To my.

Ja Łosiu i mój przyjaciel Armando nigdy nie widzieliśmy się na żywo, jednak czujemy ze sobą dużą więź, ponieważ łączy nas wspólna pasja – tenis.

Łosiu Łoś interesuje się tenisem już prawie 14 lat dzięki przyjemności swojej mamy, która nakazała jej oglądać mecz Andre Agassiego i mu kibicować. Dzieciakowi tak się to spodobało, że zaczęła na bieżąco oglądać kolejne starcia tenisistów (a Andre Agassi stał się ulubieńcem, później dołączyli do tego zaszczytnego grona Gustavo Kuerten, Lleyton Hewitt, Marat Safin i Andy Roddick). Dodatkowo w tamtym czasie Łosiu Łoś ze swoim tenisowym guru (czyli mamą) zaczęły prowadzić zeszyt z wynikami meczów. Teraz to pewnie dziwi, ale w momencie kiedy zaczęły ten trwający do dziś rytuał, nie miały w domu Internetu, a wyniki wpisywały oglądając mecz, jeżeli nie było możliwości zobaczyć pojedynku (szkoła, praca), trzeba było korzystać z pomocy telegazety. W każdym razie zeszyty z wynikami są obecne w ich życiu do dziś, choć teraz w erze Internetu wydaje się to być stratą czasu, jednak przysięgam, że wertując starsze wyniki człowiek przypomina sobie wiele ciekawych zdarzeń i z kortu i sprzed telewizora, które miały miejsce w tamtym czasie. Od momentu zainteresowania się tenisem przez Łosiu Łosia minęło dużo czasu i wiele się zmieniło. Większość ulubieńców z początku interesowania się tenisem odeszło na emeryturę, ale doszli też nowi ulubieńcy. W 2005 roku Roland Garros wygrał ktoś młody i energiczny, kto jednak nie przypadł do gustu współautorce bloga. Dopiero rok później doceniła potencjał Rafaela Nadala, który automatycznie wszedł do grona jej ulubieńców. Łosiu Łoś docenia również pięknych graczy pokroju Jeremy’ego Chardy’ego i Pablo Andujara.

Chcesz wiedzieć więcej o Los? KLIK, KLIK, KLIK, KLIK.

Armando nie zmarnował jeszcze w życiu tyle czasu na tenis, co jego blogowa wspólniczka, jednak to go w niczym nie skreśla, bo jest niesamowitym ekspertem w tym sporcie. W szczególności ogromne wrażenie robi jego znajomość tematu WTA. Nie dość, że kobiecy tenis nie ma przed nim tajemnic, to dodatkowo godny pochwały jest fakt, że Armando ma tyle cierpliwości, żeby owe rozgrywki w wykonaniu pań oglądać! Męska część Tenisowej Nerwicy, która zajmuje się głównie kobiecą stroną opisywanego tutaj sportu, jest wielkim sympatykiem „swojej żony” Caroline Wozniacki, którą zwykło się nazywać „Dunką polskiego pochodzenia”. Armando wielbi również jedną z najwspanialszych tenisistek jakie grały w tym sporcie – Martinę Hingis (Łosiu Łoś również się pod nią podpisuje!). Dodatkowo współautor bloga ceni sobie cesarzową Serenę Williams, której jeszcze do niedawna nie lubił, jednak razem ze swoją wspólniczką poszedł po rozum do głowy i teraz złego słowa na nią nie powiedzą. Armando ma wielką manię nazywania swoich postów określeniem „grafomania”, ale my wszyscy wiemy, że to nieprawda, bo tchnie z nich profesjonalne podejście do tematu. W wolnych chwilach grywa w brutalne gry komputerowe pokroju GTA.

Chcesz wiedzieć więcej o Armandzie? KLIK i KLIK.

Oboje wierzymy, że nasze kontrowersyjne opinie i zupełnie inne podejście do tenisa spodobają się jak największej ilości odbiorców! JESTEŚMY TUTAJ, BY KRZEWIĆ MIŁOŚĆ DO NAS!

Brak komentarzy.

Brak trackbacków.