blabla

Narodziny gwiazdy (?)

Tegoroczny turniej BNP Paribas Masters, rozgrywany w Paryżu na kortach twardych w hali Bercy układa się niezwykle szczęśliwie, patrząc ze strony polskich interesów (chociaż gospodarze też nie mają na co narzekać, dwóch ich reprezentantów jest w półfinale). Otóż nasz polski grajek, 69. rakieta świata, Jerzy Janowicz, idzie jak burza przez turniej, eliminując kolejnych, wyżej klasyfikowanych tenisistów i awansował do półfinału! Oczywiście nasze kochane media nie byłyby sobą, gdyby nie nadmuchały całej sprawy, wywierając przy okazji niepotrzebną presję na Jerzyku. Nie muszę dodawać, że gdyby nie ten sukces, to nadal mieliby w dupie tak utalentowanego i dobrze zapowiadającego się zawodnika. Ja doskonale wiem o talencie Janowicza i to nie od dziś, jednak postanowiłem wpasować się w tendencję i napisać co nieco o „Dżerym” (takie pseudo ode mnie dla Jurka :3), przybliżyć Wam jego sylwetkę. No to jedziemy!

Jerzy Janowicz urodził się 13 listopada 1990r. (pamiętajmy, że niedługo ma urodziny!) w Łodzi. Pochodzi z usportowionej rodziny, jego rodzice byli siatkarzami. Treningi tenisowe rozpoczął w wieku 5 lat, czyli można powiedzieć, że wpisuje się w schemat typowego tenisisty (większość zaczyna treningi mniej więcej w wieku 5-6 lat). A co wyróżnia Jerzego od innych tenisistów? Przede wszystkim wzrost. Łodzianin mierzy aż 203 cm! Dodam jeszcze, że jest tenisistą praworęcznym z oburęcznym backhandem (lub jak to mówią niektórzy komentatorzy: BEKENDEM). Jego największymi sukcesami juniorskimi jest finał US Open 2007. W tym samym roku otrzymał status profesjonalny. Rok później dotarł jeszcze do ćwierćfinału Australian Open oraz do finału Roland Garros (obraźliwie nazywanym „French Open”). Również w 2008 roku rozwinęła się jego kariera seniorska, wygrał 3 turnieje ITF, Futuresy, w tym dwa w Polsce (Wrocław i Olsztyn, w obu w finale pokonał Marcina Gawrona). Potem jakoś się tam przewalał przez te mniej znaczące rozgrywki. W 2010 po raz pierwszy zwyciężył w Challengerze – w Saint Remy (jak się niedługo potem okaże, francuskie korty będą dla niego bardzo szczęśliwe) i tenże sezon skończył na 161 pozycji. Rok 2011 poszedł mu trochę gorzej, nie licząc finału w Poznaniu. Nie zdołał się zakwalifikować do żadnego turnieju wielkoszlemowego – na Wimbledonie przegrał w trzeciej rundzie eliminacji, w pozostałych odpadał już na starcie. Przełom nastąpił w tym roku. Jerzy swoją zwycięską passę rozpoczął w maju od wygranej w dużym challengerze w Rzymie. Tam w finale pokonał nie byle kogo – zawodnika pierwszej setki rankingu, Gillesa Mullera. Następnie był bardzo blisko debiutu w Wielkim Szlemie – na Roland Garros przegrał w finale eliminacji po zaciętym spotkaniu z Igorem Sijslingiem. Co się nie udało we Francji, to udało się w Anglii – na Wimbledonie Jerzykowi udało się przejść przez kwalifikacje. Debiut w Wielkim Szlemie Dżery miał genialny – najpierw pokonał Simone Bolleliego, a potem Ernesta Gulbisa. Polaka zatrzymał dopiero Florian Mayer, pomimo piłek meczowych dla naszego krajana. Znowu wszystko przez Niemców! Po Wimbledonie Jerzy zdobył kolejne dwa tytułu – w challengerach w Scheveningen i Poznaniu. Potem nastąpiła drobna wpadka – w pierwszej rundzie US Open Janowicz odpadł z niejakim Dennisem Novikovem, zawodnik wtedy klasyfikowanym o tysiąc miejsc niżej. Oczywiście po tym meczu większość mediów w dziwny sposób przestała dostrzegać zalety Jurka i zaczęła wytykać mu wady. No cóż, to cecha większości Polaków… Ale Tenisowa Nerwica ma nosa i dobrze wiedziała, że to jednorazowa wpadka oraz że jeszcze zaskoczy. I się nie pomyliliśmy. Na turnieju ATP w Moskwie Łodzianin zaszedł do cwierćfinału, pokonując Benjamina Beckera i Carlosa Berlocqa, a przegrywając z Thomazem Belluccim (znanym z tego, że przerąbał prowadzenie 4:0 z Nadalem w pierwszej rundzie Wimbledonu). Następnym turniejem Jerzego jest ten obecnie rozgrywany w Paryżu. Polak był zmuszony rozpoczynać go od kwalifikacji. Tam bez straty seta pokonał Dmitrija Tursunova i Florenta Serrę. Podczas dolosowywania zwycięzców eliminacji, Jurek miał pecha – trafił na Philippa Kohlschreibera. Jednak Janowicz nie przejął się niełatwym losowaniem – pokonał Niemca, a w kolejnej rundzie pomachał na do widzenia Marinowi Cilicowi. Największą sensację sprawił w trzeciej rundzie. Wywalił z hali Bercy mojego ukochanego, Andy’ego Murraya, po obronie meczbola. Na tym nie koniec. W ćwierćfinale wygrał z Janko Tipsarevicem po kreczu Serba w decydującej partii. Jak sobie poradzi z Gillem Simonem? Zobaczymy to już jutro! 

Zauważyłem jednak pewne ciekawe zjawisko – nagle wielkim fanem tenisa Jerzego Janowicza stał się wielki ekspert od dzieł sztuki, Wojciech Fibak. Jest to naprawdę bardzo interesujące, bo wcześniej nie powiedział niczego o Jurku, jego potencjale i umiejętnościach, tylko rozpływał się nad „inteligentnym stylem gry” Radwy. Skoro tak uwielbią „mądrą grę” Agnieszki, to ja się pytam, co się panu podoba w siłowym tenisie Janowicza, opartym przede wszystkim na serwisie? Ja oczywiście nic nie mam do Jerzego, jest to mój ulubiony polski tenisista. Cenię go za ambicję, waleczność, upór i wydaje mi się, że on jest takim mega luzakiem. xD Bardzo lubię też jego charakter – bywa trochę narwany, ale przynajmniej nie jest bezbarwny. Do tego, jak na wysokiego zawodnika, całkiem nieźle się porusza po korcie, nie jest wielkim betonowym klocem jak Karlovic czy Isner. Co do tytułu posta – napisałem go trochę przewrotnie. Jerzy od dawna jest bardzo obiecującym tenisistą, jego talent narodził się w 1990r. a nie w 2012 na turnieju w Paryżu. Myślę, że Jurek ma szansę stać się pierwszym wielkoszlemowym zwycięzcą z kraju nad Wisłą. I piszę to już dziś! Powodzenia Jurek, zarówno w Paryżu jak i w całej karierze! Tenisowa Nerwica w Ciebie wierzy i trzyma za Ciebie kciuki!


30 Days of Tennis Challenge by Armando cz. 2/2

Witam ponownie! Zaczynamy drugą część mojego tenisowego „czelendża”.
16. Most attractive men’s player
No, widzę, że początek będzie z grubej rury. xD Chyba nie wypada mi odpowiadać na to pytanie. Zostawię pole do popisu mojej wspólniczce, no i nie będę sobie robił konkurencji.
17. Favourite women’s tennis outfit

Mówiłem to setki razy, ale powtórzę to i tym razem – uwielbiam ludzi kontrowersyjnych (w końcu sami tacy jesteśmy), a Bethanie Mattek-Sands do nich należy. Uwielbiam jej styl, władze WTA niekoniecznie (na Us Open 2005 dostała karę grzywny za grę w kowbojskim kapeluszu), ale Beth ma gdzieś reguły i bardzo dobrze. Lubię oglądać jej spotkania, zwłaszcza deblowe i mikstowe, w których radzi sobie znakomicie (szkoda, że w singlu jest nieco gorzej), a na korcie zawsze się wyróżnia, np. zakładając getry.
18. Favourite men’s tennis outfit
Nikt. Faceci są nudni jak flaki z olejem, ubierają się na korcie zwyczajne i żadnego styl mi się nie podoba. Wśród mężczyzn nie ma takich osobowości jak Bethanie, a szkoda, bo byłoby ciekawie.
19. Which men’s and women’s player was world no. 1 on the day you were born

Haha, co za zbieg okoliczności, w dniu moich urodzin liderem męskiego rankingu był Andre Agassi, a kobiecego Sztefka Graf. A jak wszyscy zapewne wiedzą – Ci państwo są teraz małżeństwem.
20. Favourite men’s slam champion

Z wielką chęcią opisałbym tutaj Andy’ego Murraya, ale niestety, nie mogę tego jeszcze zrobić (ale na pewno kiedyś będę mógł!). Ale za to inny mój ulubieniec (którego nie darzę aż taką miłością jak Andrew, ale zawsze coś) wygrał aż 5 turniejów wielkoszlemowych. Oto Novak Djokovic, zwany po prostu „Nole”. Urodził się 22 maja 1987r. w Belgradzie. Treningi tenisowe rozpoczął w wieku czterech lat. Tak jak wspominałem, wygrywał pięciokrotnie w turnieju Wielkego Szlema – trzykrotnie w Australian Open (2008, 2011-2012), wygrał jeszcze w 2011 roku Wimbledon i Us Open. Był jeszcze w finale turnieju im. Rolanda Garrosa w tym roku, ale przed zdobyciem karierowego szlema powstrzymał go Rafael Nadal. Nole obecnie mieszka w Monte Carlo, gdzie jego sąsiadką jest min. Caro. :3
21. Favourite women’s slam champion

Kim Clijsters urodziła się 8 czerwca 1983r. W przeciągu swojej kariery 4 razy triumfowała w turnieju wielkoszlemowym. Zanim jednak to się stało, Kim przez długi czas nie mogła wygrać zawodów tej rangi (pierwsze cztery finały przegrane – Andy Murray niedawno przegrał swój czwarty finał wielkoszlemowy – oby kolejne wygrał, jak Kim). Belgijka została liderką rankingu WTA jeszcze przed zwycięstwem w Wielkim Szlemie (tak jak Caro – kolejny zbieg okoliczności). Ostatecznie jednak udało jej się zwyciężyć w Us Open 2005, pokonując w finale Mary Pierce. W 2007 roku Clijsters była zmuszona przerwać swoją karierę z powodu ciąży (i tu się pojawia następny zbieg okoliczności – ostatni występ zaliczyła w turnieju na kortach Warszawianki), jednak powróciła w 2009r. i w swoim trzecim turnieju po powrocie, wygrała. Był to Us Open 2009. Tym samym, Kim zaliczyła największy comeback w historii nie tylko tenisa, ale całego sportu. Rok później obroniła tytuł z Nowego Jorku, a na początku roku 2011 wygrała w Australian Open. Niestety, potem pojawiły się kontuzje i belgijska tenisistka nie mogła pokazywać swojego potencjału. Odpowiedź na te pytanie zakończę smutną informacją – Kim Clijsters skończy w tym sezonie karierę. Jej ostatnim turniejem będzie Us Open, czyli te zmagania, które dały jej najwięcej sukcesów. Tenisowa Nerwica o Tobie nie zapomni, Kim!
22. Favourite umpire
LOL, żaden. A na pewno nie duet Kader Nouni & Eva Asderaki. Oni szczególnie zasługują na to, żeby „wepchnąć im te piłkę o gardła”.
23. Favourite mixed doubles team

Przed chwilą wspominana Kim Clijsters oraz Lleyton Hewitt. Ich największym sukcesem mikstowym jest finał Wimbledonu 2000. Łączyła ich nie tylko wspólna gra – byli również parą w życiu prywatnym. I tu się nasuwa pytanie: DLACZEGO ONI SIĘ ROZSTALI?! Byli piękną parą. <chlip> Na koniec do tego pytania powiem o moim mikście marzeń (na dobra, po prostu chce mieć pretekst, żeby wrzucić wspólną fotkę moich faworytów xD).

24. Favourite tennis couple
Wspominałem o niej już w poprzednim pytaniu, więc pomijam.
25. Favourite tennis wag

Brooklyn Decker, żona Andy’ego Roddicka. Chyba nic więcej nie muszę mówić.
26. A match that makes you happy
Mecz Caroline Wozniacki z Sereną Williams w ćwierćfinale turnieju w Miami w tym roku. Abstrahując od samego spotkania, które było świetne, bardziej interesuje mnie tu wynik. Otóż Caro zwycięstwem nad młodszą z sióstr Williams udowodniła, że potrafi wygrywać z najlepszymi, przedtem, kiedy przewodniczyła w rankingu mówiono, że nie zasługuje na pierwsze miejsce, bo ani razu nie pokonała Venus ani Sereny. <facepalm> Wraz ze zwycięstwem w ćwierćfinale w Miami (wynik: 6:4 6:4), ten mit mógł zniknąć. :3
27. A match that makes you sad

Finał Wimbledonu 2012 między Andy’m Murrayem a Rogerem Federerem. To spotkanie pokazało, jaką niesprawiedliwą dyscypliną sportową jest tenis. Niestety, w tym meczu nie zwyciężył lepszy. Zamiast talentu wygrał zwykły wyrobnik, który przez cały turniej męczył się z dużo słabszymi od siebie zawodnikami. Oczywiście najbardziej pokrzywdzony jest Andrew – szkoda mi chłopa, jest cholernie zdolny i utalentowany, a mimo to, ciągle nie może zdobyć tego upragnionego wielkoszlemowego triumfu. Jak wyglądał ten mecz? W największym skrócie – Andy grał super, kreował grę, za to Roger robił za statystę. Teraz się pewnie nasuwa Wam pytanie: to jakim cudem wygrał? Dobre pytanie. Sam nie wiem. Szkot grał lepiej, dużo lepiej. Statystyki tylko potwierdzają moje słowa (wiem, że nie należy się kierować statystykami, ale tym razem tak robię, bo one odzwierciedlają moje słowa). Był to pierwszy mecz, po którym się po prostu popłakałem. Nie wytrzymałem ciśnienia, tak jak Andy, który też uronił łzy (tak jak jego mama i dziewczyna). Był to strasznie rozczulający widok, żal było patrzeć, można było tylko współczuć Murrayowi. Wkurzyło mnie za to zachowanie Federera, nie mogłem patrzeć na jego bezczelny uśmieszek. Wyglądało to tak, jakby nie uszanował swojego przeciwnika i nie ukrywam, że straciłem do niego szacunek po tym finale. A za Andy’ego trzymam kciuki, żeby wygrał szlema – po prostu mu się to należy.
28. The Grand Slam you would most like to go to
Na wszystkie! Wszędzie warto się polansować! xD A tak trochę bardziej na poważnie – na Australian Open. Z powodu atmosfery, jaka tam jest, o której wspominałem w części pierwszej.
29. What’s your favourite tennis surface
Bardzo lubię mecze na trawie, pomimo że nie znoszę Wimbledonu i oficjalnie go hejtuję. Tam są bardzo ciekawe mecze, gdzie zawodnicy często grają przy siatce, a ja lubię oglądać grę na małe pola. Lubię też korty twarde, moi ulubieńcy osiągają na nich najlepsze wyniki.
30. Post your fave tennis related gif or picture
Dam nawet dwa:


No i to tyle. Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca. Jeśli tak – jestem z Was dumny! Ciao!

30 Days of Tennis Challenge by Armando cz. 1/2

Witam! (hmm, zaczynam trochę w stylu Niekrytego Krytyka, ale trudno) Dzisiaj odpowiem na 30 tenisowych pytań. Chcę, za pomocą tego posta zobrazować Wam moje tenisowe upodobania, kogo lubię z tego światka, kogo nie. Oczywiście nie będę się opier… lenił przez 30 dni i odpowiem na wszystkie pytania naraz. Bez zbędnego gadania, zaczynamy!
1. Favourite men’s player

Jest nim ten pan na zdjęciu. Andy Murray urodził się 15 maja 1987r. w Dunblane. Andrew jest synem trenerki tenisowej, w wieku 3 lat rozpoczął treningi i już w okresie juniorskim wyróżniał się tym, czego brakuje nawet wielkim mistrzom - czystym talentem do tenisa (po prostu nie jest wyrobnikiem, jak to niektórych określa moja wspólniczka). W końcu nie bez powodu jest nazywany „nadzieją brytyjskiego tenisa”. Jednak Andy’emu brakuje jednego – wielkoszlemowego triumfu. Czterokrotnie występował w finale takiej imprezy (Us Open 2008, Australian Open 2010 i 2011 oraz Wimbledon 2012 – po tej porażce płakałem razem z nim), ale niestety nie udało mu się jeszcze zwyciężyć. Tym samym, wielu komentatorów, „ekspertów” i dziennikarzy go lekceważy, jeden nawet ośmielił się nazwać Murraya „chamem” i „maminsynkiem”. Ja jednak darzę Andy’ego wielką sympatią, sentymentem (był pierwszym tenisistą, którego polubiłem), żeby nie powiedzieć miłością i wierzę, że wygra wszystko, co tylko można wygrać. Go Andy!
2. Favourite women’s player

Oto Caro! Caroline Wozniacki urodziła się 11 lipca 1990r. w Odense. Reprezentuje Danię, ale jej rodzice są Polakami, sama Caro świetnie mówi po Polsku (dowodem na to jest video z ceremonii po finale Us Open 2009). Pochodzi ze sportowej rodziny – mama była siatkarką, a ojciec (tak jak teraz jej brat) piłkarzem. Największym sukcesem w karierze Dunki jest wspomniany przed chwilą finał amerykańskiego wielkiego szlema. Podobnie jak Andy, nie jest ulubienicą mediów, gdyż nie wygrała turnieju wielkoszlemowego, a pomimo to została liderką światowego rankingu. Do tego zarzuca jej się, że jest „ciułaczką” (czyt. zdobywa punkty do rankingu, wygrywając małe turnieje). Ale ja i tak ją kocham, jestem jej największym fanem i mam nadzieję, że rzuci sroriego (ofc: Rory McIllroy, jakiś golfista, niewarty uwagi typ). No i nie muszę pisać/mówić, że te oskarżenia są bzdurne.

3. Favourite doubles team


Martina Hingis i Anna Kournikova razem, według mnie, stworzyły najlepszy debel w historii. Zawodniczki rozpoczęły ze sobą współpracę w roku 1999. Szwajcarka już wtedy była niezwykle utytułowaną deblistką, rok wcześniej zdobyła klasycznego szlema w grze podwójnej (czyli wygrała cztery turnieje wielkoszlemowe w jednym roku), natomiast Rosjanka miała na koncie zaledwie jeden triumf (zdobyła go w nierozgrywanych już zawodach w Tokio, partnerując Monice Seles). Razem wygrały 11 turniejów, w tym dwa wielkoszlemowe (Australian Open 1999 i 2002) oraz dwukrotnie triumfowały w turnieju mistrzyń (lata 1999-2000). Oprócz tych zwycięstw, łączy je jeszcze jedno – kontrowersyjność. Martina niejednokrotnie wywoływała sensacje swoimi wypowiedziami (Amelie Mauresmo nazwała „półfacetem”, o Janie Novotnej stwierdziła, że jest „stara i powolna”), a Kuornikova wolała lansować się u boku „boskiego” Enrique Iglesiasa niż skupiać się na tenisie. Uważam, że panie były najciekawszą parą deblową w historii, do tego jestem fanem stylu gry Hingis.
4. Least favourite men’s player
Wreszcie pytanie, w którym nie będę musiał być miły i będę mógł dać upust swojej nienawiści. Pierwszym znienawidzonym przeze mnie tenisistą został Andy Roddick. Irytował mnie swoim zachowaniem, chamstwem, jednak z czasem zacząłem go tolerować i mu odpuściłem. Aktualnie moim numerem 1 na czarnej liście jest David Nalbandian. Chyba nie muszę wyjaśniać dlaczego – incydent z Queen’s Clubu pamięta chyba każdy, do tego jeszcze jego zachowanie podczas Australian Open zasługuje tylko na jeden gest – <facepalm>. Nie przepadam też za dwoma kolegami Rafaela Nadala z reprezentacji – Davidem Ferrerem (który jest wręcz gloryfikowany przez Tenisową Nerwicę – w każdym poście moja wspólniczka o nim wspomina) i Nicolasem Almagro. Powód jest prosty, nie lubię tenisistów, którzy ciułają punkty w małych turniejach. Znalazłoby się jeszcze kilka nazwisk, które powinny się tu znaleźć, ale z dobroci serca odpuszczam.
5. Least favourite women’s player
And the winner is… WIKTORIA AZARENKA! Zwana pieszczotliwie Azarem. Na początku nic nie miałem do Białorusinki, wydawała się być w porządku, ale liderowanie zdecydowanie za bardzo przewróciło jej we łbie. Zaczęła oszukiwać, symulować (pamiętny mecz z Agnieszką Radwańską w Doha w tym roku) i uważać się za wielką gwiazdę – tym samym trafiła na moją zaszczytną listę ludzi, którymi gardzę. Kolejną osobą, za którą nie przepadam (choć nie tak mocno jak za tą przed chwilą wspomnianą panią) jest Marion Bartoli. Francuzka mnie irytuje swoim stylem gry, zachowaniem na korcie, poza tym doskonale pamiętam jej zachowanie z 2009 roku (po poddaniu spotkania nie chciała podać ręki swojej przeciwniczce – dodam jeszcze, że była to jej rodaczka, Virginie Razzano). Ostatnią tenisistką, o której tutaj wspomnę jest Maria Sharapova. Nie przepadam za Marysią z dość prostego powodu – drze mordę. Jej styl gry również mnie nie porywa (takie „łubu-dubu” – to nie dla mnie).
6. Your most memorable match
Ciężko jest wybrać jeden mecz, który szczególnie zapadł mi w pamięci, ale do dziś mam w głowie mecz II rundy Wimbledonu 2011 między Venus Williams a Kimiko Date Krumm. Mecz dwóch „babć” (Amerykanka ma ponad 30 lat, Japonka jest po czterdziestce), które stworzyły świetne widowisko w starym, dobrym stylu, z dużą ilością akcji przy siatce. Do tego obie popełniały niewiele niewymuszonych błędów, a spotkanie było bardzo zacięte. Ostatecznie zwyciężyła starsza z sióstr Williams 6:7(8) 6:3 8:6. Natomiast w tym sezonie meczem, o którym warto tu wspomnieć jest niesamowita, tegoroczna, sześciogodzinna batalia dwóch mistrzów – Novaka i Rafy w finale Australian Open.
7. First player you became a fan of
To pytanie w sumie mogę ominąć, bo już wcześniej wspomniałem, że pierwszym tenisistą, którego polubiłem, jest Andy Murray, a że nie lubię się powtarzać, to po prostu dam Wam jego zdjęcie.

8. Earliest tennis memory
Pamiętam, jak na początku mojej tenisowej pasji załamałem się, bo myślałem, że Caro odpadła z jakiegoś tam turnieju, a to się okazało, że to odpadła Wozniak, a nie Wozniacki. xD
9. Favourite retired men’s player

Kolejny bardzo utalentowany tenisista, którego zatrzymały kontuzje. Marat Safin to rosyjski tenisista, były lider rankingu ATP oraz dwukrotny triumfator wielkoszlemowy (wygrał Us Open 2000 i Australian Open 2005). Na korcie Marat słynął z tego, że rozwalał rakiety (naliczono, że w ciągu całej kariery połamał ponad 700 rakiet). Jego siostrą jest Dinara Safina, była liderka kobiecego rankingu, którą również zniszczyły kontuzje. Safin swoją karierę zakończył 11 listopada 2009 po porażce w II rundzie w turnieju ATP World Masters 1000 z Juanem Martinem Del Potro.
10. Favourite retired women’s player

O niej też już wspominałem. Moją ulubienicą, która niestety już nie gra, jest Martina Hingis, pięciokrotna zwyciężczyni turniejów wielkoszlemowych (o sukcesach deblowych mówiłem wcześniej). Wspominałem o jej kontrowersyjności (oczywiście my jesteśmy bardziej kontrowersyjni, ale doceniamy takich ludzi), dopowiem jeszcze słówko o stylu gry, który mówiąc wprost – był cudowny. Hingis grała piękny, techniczny tenis, dobrze czuła się przy siatce, a jej charakterystycznym był dropshot, którym skracała długie wymiany. Szwajcarka przeszła do historii tenisa w wieku niespełna 17. lat, kiedy wygrała 3 turnieje wielkoszlemowe w jednym sezonie (w Paryżu na turnieje Rolanda Garrosa przegrała w finale). W kolejnych latach udało jej się dwukrotnie obronić tytuł w Melbourne. Hingis karierę zakończyła w 2007r, kiedy wykryto w jej organizmie kokainę.
11. A player that no one would expect you to love

Cesarzowa Serena nie należy do najbardziej lubianych tenisistek w tourze, stąd ludzie mogą być zaskoczeni, że ją uwielbiam. Ale co ja na to poradzę, że Serenka jest super? Można jej nie lubić, ale trzeba przyznać – jest wielką tenisistką, wbrew pozorom jest też bardzo sympatyczna (każdy, kto oglądał finał Wimbledonu widział, z jakim respektem wypowiadała się o Agnieszce Radwańskiej). Podoba mi się w niej też to, że ma szacunek do przeciwnika (po dyskwalifikacji na Us Open 2009, podeszła do swojej przeciwniczki, Kim Clijsters i pogratulowała jej zwycięstwa). Czy to się komuś podoba czy nie – Serena Williams jest najlepszą tenisistką na świecie.
12. A player that you aren’t a fan of but you respect

Przyznam się, że kiedyś nie przepadałem za Nadalem. Jego zachowanie na korcie mnie trochę… przerażało. Do tego nabijałem się z jego wyglądu, czego wstydzę się do dziś. Na szczęście zmądrzałem, przestałem patrzeć na tenisa pod względem estetycznym, a zacząłem oceniać grę, a tenis Nadala jest niesamowity. Mam do niego wielki szacunek, udowodnił, że jest ekspertem nie tylko na nawierzchni ziemnej, zdobył złotego szlema. Szkoda, że nie wystąpi na igrzyskach (miał bronić tytułu) z powodu kontuzji kolana. Zdrowiej, Rafo! Tenisowa Nerwica (zwłaszcza moja wspólniczka) trzyma za Ciebie kciuki!
13. Favourite Grand Slam tournament

Moim ulubionym turniejem wielkoszlemowym jest Australian Open, rozgrywany w styczniu. Uwielbiam klimat australijskich zawodów, australijska publiczność jest świetna (na meczach Polaków często pojawiają się emigranci z Polski), po prostu czuję sympatyczną atmosferę tego turnieju. Nie przeszkadza mi nawet strefa czasowa – z chęcią siedzę po nocy i oglądam mecze.
14. Favourite Non Grand Slam tournament
Ciężko wybrać jeden, bo ich jest mnóstwo, ale spróbuję. Bardzo lubię turnieje na twardej nawierzchni, szczególnie te w Ameryce Północnej. Moim ulubionym jest Rogers Cup (rozgrywany na zmianę w Toronto i Montrealu – panie i panowie co roku „zamieniają się” miejscami). Może to zabrzmi infantylnie, ale lubię te zawody bo moi ulubieńcy osiągają tu dobre rezultaty. xD (Andy, Novak i Caro tu wygrywali, w zeszłym roku Radwa była w półfinale)
15. Most attractive women’s player

Zdecydowanie najfajniejsze pytanie! Oczywiście ciężko jest mi wybrać tylko jedną tenisistkę, jednak to zrobię (mam zamiar w niedługim czasie napisać post, w którym wyróżnię najładniejsze zawodniczki). Jest nią Ana Ivanovic. Serbka nie tylko świetnie gra w tenisa, jest też niezwykle piękna i należy do ulubionych zawodniczek męskiej publiczności. Ja wyjątkiem nie jestem i mi także Ana się bardzo podoba, ale nie jest jedyną ślicznością z kortów.

To tyle! Obiecuję, że następną część postaram się napisać jak najszybciej. Do napisania!

Bitwa sióstr

Dobry wieczór! Skończył się Wimbledon (na szczęście), ale pomysły na nowe posty nigdy się nie skończą. Dzisiaj zajmę się porównaniem dwóch uroczych tenisistek z naszego zad… kraju. To będzie siostrzana walka! Zmierzą się w niej panny Radwańskie: Agnieszka i Urszula. Zrobię to, pomimo że jestem w żałobie po całkowicie niezasłużonej porażce mojego najukochańszego, najbardziej ulubionego i zawsze najlepszego tenisisty – Andy’ego Murraya. :(
Na początek może obejrzyjmy sobie zdjęcia obu zawodniczek. Najpierw opublikuję zdjęcie Isi, która według mnie, delikatnie mówiąc, nie powala na kolana swoim wyglądem. Jednak postarałem się znaleźć w miarę ładne zdjęcie i oto, co znalazłem:

Dla porównania – siostra Agnieszki, Ula. Urszula zdecydowanie różni się od Aggie – ma blond włosy i myślę, że prezentuje się lepiej od sisterki. Nie jest co prawda 2. rakietą świata, jak ta pani wyżej, ale LOL, jestem facetem i wolę Ulę, bo jest ładniejsza. xD

A Wam która się bardziej podoba? Piszcie w komentarzach! Żeby Wam ułatwić wybór, dam jeszcze focie, na którym siostrzyczki są razem – tak dla porównania.

Na koniec Armandowy H2H:
Wiek23 – Aga 21 (jeszcze) – Ula. Zwyciężczyni - wolę młodsze dziunie, więc Ula. :3
Miejsce zamieszkaniaObie mieszkają w Krakowie, w jednym domu. ZwyciężczyniUlka ma pewnie fajniejszy pokój.
Wzrost172 – Aga 177 – Urszula. Zwyciężczyniwyższa wygrywa, czyli młodsza prowadzi już 3:0.
Waga56 – Aga 55 – Ula. ZwyciężczyniWolę szczuplejsze – Ula. Chociaż różnica jest niewielka, ale niestety. Radwo, weź się do roboty, bo przegrasz z siostrą!
Bilans spotkań między sobąRadwy spotkały się ze sobą czterokrotnie i w meczach jest wynik 3:1 dla starszej siostry ZwyciężczyniTa, która więcej wygrała, czyli Agnieszka. Brawo, jest pierwszy punkt!
Wygrane turnieje10 – Aga 0 – Ula. Zwyciężczyni – Hmmm, ciężki wybór. Wygrywa starsza Radwa, ale minimalnie.
Hajs9,939,376$ – Aga 852,652$ – Ula. Zwyciężczyni - Nie potrafię ukryć swojej zachłanności i parcia na kasę (na szkło też!). Aga.
Podsumowanie4:3 dla Urszuli Radwańskiej!
Czyli zwycięża ta młodsza i mniej utytułowana z sióstr. Gratulacje Ulo! W nagrodę dostaniecie jeszcze jedno zdjęcie naszej triumfatorki, a Ula otrzymuję od Tenisowej Nerwicy wieczne uwielbienie! VAMOS ULA!

Tenisowa nerwica na facebooku!

Witam!
Mam dla Was wspaniałą wiadomość! Od dzisiaj możecie nas „lajkować” na facebooku. Razem z Łosiem stwierdziliśmy, że to jest dobry sposób na zbliżenie się do naszych fanów, których zapewne jest wielu (ach, ta skromność). Planujemy również otworzyć nasz fanpage na twitterze. Będziecie nas widzieć zawsze i wszędzie!
Oto link do naszej cudownej strony! http://www.facebook.com/pages/Tenisowa-Nerwica/296703703755976
Liczymy na Was! Do napisania!