało się pomścić swojej młodszej siostry, która przegrała z Vinci w pierwszej rundzie tego turnieju. Pierwszy set był kompletnie bez historii, w drugim Radwańska trochę powalczyła, ale ostatecznie poległa. Polka popełniła aż 20 niewymuszonych błędów, ponieważ kompletnie sobie nie radziła ze slajsami, posyłanymi przez rywalkę. Włoszka grała świetnie przy siatce (co chyba nikogo nie dziwi, to w końcu świetna deblistka), Radwa też próbowała tego typu zagrań, ale z gorszą skutecznością. Pierwszy raz w historii tenisa, w ćwierćfinale turnieju wielkoszlemowego zagrają przeciwko sobie dwie Włoszki, bowiem rywalką Roberty Vinci będzie Sara Errani, jej partnerka deblowa (wygrały razem min. Roland Garros 2012). Italia ma się z czego cieszyć – w półfinale US Open na 100% będą mieli swoją rodaczkę. A polska tenisistka chyba nie ma na co narzekać (no może tylko na to, że jej „największy fan” i „ekspert”, Wojciech Fibak, skrytykował ją), i tak jest teraz bez formy, a mimo to udało jej się wyrównać najlepszy wynik w turnieju, za którym nie przepada. Wynik: 6:1 6:4 – Roberta Vinci
Koleżanka z kadry Roberty, Sara Errani sprawiła mi bardzo miłą niespodziankę, wywalając z hukiem z turnieju NIEMKĘ Angelique Kerber.Nie wierzyłem we Włoszkę przed meczem, a przecież to ona wyeliminowała Kerber w ćwierćfinale Rolanda Garrosa. Włoszka świetnie kontrowała, skończyła mecz z bilansem na niewielkim plusie, za to Angelique popełniła aż 38 błędów (BRAWO!). Kto będzie kolejną przeciwniczką Sary? Patrz wyżej. Wynik: 7:6(5) 6:3 – Sara Errani
Wyjątkowo mało miejsca poświecę cesarzowej Serence, bo za bardzo nie ma o czym mówić. Tak więc w wielkim skrócie – Serenka odesłała swoją rywalkę na rowerze, najbardziej jednostronny mecz, jaki kiedykolwiek widziałem. Wynik: 6:0 6:0 – Serena Williams
Piękna Ana chyba wraca na właściwe tory. Ivanovic osiągnęła właśnie pierwszy ćwierćfinał na US Open i pierwszy raz przekroczyła próg czwartej rundy w Wielkim Szlemie od czasu zwycięstwa w Roland Garros 2008. Serbka pokonała Cwetanę Pironkową bez większych problemów. W pierwszy secie było szybko, łatwo i bezboleśnie. W drugiej partii jakaś tam walka była, ale rodaczka mojego Dimitrova zdołała w niej ugrać jedynie 4 gemy. Na Anę w ćwierćfinale czeka bardzo oszczędnie przed chwilą wspomniana Serena Williams. Wynik: 6:0 6:4 – Ana Ivanovic
Pora na najbardziej zaskakujący rezultat czwartej rundy. Będąca ostatnio bez formy (czyt. nawalała jak głupia, czyli jak zawsze i nie trafiała) Marion Bartoli pokonała turniejową „piątkę”, Petrę Kvitovą, która w ostatnim czasie była w niezłej dyspozycji. Kobiecy tenis wita. Tu nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Pierwszy set nie zapowiadał klęski Kwicza – Czeszka grała świetnie i łatwo zwyciężyła w tej partii. Wszystko zmieniło się w drugim secie. Bartoli się „ogarnęła” (chociaż ona nigdy nie jest ogarnięta), za to Petra psuła, psuła i jeszcze raz wywalała w aut. W decydującej partii puściły jej nerwy – po prostu się popłakała. Przykro. Wynik: 1:6 6:2 6:0 – Marion Bartoli

Łatwej drogi do ćwierćfinału nie miała także Maria Szarapowa. Rosjanka jednak ostatecznie wygrała ze swoją rodaczką Nadią Pietrową, ale musiała się pomęczyć w trzech setach. Zaczęła podobnie jak Kvitova – od łatwej wygranej w pierwszej partii. Potem się wszystko spier… zepsuło, a w drugim secie triumfowała rodaczka Marysi. Jednak w decydującej części spotkania, to pani z wąsami pierwsza opanowała nerwy i liczę na to, że w ćwierćfinale powstrzyma Bartoli. Wynik: 6:1 4:6 6:4 – Maria Szarapowa

Kolejnej niespodzianki nie sprawiła Laura Robson. W czwartej rundzie znalazła pogromczynię w Samancie Stosur. Obrończyni tytułu pokonała Brytyjkę w dwóch setach. W meczu było sporo błędów, szczególnie po stronie tej pokonanej, która zanotowała ich „zaledwie” 41. W następnym spotkaniu Sam czeka bardzo trudne zadanie. Jej przeciwniczką będzie Wiktoria Azarenka (współczuję, grać przeciwko komuś tak beznadziejnemu…) i liczę na to, że Stosur pokaże Azarowi miejsce w szeregu. Wynik: 6:4 6:4 – Samantha Stosur
Na koniec zostawiłem obecną liderkę rankingu (choć wszyscy wiemy, że najlepsza jest Serena). Wiktoria Azarenka wygrała 6:2 6:2 z Anną Tatiszwili. Wbrew pozorom, to nie był jednostronny mecz, jak wskazuje na to wynik. Azar musiał trochę powalczyć, wiele gemów był bardzo zaciętych, ale niestety, Białorusince udało się wywalczyć zwycięstwo <jęk zawodu>. Wynik: 6:2 6:2 – Wiktoria Azarenka
Porażki rozstawionych:
Agnieszka Radwańska (2), Petra Kvitova (5), Angelique Kerber (6), Nadia Pietrowa (15).
Pary ćwierćfinałowe: Azarenka – Stosur, Szarapowa – Bartoli, Ivanovic – Williams, Errani – Vinci.

Trzecia runda US Open 2012 – kobiety

US Open rozkręcił się na dobre. Minął tydzień od rozpoczęcia turnieju. Trzecia runda była dość nudna – większość wysoko rozstawionych zawodniczek nie miały problemów z wygraniem meczu, tylko jedno spotkanie skończyło się sensacyjnie, ale o tym później. Przejdźmy do meczów.

Chyba nie muszę mówić, od kogo zaczynamy. Tak, od tej pani na powyższym zdjęciu. Agnieszka Radwańska w trzeciej rundzie podejmowała Jelenę Jankovic. Obstawiałem łatwe zwycięstwo Radwańskiej i choć wygrała, to nie przyszło to tak łatwo, jak się spodziewałem. Serbka to była liderka światowego rankingu, finalistka tego turnieju z 2008 roku. Do niedawna słynęła z bardzo regularnej gry, ale jej forma już nie istnieje – gra za dużo (co tydzień można ją zobaczyć na liście startowej jakiegoś turnieju, nawet małego, co może świadczyć o desperacji serbskiej tenisistki), ciągle zmienia trenerów, a
to żal komentować. W meczu z Agnieszką, Jelena popełniła „zaledwie” 37 niewymuszonych błędów, przy 15 Polki. Kolejną rywalką Radwy będzie Roberta Vinci, która na pewno nie popełni tyle błędów co Jankovic. Przy okazji Radwańska będzie mieć idealną okazję do pomszczenia swojej młodszej siostry, którą Włoszka wyeliminowała w I rundzie. Wynik: 6:3 7:5 – Agnieszka Radwańska
Serena Williams zrewanżowała się Jekaterinie Makarowej za porażkę w czwartej rundzie Australian Open. Cesarzowa kobiecego tenisa pewnie zmierza po tytuł. Ciężko będzie komukolwiek ją powstrzymać. Rosjanka dzielnie się trzymała w pierwszym secie, dość długo trzymała się przy swoim podaniu, ale w gemach serwisowych Serenki nie istniała. Coś pękło w Makarowej po pierwszym przełamaniu, a tym samym wygraniu seta przez Amerykankę. W drugiej partii nie było już żadnej walki, Williams szybko i bezboleśnie go wygrała. W następnej rundzie Serenę czeka pojedynek z Andreą Hlavackovą. Czeszka nieoczekiwanie wyeliminowała Marię Kirilenko. Dodam, że obie panie całkiem niedawno się spotkały na korcie – w finale deblowym igrzysk olimpijskich – Serena grała w parze ze swoją siostrą, a Andrea z Lucie Hradecką. Wynik: 6:4 6:0 – Serena Williams
Problemów z awansem nie miała również Maria Szarapowa. Nic dziwnego, w końcu jej rywalką była sklasyfikowana na 252 miejscu, grającą z dziką kartą reprezentantką gospodarzy, Mallory Burdette. Amerykanka, grająca tenis w stylu „bum-bum” (tj. mocno i tylko mocno) nie miała żadnych argumentów w starciu z Szarapową. Popełniała niewymuszony błędy i nie potrafiła zmusić Rosjankę do błędu (no jak się nawet slajsa nie potrafi zagrać, to nic dziwnego…). W kolejnym spotkaniu, Marija podejmie swoją koleżankę z kadry, Nadię Pietrową, która pokonała leworęczną Lucie Safarovą. Wynik: 6:1 6:1 – Maria Szarapowa

Kobiecy tenis charakteryzuje się dużą niestabilnością i nierówną grą. Raz tenisistka gra genialnie, w następnej rundzie już niekoniecznie. Pokazała to Ana Ivanovic, która w drugiej rundzie grała po prostu świetnie, natomiast w trzeciej męczyła się niemiłosiernie z jednym z moich „odkryć”, czyli ze Sloane Stephens. Amerykanka miała szansę nawet na wygranie z serbską pięknością, jednak często popełniała błędy taktyczne – grała Anie na forhend, a wszyscy wiemy, jak ona dobrze operuje tym uderzeniem. Błędów jednak nie ustrzegły się obie. Wygrała ta bardziej doświadczona i w czwartej rundzie zmierzy się z Cwetaną Pironkową. Wynik: 6:7(4) 6:4 6:2 – Ana Ivanovic
Na koniec sobie zostawiłem dwie niespodzianki. Najpierw ta nieco mniejsza. Jedna z najlepszych deblistek na świecie, srebrna medalistka igrzysk olimpijskich w Londynie, Andrea Hlavackova wyrzuciła z turnieju Marię Kirilenko. Jest to o tyle zaskakujące, że ostatnio rosyjska piękność prezentowała się naprawdę dobrze. Czeszka skończyła aż 45 piłek. Z kim zagra – już o tym wspominałem, więc nie będę się powtarzał. Wynik: 5:7 6:4 6:4 – Andrea Hlavackova. Największą sensacją tegorocznego US Open niewątpliwie jest Laura Robson. Brytyjka w drugiej rundzie wyeliminowała Kim Clijsters, dla której był to ostatni turniej w karierze. Teraz jej ofiarą padła Na Li (mąż nie będzie zadowolony…), zawodniczka z top 10. Tym samym, Chinka wraz ze swoim bajeranckim tatuażem na piersi jest drugą zawodniczką z pierwszej dziesiątki (po Caro Wozniacki), która odpadła z turnieju. Pierwszego dość wyrównanego seta wygrała srebrna medalistka miksta z Londynu (wraz z Andym Murrayem). Druga partia też nie była jednostronna, jej losy roztrzygnęły się w tie-breaku, w którym triumfowała wyżej sklasyfikowana z tenisistek. W decydującym secie, inicjatywę przejęła tenisistka z Wysp Brytyjskich i to Laura Robson jest w czwartej i tam czeka na nią broniąca tytułu Samantha Stosur. Wynik: 6:4 6:7(5) 6:2 – Laura Robson

Porażki rozstawionych:
Na Li (9), Dominika Cibulkova (13), Maria Kirilenko (14), Lucie Safarova (15), Jie Zheng (28), Jelena Jankovic (30), Varvara Lepchenko (31).

Druga runda pań – Us Open 2012

US Open zaczyna się rozkręcać (choć dla mnie już się skończył, przynajmniej ten kobiecy). Mecze mało kogo obchodzą, najważniejszym wydarzeniem tegorocznej edycji turnieju będzie zakończenie kariery przez Kim Clijsters i Andy’ego Roddicka. Jednak przez grzeczność je opiszę. Zaczynamy!

Moją pierwszą ofiarą będzie (jak zawsze) nasza „nadzieja polskiego tenisa” i jedyna polska tenisistka, która nie poleciała już na starcie. Agnieszka Radwańska w drugiej rundzie przemęczyła się z Carlą Suarez Navarro, Hiszpanką o przerażająco męskich ruchach i typowo hiszpańskim stylu gry. Oczywiście Radwa nie byłaby sobą, gdyby nie dała sobie narzucić stylu gry rywalki. Przebijanie przez środek niewiele dawało i Carla wygrała pierwszego seta oraz prowadziła 3:1 w drugim. I w tym momencie nasza nadzieja odrodziła się niczym feniks z popiołów. A tak na poważnie – Suarez Navarro nie wytrzymała zarówno fizycznie jak i psychicznie (to u niej jest normą). Od stanu 4:6 1:3 Polka wygrała 11 gemów z rzędu i cały mecz. Jej kolejną rywalką będzie Jelena Jankovic, której forma nie istnieje, więc Agnieszka nie powinna mieć większych kłopotów. VAMOS ISIA! Wynik: 4:6 6:3 6:0 – Agnieszka Radwańska
Tak jak się spodziewałem – w drugiej rundzie turnieju odpadła Irina-Camelia Begu, która miała czelność wyeliminować w pierwszej rundzie moją Caro. Po „pokonaniu” Wozniacki (nie oszukujmy się – to kontuzja kolana pokonała Dunkę), w kolejnym meczu Rumunka odpadła z… Silvią Soler Espinosą. Kolejną przeciwniczką Hiszpanki będzie Cwetana Pironkowa. Wynik: 6:4 7:6(5) – Silvia Soler Espinosa
Z inną zawodniczką z Hiszpanii grała Maria Szarapowa. Jej rywalką była Lourdes Dominguez Lino. Rosjanka nie miała żadnych problemów z rywalką. Aż żal było Lourdes – nie miała ani jednego winnera i spóźniała się do wszystkich uderzeń. Ani razu nie uderzyła piłki backhandem – wszystkie piłki musiała slajsować. Wystarczyło to na ugranie jednego gema. W trzeciej rundzie Marija zagra z amerykańską dziką kartą, Mallory Burdette. Wynik: 6:0 6:1 – Maria Szarapowa

Cesarzowa Serena również jest w trzeciej rundzie. I żeby było śmiesznie – jej rywalką była… Hiszpanka. A konkretniej Maria Jose Martinez Sanchez. Ciężko powiedzieć coś więcej o tym meczu, z jednej strony Williams wygrała pewnie, a z drugiej wynik nie oddaje przebiegu meczu. Pierwszy set poszedł gładko, w drugim Amerykanka musiała odrabiać z 0:2. Ale najważniejsze, że jest w kolejnej rundzie i będzie mieć idealną okazję do rewanżu za IV rundę Australian Open, bowiem jej rywalką będzie Jekaterina Makarowa. Wynik: 6:2 6:4 – Serena Williams
Tytuł dla najlepiej grającej zawodniczki drugiej rundy przypada Anie Ivanovic. Serbka zdemolowała Sofię Arvidsson i w pięknym stylu awansowała do dalszej rundy. 39 uderzeń kończących w 64 minuty – takie statystyki rzadko się ogląda! Następną przeciwniczką pięknej Serbki będzie utalentowana Sloane Stephens, którą jeden z komentatorów określił jako „następczynie Venus Williams”. Wynik: 6:2 6:2 – Ana Ivanovic
Swoją dobrą formę kontynuuje Maria Kirilenko. Najpiękniejsza z rosyjskich tenisistek (tak, ona, nie Masza) łatwo uporała się z doświadczoną Gretą Arn. W kolejnym meczu może być ciekawie, ponieważ zmierzy się z Andreą Hlavackovą, a mecze dwóch deblistek w singlu często są ciekawe. 6:3 6:2 – Maria Kirilenko
Najciekawiej zapowiadający się mecz drugiej rundy, nie skończył się niestety po mojej myśli (ale było blisko!). Weteranka kortów, Venus Williams uległa Angelique Kerber. O pierwszym secie nie ma co mówić – pomijamy szerokim łukiem. Drugi set był o wiele bardziej zacięty i co ważniejsze – wygrany przez Amerykankę. W decydującej partii Venus, ku zadowoleniu kibiców, prowadziła 4:2, Kerber zdołała odrobić straty i wygrała. Kolejną rywalką NIEMKI będzie Olga Goworcowa. I tyle. Wynik: 6:2 5:7 7:5 – Angelique Kerber
I na koniec będzie smutno i nostalgicznie. Nachodziło to nieubłaganie i niestety, stało się! Kim Clijsters zakończyła karierę! US Open 2012 był jej ostatnim turniejem w karierze. To właśnie na kortach Flushing Meadows odnosiła największe sukcesy. Dodam, że ostatni raz tu przegrała w… 2003 roku, w finale z rodaczką Henin (swoją drogą, z tej dwójki zawsze wolałem Kim). 9 lat później jej pogromczynią została… Laura Robson, 18-latka, srebrna medalistka miksta wraz z moim kochanym Andym Murrayem. Panie zagrały bardzo dobre spotkanie. Brytyjka świetnie serwowała i myślę, że dzięki temu zdołała pokonać taką zawodniczkę jak Kim. Będzie nam brakowało Belgijki i oczywiście, niedługo po US Open pojawi się post o niej. Laura w kolejnej rundzie sprawdzi będącą ostatnią w całkiem niezłej dyspozycji Chinkę Na Li. Czy zdoła powtórzyć dobrą grę z drugiej rundy? Wynik: 7:6(4) 7:6(5) – Laura Robson

Porażki rozstawionych:
Anastazja Pawluczenkowa (17), Kim Clijsters (23), Yanina Wickmayer (25).

Pierwsza runda kobiet – Us Open 2012

Rozpoczęła się 132. edycja wielkoszlemowego US Open. Panie przez pierwsze dwa dni turnieju rozgrywały mecze pierwszej rundy, które mogę określić jako pogrom tenisistek niemieckich. Odpadła Barthel, Georges, Petkovic i Lisicki. Przeszła dalej jedynie Tatjana Malek i niestety Angelique Kerber (subiektywna uwaga). Przejdźmy do spotkań.
Będę tradycyjny prawie jak Wimbledon i jak zawsze, zacznę od meczów Polek. W singlu reprezentują nas tylko dwie Polki – chyba nikogo nie zdziwię, jak powiem, ze to siostry Radwańskie. Na pierwszy ogień idzie Agnieszka Radwańska, która w pierwszy meczu zmierzyła się z Niną Bratczikową, jeszcze Rosjanką, ale niedługo będzie reprezentować Portugalię. Organizatorzy mają duży szacunek do naszej krajanki, chyba nawet większy niż większość Polaków, ponieważ jej mecz wyznaczyli na korcie Artura Ashe’a. Radwa, która ostatnio straciła swoją wielką formę, pokazała, że są jakieś nadzieje, że ją odzyska. Grała całkiem przyzwoicie + przeciwniczka pomagała, więc odniosła łatwe zwycięstwo, tracąc zaledwie dwa gemy. Radwa zanotowała 4 asy, a jej bilans wygrywanych uderzeń do niewymuszonych błędów wynosił 15:6. O Bratczikowej powiem jedynie tyle, że pomyliła się 28 razy… Nie będę bardziej pogrążał kobiety. W drugiej rundzie na Radwańską czeka Carla Suarez Navarro, typowa Hiszpanka, która potrafi błysnąć na kortach twardych. Wynik: 6:1 6:1 – Agnieszka Radwańska

W ślady siostry nie poszła niestety Ula. Ładniejsza z sióstr Radwańskich przegrała z będącą ostatnio bardzo dobrej formie Robertą Vinci. Włoszka w zeszłym tygodniu wygrała turniej w Dallas, a w Toronto „rowerkiem” odprawiła Anę Ivanovic. Ulka na szczęście losu Serbki nie podzieliła, choć dwa gemy to i tak mało. Zarówno Vinci jak i Radwańska niewiele kończyły (3 piłki skończone Włoszka, tylko jeden po stronie Uli) i równie niewiele popełniły niewymuszonych błędów (obie po 3). Jednak Vinci znacznie lepiej serwowała, miała 5 asów przy jednym Polki. Jedną z przyczyn porażek Uli Radwańskiej może być kontuzja, miała problemy z barkiem. Tak czy siak, kolejną rywalką Roberty będzie nieobliczalna Jarosława Szwedowa, która w I rundzie pokonała swoją partnerkę deblową Vanię King. Mecz dwóch deblistek – może być ciekawie. Wynik: 6:1 6:1 – Roberta Vinci

Najbardziej bezmyślnie grająca tenisistka w tourze, Bojana Jovanovski, dość niespodziewanie pokonała Monę Barthel. Wspominam o Serbce dlatego, gdyż wraz z Łosiem bardzo uwielbiamy jej styl gry i okrzyk „JEŻU!”. W całym meczu nie było ani jednej (!) akcji przy siatce, a Bojanovski, choć nie wygrała żadnej piłki bezpośrednio (![2]), to zdołała wygrać mecz. To chyba świadczy o poziomie tego spotkania. Było piękne niczym Barthel. Miejmy nadzieję, że nie zabrakło „JEŻA!”. Dodam, że nawet komentatorzy eurosportu śmiali się ze zwycięstwa Jovanovski, stwierdzając, że „tym razem trafiała”. Wynik: 4:6 7:5 6:2 – Bojana Jovanovski
Siostra absolutnej faworytki tego turnieju, Venus Williams bez większych problemów pokonała jedną z moich ulubienic, kontrowersyjną (prawie tak bardzo jak my) Bethanie Mattek-Sands. Starsza z sióstr Williams jest w całkiem niezłej formie i to spotkanie to potwierdziło. Po słabym początku meczu (oddała podanie), w dalszej części grała coraz pewniej. Bethanie wraca po ciężkich kontuzjach, więc pozostaje nam życzyć jej zdrowia. A Venusce życzę, żeby upokorzyła i utarła nosa pewniej zarozumiałej Niemce, z którą zagra w drugiej rundzie. Tak, to Angelique Kerber. Wynik: 6:3 6:1 – Venus Williams

W kolejnej rundzie jest też broniąca tytułu, Sam Stosur. Australijka, która otworzyła turniej (czyt. zagrała jako pierwsza w pierwszym dniu turnieju) nie miała problemów z wracającą po kontuzji Petrą Martic. Chorwatka nie grała nigdzie od Wimbledonu i było to widać. Popełniała sporo błędów i nie mogła się przeciwstawić pewnie grającej Samancie. W drugiej rundzie Stosur zmierzy się z Ediną Gallovits-Hall. Wynik: 6:1 6:1 – Samantha Stosur
Zwyciężczyni US Open Series, Petra Kvitova z małym problemami, ale pokonała Polonę Hercog. Po pierwszym, bardzo wyrównanym secie, dopiero w drugim Czeszka pokazała, dlaczego jest w formie. Skończyła bezpośrednio 22 piłki, ale popełniła też 26 błędów własnych. Nie najlepszy początek Petry. Jako ciekawostkę podam, że podczas kiedy Petra gra w wielkim turnieju, jej chłopak, Adam Pavlasek, gra w… Legnicy, we futuresie. W kolejnym meczu na Kwicza czeka Alize Cornet. Wynik: 7:6(6) 6:1 – Petra Kvitova
Wspominałem o pogromie Niemek, opowiem co nieco o jednym z tych meczów, w którym przegrana jest Niemką. Ta zawodniczka jest nie byle jaką Niemką, bo polskiej krwi! Sabine Lisicki, rozstawiona z numerem 16 poległa w trzech setach z równie urodziwą jak Sabina, Soraną Cirsteą. Niestety, mecz nie był tak atrakcyjny, jak te panie. Sporo błędów po obu stronach, a zwyciężyła ta, która popełniła ich mniej, czyli Rumunka. W następnej rundzie na Cirsteę czeka Ana Tatiszwilli. Wynik: 4:6 6:2 6:2 – Sorana Cirstea
W jednym z ciekawiej zapowiadających się meczów pierwszej rundy, zmierzyły się ze sobą weteranka Hantuchova i Pawluczenkowa. Zwyciężyła ta druga, korzystając z 35 niewymuszonych błędów rywalki. Wynik: 6:4 7:6(1) – Anastazja Pawluczenkowa
Na koniec sobie zostawiłem moją osobistą tragedię. Ma miłość, Caro Wozniacki, zwana „pieszczotliwie” takimi określeniami jak „przebijacki” lub „baletnica” przegrała pierwszy mecz w turnieju, w którym od 3 lat nie schodziła poniżej półfinału. Można powiedzieć, że przegrała nie tyle z rywalką (którą była Irina-Camelia Begu), a z kontuzją kolana, która uniemożliwiała jej grę na optymalnym poziomie. Co za tym idzie – popełniła aż 22 niewymuszone błędy. Teraz może łączyć się w bólu razem z Rafaelem Nadalem i Gaelem Monfilsem, którzy również mają problem z tymi przeklętymi kolanami. Begu zmierzy się w drugiej rundzie z Silvią Soler Espinosą i jak znam tenis, to pewnie przegra. Wynik: 6:2 6:2 – Irina-Camelia Begu

Porażki rozstawionych:
Caroline Wozniacki (8), Sabine Lisicki (16), Julia Goerges (18), Christina McHale (21), Francesca Schiavone (22), Klara Zakopalova (24), Monica Niculescu (26), Anabel Medina Garrigues (27), Tamira Paszek (29), Shuai Peng (32).

Kobieca drabinka na Us Open 2012

Wakacje się kończą, a więc i nasz urlop też się kończy. W przyszłym tygodniu rozpoczyna się ostatni wielkoszlemowy turniej – Us Open. Tenisiści, mimo że zmęczeni trudami sezonu, obandażowani i poobklejani plastrami, ochoczo występują w tej wielkiej imprezie. Tytułu będą bronić Novak Djokovic i Samantha Stosur. Pierwsze mecze w poniedziałek, a już dzisiaj – turniejowa drabinka pań, którą dogłębnie przeanalizuję. No to lecimy!
Na początku, tak jak zawsze zresztą, dodam dla Was zdjęcie obrazujące drabinkę, żebyście mogli sobie zobaczyć, jak ona wygląda. Z góry przepraszam za jej jakość, ale nic lepszego nie znalazłem. xD
Drabinka:


Ćwiartka Polek:
W singlu będą nas reprezentowały dwie tenisistki. Chyba nie zaskoczę nikogo faktem, że będą to siostry Radwańskie. W zeszłym roku miały pecha w losowaniu – zagrały ze sobą już w I rundzie. Tym razem Ula i Agnieszka ponownie trafiły do jednej ćwiartki, jednak ewentualny pojedynek między nimi, możliwy jest dopiero w IV rundzie. Zostały rozlosowane na dole turniejowej drabinki (co w przypadku Agnieszki jest oczywiste, bo jest rozstawiona z dwójką, a zawodniczka z tym numerem przy nazwisku zawsze jest na dole drabinki). Starsza siostra, która ma problemy z formą (i z barkiem) w I rundzie podejmie dość nieobliczalną tenisistkę z Rosji – Ninę Bratczikową (mi też to nazwisko niewiele mówi, pamiętam ją tylko z tego, że podczas turnieju im. Rolanda Garrosa urwała seta Kvitovej). Na Ulę czeka znacznie trudniejsza przeciwniczka – rozstawiona z numerem 20 Włoszka Roberta Vinci. Jednak Ula nie jest bez szans, można liczyć na zmęczenie rywalki, która wygrała w zeszłym tygodniu w jakimś podrzędnym turnieju w Dallas albo na formę Uli, która w tym roku rośnie. Wracając do Agnieszki – w dalszych pojedynkach może się zmierzyć z kimś z pary Cibulkova/Vinci/U. Radwańska (IV runda). W ćwierćfinale może mieć okazje do rewanżu za zeszły rok, bowiem jedną z przeciwniczek może być Kerber, chociaż ja bym wolał Venus Williams lub Sarę Errani. W półfinale możliwa jest powtórka z finału wimbledońskiego, czyli pojedynek z Serenką Williams, ewentualnie, gdyby Serenie coś odbiło, to z moją ukochaną (Caroline Wozniacki ofc, ale wszyscy to wiedzą) lub dwiema innymi pięknościami Marią Kirilenko i Aną Ivanovic (choć na Serbkę bym nie liczył, jej forma to jeden wielki znak zapytania). O finale może nie powiem, żeby nie rozpalać za bardzo nadziei kibiców Polki.
Ćwiartka Caro:
Moje kochanie, które jest na etapie „szukam formy i próbuję zmieniać swoją grę” nie byłaby sobą, gdyby nie miała w swojej ćwiartce Sereny Williams. To już któryś turniej z rzędu, gdzie Caro i Serena mogą się ze sobą zmierzyć przed półfinałem. Na początek czeka ją mecz z Iriną Begu, dość anonimową zawodniczką z końca pierwszej setki. Druga runda zapowiada się podobnie, więc nawet nie warto o niej wspominać. W trzeciej rundzie wg rozstawienia powinna zmierzyć się z Monicą Niculescu, jednak ta pani formą nie błyszczy, więc obstawiam Camilę Giorgi, taką bardzo ładną tenisistkę (możecie ją kojarzyć z Wimbledonu, w IV rundzie mierzyła się z Radwą). Następny mecz to pojedynek z kimś z trójki Ivanovic/Schiavone/Stephens, a ćwierćfinał wiadomo z kim – z cesarzową Sereną.
Ćwiartka sióstr Williams:
W tym roku na pewno nie będzie siostrzanego finału – obie siostry są w dolnej połówce drabinki. Rozstawiona z 4. Serena w I rundzie podejmie Coco Vandeweghe, z którą grała niedawno w finale w Stanford. Potem obstawiam Mirjanę Lucic, gwiazdę tenisa z końca lat 90-tych. W trzeciej rundzie z młodszą z sióstr może zagrać Shuai Peng lub Jekaterina Makarowa (idealna okazja do rewanżu za IV rundę Australian Open). W czwartej rundzie pewnie spotka się z piękną Marią (Kirilenko oczywiście). O ćwierćfinale już wspominałem przy poprzedniej okazji, więc nie będę się powtarzał, tylko przejdę do Venus. Starsza z sióstr Williams na początku zmierzy się z moją ulubienicą – Bethanie Mattek-Sands. Nie obraziłbym, gdyby w drugiej rundzie wyeliminował zarozumiałą Kerber. Następną jej przeciwniczką może być Tamira Paszek, potem Sara Errani, a w ćwierćfinale może być ciekawe, jeśli spotka się z wiceliderką rankingu, czyli Agnieszką Radwańską.
Ćwiartka Azara:
Nie lubię Azarenki i nawet nie próbuję udawać, że jest inaczej. Nie wysilę się nawet na odrobinę obiektywizmu. Nie chcę mi się gadać na temat tej pani, więc po prostu wymienię tylko jej ewentualne rywalki. I runda – Aleksandra Panowa, II runda – Barbora Zahlavova-Strycova, III runda – Jie Zheng, IV runda – Sabine Lisicki/Julia Goerges, ćwierćfinał – Na Li/Kim Clijsters/Samantha Stosur.
Ćwiartka Szarej:
Ostatnią zawodniczką, o której wspomnę będzie rankingowa trójka – Maria Szarapowa. W pierwszej rundzie czeka na nią Węgierka Melinda Czink. W drugiej rundzie obstawiam Sesil Karatanchevą (i tu mała ciekawostka: obie panie zmierzyły się ze sobą w Indian Wells… 8 lat temu. Wygrała wtedy Rosjanka po trzysetowym meczu). W trzeciej rundzie rosyjska „piękność” najprawdopodobniej  zmierzy się z Anabel Mediną Garrigues. Czwartą rundę i ćwierćfinał obstawiam z leworęcznymi Czeszkami – najpierw z eks-laską Berdycha, Lucie Safarovą, a potem ze zwyciężczynią tegorocznego Us Open Series – Petrą Kvitovą.
Rezygnacje:
Z powodu kontuzji i różnych innych pierdół, w Us Open 2012 nie zagrają: Wiera Zwonariowa, Kaia Kanepi, Flavia Pennetta, Swietłana Kuzniecowa, Elena Baltacha i Petra Cetkovska.
Dzikie karty:
Przepustkę do turnieju głównego dostali głównie tenisistki gospodarzy: Mallory Burdette, Julia Cohen, Bethanie Mattek-Sands, Melanie Oudin, Victoria Duval, Nicole Gibbs. Pozostałem dwie dzikie karty powędrowały do Australijki z polskimi korzeniami Olivii Rogowskiej oraz Francuzki Kristiny Mladenovic.
Zwyciężczynie eliminacji:
W kwalifikacjach zwyciężyło 16 tenisistek: Magdalena Rybarikova, Tatjana Malek, Nastassja Burnett, Samantha Crawford, Anastazja Rodionowa, Łesia Curenko, Edina Gallovits-Hall, Johanna Konta, Kristen Flipkens, Julia Glushko (w I rundzie eliminacji pokonała Martę Domachowską), Lara Arruabarena-Vecino, Elina Switolina, Olga Puczkowa, Ałła Kudriawcewa, Stefanie Vögele oraz Kristyna Pliskova. Jest jeszcze Eleni Danillidou, która przegrała w finale kwalifikacji, jednak dostał się turnieju głównego jako „lucky loser”, gdyż z turnieju głównego wycofała się jedna z zawodniczek.
To by było na tyle. Od jutra zaczynamy emocję z Us Open!

Finały singla na IO w Londynie

Helooł! Powiem Wam jedno: jestem taki szczęśliwy! Moi faworyci, zarówno w męskim jak i kobiecym finale, nie zawiedli. W pięknym stylu wygrali swoje mecze, czyniąc mnie szczęśliwym. Z przyjemnością opiszę Wam oba finałowe pojedynki! Let’s go!
Na pierwszy ogień pójdą panie.
Serena Williams do finału doszła niczym błyskawica. Po drodze pokonała Serbkę, Polkę, Rosjankę, Dunkę i Białorusinkę. W pięciu meczach straciła zaledwie 16 gemów! Dodam, że wszystkie jej rywalki na igrzyskach (nie licząc Uli Radwańskiej) to tenisistki doświadczone, ze światowej czołówki. To tylko świadczy o poziomie kobiecego tenisa i boskości Sereny. Dla młodszej siostry Venus Williams, te igrzyska były szansą na skompletowanie złotego, karierowego szlema, czyli zwycięstwo we wszystkich czterech turniejach wielkoszlemowych + złoty medal olimpijski. Do tej pory, wśród tenisistek, tylko jedna osiągnęła taki wyczyn. Była to Steffi Graf, która potrafiła wygrać wszystkie wielkoszlemowe zmagania i zdobyć medal olimpijski w jednym roku (było to w 1988r.). Oprócz Sztefki, taki wynik uzyskali dwaj mężczyźni: Andre Agassi i Rafael Nadal, ale oni skompletowali ten sukces w przeciągu całej swojej kariery, nie w jednym roku. Serena Williams miała szansę dołączyć do tego zacnego grona, wystarczyło wygrać w finale z Marią Szarapową. Przypomnę, że cesarzowa Serenka jest zdobywczynią niekalendarzowego wielkiego szlema (Roland Garros 2002 – Australian Open 2003), który jest nazywany „Serena slam” (szlem Sereny).
Zawodniczki pokonane przez Williams w trakcie turnieju: Jelena Jankovic, Urszula Radwańska, Wiera Zwonariowa (13), Caroline Wozniacki (8), Wiktoria Azarenka (1).
Wcześniejsze rezultaty na igrzyskach: ćwierćfinał (Pekin 2008)

Maria Szarapowa nie miała do finału tak łatwej drogi, jak jej rywalka. Pokonała po drodze Izraelkę, Brytyjkę, Niemkę, Belgijkę i swoją rodaczkę. Rosjanka w ciągu turnieju turnieju straciła jednego seta, w trzeciej rundzie z Sabine Lisicki, której się zrewanżowała za porażkę w IV rundzie Wimbledonu. W porównaniu do Sereny, nie miała aż tylu utytułowanych rywalek na tegorocznych igrzyskach. Jedyną bardzo wymagającą rywalką dla Szarej była eks-liderka światowego rankingu i czterokrotna triumfatorka turniejów wielkoszlemowych, Kim Clijsters. Jednak Marysia pokonała w dwóch setach Belgijkę, która niebawem zakończy karierę. Wygrana w finale nad Sereną Williams, mogła dać rosyjskiej tenisistce karierowego złotego szlema. Czyli stawka tego meczu była naprawdę wysoka, gdyż obie zawodniczki miały szansę na przypieczętowanie swoich zwycięstw wielkoszlemowych złotym medalem olimpijskim. Jednak wrzeszcząca Maria nie była faworytką w finale. Co prawda jest wyżej w rankingu, ale on nic nie znaczy. Poza tym, Serena w półfinale skompromitowała inną jęczącą tenisistkę, Wiktorię Azarenkę. Zobaczymy, czy Marysi uda się przeciwstawić swojej wielkiej rywalce.
Zawodniczki pokonane przez Szarapową w trakcie turnieju: Shahar Peer, Laura Robson, Sabine Lisicki (15), Kim Clijsters, Maria Kirilenko (14).
Wcześniejsze rezultaty na igrzyskach: I tu będzie surprise! Maria Szarapowa jest debiutantką na igrzyskach.

Przejdźmy do meczu, który był przerażająco jednostronny. No dobra, podobał mi się ten mecz, nie przerażał, ponieważ kibicuję Serence, ale doceńcie to, że chociaż starałem się być obiektywny. xD Pierwszy set był masakryczny dla Szarapowej. Williamsówna dominowała nad wąsem w każdym elemencie. Świetnie serwowała, co dało liczbę 10 asów i tylko 2 podwójne błędy. Porównanie kończących uderzeń do niewymuszonych błędów wypada fantastycznie dla Amerykanki (24:7). W całym spotkaniu, przełamała swoją przeciwniczkę aż pięciokrotnie. Marysia miała dwa break-pointy, ale Serena nie była tak łaskawa, żeby oddać rywalce swoje podanie. W całym meczu Rosjanka pomyliła się 10 razy przy zaledwie sześciu piłkach skończonych bezpośrednie. Zanotowała też jednego asa i aż 5 podwójnych błędów. Wystarczyło to na ugranie jednego gema. Dlaczego Szarapowa nie potrafiła nawiązać walki z Williams? Bo Serena jest zajebista! A tak nieco poważniej – rosyjskiej tenisistce z Florydy przeszkadzał silnie wiejący wiatr. Nie potrafiła się przyzwyczaić do tych utrudnień atmosferycznych (zawodniczce z tak wysokim wyrzutem piłki przy serwisie, przy takim wietrze naprawdę trudno dobrze serwować) i dlatego przegrała tak wysoko. Tym samym, złotego karierowego szlema zdobyła Serena Williams i dołączyła do tego zaszczytnego grona jako czwarta tenisistka w historii, po Steffi Graf, Andre Agassim i Rafie Nadalu. Wynik: 6:0 6:1 – Serena Williams

Pora na panów.
Andy Murray był jedyną nadzieją Brytyjczyków na medal w tenisie ziemnym (bo nie oszukujmy się, jego rodaczki, Baltacha, Robson, Keothavong i Watson nie miały szans). W pięknym stylu dotarł do finału, pokonując Szwajcara, Fina, Cypryjczyka, Hiszpana i Serba. W finale czekał na niego rodak rywala z pierwszej rundy, Roger Federer. Przez cały turniej, Andy stracił zaledwie jednego seta, w trzeciej rundzie z Bagdatisem. Pokonał bez problemów wysoko rozstawionego ciułacza Almagro w ćwierćfinale, a w półfinale wyszedł zwycięsko z pojedynku z niedawnym liderem, Novakiem Djokovicem. Szkot nie wygrał jeszcze żadnego turnieju wielkoszlemowego, ale zdobycie złota na igrzyskach byłoby dobrą prognozą na przyszłość, na następne wielkie szlemy. Nie ukrywam, że Andy był moim faworytem do złota, w końcu to mój ukochany zawodnik. Nie był faworytem w finale, ale ja w niego wierzyłem. Nie tylko dlatego, że jest moim ulubieńcem. Andy przez cały turniej spisywał się fenomenalnie. Należy mu się złoto.
Zawodnicy pokonani przez Murraya w trakcie turnieju: Stanislas Wawrinka, Jarkko Nieminen, Marcos Baghdatis, Nicolas Almagro (11), Novak Djokovic (2).
Wcześniejsze rezultaty na igrzyskach: pierwsza runda (Pekin 2008)


Roger Federer przypomniał sobie na starość, że igrzyska coś znaczą. W drodze do finału pokonał Kolumbijczyka, Francuza, reprezentanta Uzbekistanu (wybrnąłem! xD), Amerykanina i Argentyńczyka. Roger spisywał się dużo gorzej niż Andy, pierwszego seta stracił już w pierwszej rundzie, w meczu z Fallą, który nie sika przed Federerem ze strachu (w Wimbledonie 2010 był bardzo bliski pokonania „maestro”). Potem jakoś się przewalał przez następne rundy (jeden łatwy mecz w drugim meczu, z Benneteau). W półfinale doszło do „hitu” z Juanem Martinem Del Potro, gdzie w decydującym secie tenisiści rozegrali 36 gemów. Pominę już to, że Delpo grał zdecydowanie lepiej, Szwajcar dużo psuł i wyratował się serwisem. W finale z Andy’m był faworytem, ale według mnie tylko na papierze. W dużo lepszej formie jest Murray. Roger Federer walczył o skompletowania złotego karierowego szlema, tak jak Serena i Maria. Jest to jeden z wyników, w którym nie przebił swojego największego rywala, Rafaela Nadala. Do tej pory, w singlu nie zdobył medalu olimpijskiego, w deblu ma złoto w parze ze swoim reprezentacyjnym ziomem, Wawrinką.
Zawodnicy pokonani przez Federera w trakcie turnieju: Alejandro Falla, Julien Benneteau, Denis Istomin, John Isner (10), Juan Martin Del Potro (8)
Wcześniejsze rezultaty na igrzyskach: półfinał (Sydney 2000), druga runda (Ateny 2004), ćwierćfinał (Pekin 2008)

Opisanie tego meczu będzie dla mnie wielką przyjemnością! Choć nie ukrywam, że miałem obawy, bardzo się stresowałem, że Andy nie da rady. Widocznie, jego stres przeszedł na mnie, bo Szkot nie wypalił się psychicznie. Murray grał wspaniale, od początku do końca kontrolował sytuację. Świetne wypadał w wymianach, gdzie zmęczył starszego pana, który do tego miał ten półfinałowy maraton w nogach. Andrew rozprowadzał swojego rywala po korcie, zaskakiwał go swoimi zagraniami, zmuszał do błędów, a często nawet nie musiał tego robić, bo Roger był wyjątkowy uprzejmy i dużo punktów sprezentował. Serwis też nie funkcjonował Szwajcarowi tak, jak powinien. 9 asów to za mało. Do tego ujemny bilans winnerów do niewymuszonych błędów (24:31). Andy zanotował 5 asów, 27 kończących uderzeń, a pomylił się tylko 17 razy. Pierwsze dwa sety były prawie całkowicie jednostronne. W trzeciej partii było nieco bardziej wyrównanie, ale reprezentant gospodarzy cały czas kontrolował sytuację. Komentatorzy byli zdziwieni, wręcz nie chcieli uwierzyć w taki przebieg meczu, ale jednak – ANDY MURRAY WYGRAŁ! Udowodnił, że nie jest „chłopcem do bicia w finale”, wytrzymał presję i wygrał. Myślę za to, że stresowi uległ Roger, który chciał za wszelką cenę dorównać swojemu największemu rywalowi, Nadalowi, który wygrał na poprzednich igrzyskach (nie bronił tytułu z powodu kontuzji). Wcześniej mu jakoś nie zależało na igrzyskach olimpijskich. Do tego perspektywa przejścia do historii, bycia piątym tenisistą, który wygrał cztery turnieje wielkoszlemowe i zdobył złoto na igrzyskach. To za dużo dla Rogera Federera. Wynik: 6:2 6:1 6:4 – Andy Murray

Medaliści gry pojedynczej mężczyzn:

Złoto – Andy Murray
Srebro – Roger Federer
Brąz – Juan Martin Del Potro
Medalistki gry pojedynczej kobiet:

Złoto – Serena Williams
Srebro – Maria Szarapowa
Brąz – Wiktoria Azarenka
Medaliści gry podwójnej mężczyzn:

Złoto – Bob & Mike Bryan
Srebro – Michael Llodra & Jo Wilfried Tsonga
Brąz – Julien Benneteau & Richard Gasquet
Medalistki gry podwójnej kobiet:

Złoto – Serena & Venus Williams
Srebro – Lucie Hradecka & Andrea Hlavackova
Brąz – Maria Kirilenko & Nadia Pietrowa
Medaliści gry mieszanej:

Złoto – Wiktoria Azarenka & Maks Mirny
Srebro – Laura Robson & Andy Murray
Brąz – Lisa Raymond & Mike Bryan

 

To tyle. Tenis ziemny żegna Olimpiadę i „cudowne” korty Wimbledonu. Przenosimy się za ocean!

Mecze o brązowy medal na IO w Londynie

Nie będę ukrywał, że spotkania o trzecie miejsce na igrzyskach olimpijskich, nie wywołały u mnie zbyt wielkiego zainteresowania. Śledziłem jakoś tam mecze, ale żadnego nawet nie obejrzałem – rozkoszowałem się finałami debla. Dlatego ten post będzie czysto informacyjny, podam statystyki i spróbuję wywnioskować, jak mniej więcej wyglądał przebieg danego spotkania.

Ponoć kobiety mają pierwszeństwo, a ponieważ jestem dżentelmenem, dlatego zacznę od płci pięknej (choć jak patrzę na Azarenkę, to nie wiem, czy ta płeć jest taka piękna). Dwiema przegranymi zawodniczkami w półfinale pań były liderka rankingu, Wiktoria Azarenka, która posikała się i skompromitowała przed jedyną, cudowną, niezastąpioną cesarzową Sereną Williams i największa sensacja turnieju, Maria Kirilenko, która musiała uznać wyższość swojej brzydszej i wąsatej imienniczce Szarapowej. Faworytką do zdobycia brązowego krążka był Azar, ale nie ukrywam, że liczyłem na kolejną niespodziankę ze strony pięknej Marii. Niestety tak się nie stało. Białoruska tenisistka zwyciężyła po dwusetowym pojedynku, ale obie partie były dość zacięte, czyli Rosjanka potrafiła nawiązać wyrównaną walkę z wyjącą przeciwniczką. Patrząc na statystyki, śmiem twierdzić, że spotkanie nie stało na zbyt wysokim poziomie. Obie panie popełniły sporą liczbę niewymuszonych błędów, a mecz wygrała ta, która zanotowała mniej pomyłek. Czyli brązowy medal zawiśnie na szyi Wiktorii Azarenki. Bez komentarza.
Wynik: 6:3 6:4 – Wiktoria Azarenka

Nadeszła pora na panów. Nawet nie będę ukrywał, że wynik końcowy mnie zaszokował. Myślałem, że Delpo nie ma żadnych szans z Djokovicem, zwłaszcza po tym wyczerpującym półfinale z Federerem, gdzie przegrał, bo nie wytrzymał fizycznie. A miał tylko jeden dzień na odpoczynek. Novak miał tyle samo czasu na regenerację i do tego miał o wiele mniej sił do odzyskania, ponieważ przegrał w półfinale po dwusetowym pojedynku. Nie obejrzałem tego meczu, wybrałem finał debla pań, poza tym myślałem sobie „e tam, i tak Nole ma brąz”. A tu taki zonk. Juan Martin Del Potro wygrał z Novakiem Djokovicem w spotkaniu o trzecie miejsce i zdobył brązowy medal! Serb przegrał podobnie jak w półfinale z Murrayem – po dwóch setach, ale zaciętych. W statystykach Djoko wypada lepiej od Argentyńczyka. Zanotował 10 asów (przy 5 Juana), miał o 7 więcej kończących uderzeń od Delpa (28:21) i tylko o dwa błędy więcej (21:19). Nasuwa się więc pytanie: dlaczego Novak przegrał? Myślę, że nie wytrzymał presji, obciążenia psychicznego. Nie będę pisał o „klątwie chorążego”, bo to głupota i nie warto na to zwracać uwagi. Mam wrażenie, że Djokovic, tak jak i Rafael Nadal, płaci cenę za znakomity poprzedni sezon. Hiszpan ma problemy fizyczne (te przeklęte kolana!), a Nole nie radzi sobie psychicznie. Serbowi nie pomagają „fani”, którzy cały czas wywierają na nim jeszcze większy nacisk komentarzami w stylu „MUSISZ WYGRAĆ!” itd, itp. Abstrahując od tego, gratuluję Juanowi Martinowi brązowego medalu, zasłużył po tej męczarni w półfinale z Federerem, gdzie zagrał wspaniale. Wynik: 7:5 6:4 – Juan Martin Del Potro
Jestem zawiedziony powyższymi wynikami. Zwłaszcza tym u pań. Liczyłem na kolejną sensację ze strony Marii, której tej medal się należał. Na pocieszenie zdobyła przynajmniej brąz w deblu, w parze z Pietrową. Za to u panów kibicowałem faworytowi, a doszło do niespodziewanego rezultatu. Nie lubię tak mówić, ale mimo wszystko to powiem – ŻAL.

Popatrzcie na to, jak na baczność stoi Azar. Pewnie dla swojego wodza, Łukaszenki.