Bez kategorii

Druga runda singla na IO w Londynie

Tegoroczne Igrzyska Olimpijskie w tenisie wypadają dość żenująco. Z siedmiu Polaków, którzy zakwalifikowali się do londyńskiej imprezy, tylko Ula Radwańska i debel sióstr Radwańskich zdołał awansować do rundy drugiej. Odpadła oczywiście nasza medalowa nadzieja w singlu, Agnieszka Radwańska, ale o tej żenadzie wspomniałem w poprzednim poście. Teraz poświęcę swoją uwagę rundzie drugiej.
A zaczniemy tradycyjnie od naszych reprezentantów. Ula Radwańska, jedyna singlistka, która sprawiła radość swoim rodakom, miała najtrudniejsze zadanie z możliwych – musiała zmierzyć się z samą Sereną Williams. Młodszej siostrze Agnieszki nie można odmówić serca do walki (prawie jak Lleyton Hewitt), w porównaniu do siostry walczyła do końca. To zaowocowało tym, że polska tenisistka popełniła zaledwie 9 niewymuszonych błędów (a i tak przy każdym z nim była wściekła na siebie). Możemy być dumni z ambicji Uli, która wierzyła w siebie do końca. Urszula zanotowała jednego asa i 8 uderzeń kończących, oczywiście jej rywalka w tych statystykach wypada dużo lepiej. Caryca Serena w trzeciej rundzie podejmie wracającą do nieco lepszej dyspozycji brązową medalistkę z Pekinu, Wierę Zwonariową. Wynik: 6:2 6:3 – Serena Williams

Miłą niespodziankę sprawił mi Lleyton Hewitt. Australijczyk pokonał wyżej klasyfikowanego Marina Cilica. Za Chorwatem przemawiał ranking, za Hewittem – doświadczenie i to ono zwyciężyło. Lleytonowi udało się zwyciężyć bez straty seta, ale obie partie były dość zacięte. Mój faworyt w tym spotkaniu zanotował mniej asów i bezpośrednio skończonych uderzeń, ale Marin popełnił sporo niewymuszonych błędów, które zadecydowały o takim wyniku spotkania. W kolejnej rundzie Lleyton sprawdzi formę Novaka Djokovica, który w drugiej rundzie upokorzył Andy’ego Roddicka oddając mu zaledwie 3 gemy. Wynik: 6:4 7:5 – Lleyton Hewitt

Czas na tenisistkę, którą niedawno bardzo polubiłem. Sabine Lisicki awansowała do trzeciej rundy po zwycięstwie z nieobliczalną i lubiącą sprawiać sensacje Jarosławę Szwedową. Wygrana niemieckiej tenisistki nie przyszła od tak, reprezentantka Kazachstanu stawiła spory opór rozstawionej rywalce, jednak tym razem nie udało jej się uczynić niespodzianki i odprawić z kwitkiem rozstawionej rywalki (bo nie grała z Radwą).Sabinka świetnie serwowała, zaserwowała aż 12 asów, do tego zanotowała 47 winnerów. W kolejnym meczu Lisicki zmierzy się z Mar(i)ją Szarapową, z którą niedawno spotkała się na Wimbledonie (w IV rundzie). Wtedy wygrała z wrzeszczącą Rosjanką. Liczę na powtórkę z rozrywki. Wynik: 4:6 6:3 7:5 – Sabine Lisicki
Teraz powiem kilka słów o hiciorze tej rundy. Był to mecz między rdzennym Francuzem, Jo Wilfridem Tsongą a Milosem Raonicem. Prawdę mówiąc, jak się dowiedziałem, że oni mają się ze sobą spotkać na korcie, to zacząłem się śmiać. Dlaczego? Otóż obaj panowie są do siebie bardzo podobni. Jak pierwszy raz ujrzałem Raonica, to określiłem go jako „białego Tsongę”. xD Łączy ich też to, że są strasznie dziwni i choćbym chciał, to nie mogę żadnego z nich polubić. Już nawet nie będę wspominał o podobieństwach w warunkach fizycznych i stylu gry. Pierwsze dwa sety tego spotkania miały podobny przebieg – padło po jednym przełamaniu na konto każdego z zawodników, w pierwszym swojego podania nie utrzymał Raonic, a w drugim Tsonga. W decydującej partii żaden z panów nie chciał oddać swojego podania, dlatego też w tym secie rozegrali aż 48 gemów, tym samym pobijając rekord w długości seta na igrzyskach olimpijskich. Pierwszy napięcia nie wytrzymał Kanadyjczyk i dał się przełamać swojemu rywalowi, a co za tym idzie – przegrał mecz. Wynik: 6:3 3:6 25:23 – Jo Wilfried Tsonga

Kerolajn Łoźniaki po raz kolejny musiała zagrać trzysetowe spotkanie. Tym razem opór jej stawiła Yanina Wickmayer. Caro wygrała pierwszego seta, potem jej się nieco powinęła noga, ale w decydującej partii pokazała, kto tu był liderką rankingu. Caro zaliczyła 7 asów i 30 uderzeń kończących. Oprócz tego, zanotowała jeszcze 5 podwójnych błędów serwisowych i 15 niewymuszonych pomyłek. W rundzie trzeciej duńska tenisistka podejmie Słowaczkę Danielę Hantuchovą. To będzie doskonała okazja do rewanżu za zeszłorocznego Rolanda Garrosa, gdzie Wozniacka przegrała właśnie z Danką. Wynik: 6:4 3:6 6:3 – Caroline Wozniacki
Świetnie sobie radzi w turnieju olimpijskim była narzeczona wspominanego wcześniej Lleytona Hewitta. Kim Clijsters pokonała Carlę Suarez Navarro, która w pierwszej rundzie upokorzyła Samanthę Stosur. Belgijka nie miała większych problemów ze swoją hiszpańską rywalką i w nagrodę zmierzy się w następnym meczu z piękną Aną Ivanovic. Kim po raz pierwszy występuje na igrzyskach i niestety po raz ostatni, gdyż po tegorocznym Us Open zdecydowała się zakończyć tenisową karierę. Tenisowej Nerwicy będzie brakowało Kim! Wynik: 6:3 6:3 – Kim Clijsters

Dzisiaj na koniec sobie zostawiłem moją osobistą, męską nadzieję na złoty medal olimpijski. A póki co – Andy Murray idzie jak burza. Tym razem oddał zaledwie sześć gemów Jarkko Nieminenowi. Mecz był bardzo jednostronny, różnica w ilości kończących uderzeń między tenisistami jest gigantyczna (26:6 dla Murraya). Andrew wyserwował również 6 asów i pewnie oraz bezboleśnie znalazł się w III rundzie. W niej podejmie Marcosa Baghdatisa, o którego klątwa chorążego się nie dopomniała. Szkot natomiast już jednego chorążego wyeliminował (Stanislasa Wawrinkę). Czas na kolejnego! Wynik: 6:2 6:4 – Andy Murray
To by było na tyle. Tym razem jest milutko – nie było powodów, żeby zwiększać poziom agresji. Tak czy siak, moje posty to i tak zwykłe grafomaństwo i jedno wielkie gówno, więc mam nadzieję, że jakimś cudem dotrwacie do końca.

Pierwsza runda singla na IO w Londynie

Nadeszła wiekopomna chwila! Pierwszy raz opiszę nie tylko kobiety, ale i również mężczyzn. Oczywiście jest to spowodowane nieobecnością tej lepszej połowy Tenisowej Nerwicy, czyli Łosia, ale mam nadzieję, że dacie radę przeczytać te moje wypociny. Ale ostrzegam – będzie ostro!

Jednak na początku będzie miło, później zaspokoję swoją potrzebę hejtowania. Zacznę od naszej jedynej reprezentantki, która przeszła pierwszą rundę w turnieju olimpijskim. Jest to Ula Radwańska, która pokonała wyżej sklasyfikowaną Monę Barthel i będzie miała szansę zmierzyć się z samą cesarzową Sereną Williams. W meczu z Niemką było sporo przełamań, jednak Ula skorzystała z 23 niewymuszonych błędów rywalki i sprawiła, że jest jedyną polską „odbijaczką żółtych, włochatych piłek”, z której możemy być dumni. VAMOS ULA! Wynik: 6:4 6:3 – Urszula Radwańska
Nie udało się awansować jedynemu polskiemu singliście czyli Łukaszowi Kubotowi. Nasz krajan przegrał z moim odkryciem, Grigorem Dimitrovem. Ten piękny mężczyzna z Bułgarii jest obraźliwie nazywany „małym Federerem”. Oczywiście dziennikarze pomijają kwestie, że Dimitrov jest znacznie bardziej utalentowany, o czym mówił np. były trener Rogera. I mówię tak ja. Ale wróćmy do meczu, który był raczej bez historii. W drugim secie Łukasz co prawda wygrywał 5:2, ale co z tego? Doszło do tie-breaka, w którym lepszy okazał się faworyzowany rywal Polaka. W następnej rundzie Grigor zmierzy się z jedynym francuzem, którego lubię – Gillem Simonem. Wynik: 6:3 7:6(4) – Grigor Dimitrov

Czas na moją ukochaną. Caroline Wozniacki zwyciężyła w meczu z reprezentantką gospodarzy, Anne Keothavong. Jednak wygrana mojego słońca nie przyszła tak hop siup, Caro straciła pierwszego seta, ale znając tenisa, Brytyjka przestraszyła się tego, że może wygrać z bardziej utytułowaną zawodniczką i w następnych dwóch setach ugrała łącznie 5 gemów. „Keroline” dość sporo piłek skończyła (22 winnery – są postępy), popełniła 17 niewymuszonych błędów i aż 4 podwójne błędy serwisowe (przy jednym asie). Ale wiadomo – najważniejszy jest wynik końcowy. W kolejnym spotkaniu zmierzy się z Belgijką Yaniną Wickmayer. Mam nadzieję, że w następnej rundzie pójdzie Dunce łatwiej. Jeszcze muszę wspomnieć o jednym – Caro super wyglądała, ale to nic nowego. Wynik: 4:6 6:3 6:2 – Caroline Wozniacki


Przed chwilą wspominałem o mojej faworytce wśród pań, teraz czas na tego męskiego. Andy Murray w pięknym stylu wygrał z ziomem Federera, Staśkiem Wawrinką. Tym samym Szwajcara dopadła tzw. „klątwa chorążego”. Andy zagrał bardzo ładny mecz, skończył bezpośrednio 20 piłek, zanotował 8 asów. Jako jedyny z „wielkiej czwórki” nie stracił seta w meczu otwarcia (a jeden z nich, Rafael Nadal nie stracił nawet gema xD przyznam szczerze, że brakuje mi Rafy na tych igrzyskach). W drugiej rundzie Szkot podejmie leworęcznego Fina, Jarkko Nieminena. Widać, że Andy’emu bardzo zależy na złotym medalu na własnym terenie, to spotkanie pokazało, że ma to duże szanse. Poza tym, ma wsparcie zarówno moje osobiste jak i całej Tenisowej Nerwicy, także GO ANDY! Wynik: 6:3 6:3 – Andy Murray
Lider rankingu miał prawo się obawiać o swoje być albo nie być w igrzyskach już w I rundzie, bowiem jego przeciwnikiem był Alejandro Falla. Kolumbijczyk zmierzył się z Federerem dwa lata temu na wimbledońskich kortach i był bardzo blisko zwycięstwa (serwował na mecz). Niestety, i tym razem się mu nie udało, ale ponownie potrafił nawiązać walkę z rywalem, który powinien go zjeść na śniadanie. Wynik: 6:3 5:7 6:3 – Roger Federer

W II rundzie jest też największy „fajter” w ATP i jeden z niewielu zawodników, co do którego zgadzam się z moją wspólniczką. Lleyton Hewitt, zwycięzca Wimbledonu sprzed 10 lat, pokonał w pierwszym meczu Ukraińca Sergieja Stachowskiego. W meczu były lider rankingu zanotował 6 asów oraz 23 winnery, do tego dostał w prezencie od przeciwnika aż 37 punktów. Mimo to, Stachowski zdołał urwać naszemu Lleytonikowi seta. W kolejnej rundzie Australijczyka czeka spotkanie z Marinem Cilicem. Liczę na zwycięstwo największego twardziela wśród tenisistów, jakiego znam. Lleytona póki co przestały trapić kontuzje, więc szanse ma spore. Wynik: 6:3 4:6 6:3 – Lleyton Hewitt
Seta stracił także niedawny lider rankingu (i człowiek, który na to pierwsze miejsce zasługuje dużo bardziej niż obecny lider – taka subiektywna uwaga), Novak Djokovic. Nole męczył się z jednym z największych chamów i buraków w męskim tenisie, Włochem Fabio Fogninim. Makaroniarz wygrał pierwszego seta po tie-breaku, jednak w kolejnych partiach Djoko nie dał szans ćwokowi i ostatecznie triumfował. Serb zanotował 11 asów, 33 winnery, wykorzystał 5 z 10 breakpointów. Statystyków rywala Novaka o prostackim charakterze nie podaje, bo po co? W kolejnym spotkaniu serbski tenisista zmierzy się z innym byłym liderem, Andy’m Roddickiem. Wynik: 6:7(7) 6:2 6:2 – Novak Djokovic

Królowa kobiecego tenisa i faworytka do olimpijskiego złota, Serena Williams (tak jak się spodziewałem zresztą) nie dała żadnych szans Jelenie Jankovic. Serbkę o cechach mongoloidalnych stać było na ugranie zaledwie czterech gemów. Cesarzowa zaserwowała aż 8 asów, jak na godzinny mecz, to bardzo dobry wynik. Oprócz tego, zanotowała 20 uderzeń bezpośrednio kończących wymianę. Oszczędzę wstydu Serbce, bowiem mój gniew ma być skierowany na kogoś innego i nie podam jej statystyk. Wynik: 6:3 6:1 – Serena Williams

Nadszedł ten czas. Koniec z sentymentami, czas na powagę. Nasza nadzieja na medal, chorąży Polski na ceremonii otwarcia igrzysk i druga rakieta świata przegrała! Można powiedzieć „zdarza się” i owszem, powiedziałbym tak, gdyby to była porażka po walce. Ale tak nie było! „Nadzieja polskiego tenisa” całkowicie oddała pole do popisu swojej rywalce. Radwa podeszła do tego meczu, jakby myślała „co nie zrobię, i tak wygram, a ona się przede mną zesika, bo jestem taka zajebista”. Tak się jednak nie stało. Julia Goerges jest dość chimeryczną zawodniczką, to prawda, ale w tym meczu grała równo i dobrze przez całe spotkanie. Poza tym, Radwańska to nie Serena Williams i rywalki respekt do niej mają, ale nie na tyle duży, żeby bać się z nią wygrać.
Podczas tego meczu, z każdą minutą moja ręka coraz szybciej zmierzała do czoła w geście <facepalm>. Agnieszka grała zbyt pasywnie, czekała, aż przeciwniczka się „wystrzela” i zacznie walić na aut, ale Niemka cały czas trafiała. Najgorsze jest to, że Radwa nie próbowała nic zmieniać w swojej taktyce. Tak nie powinna grać wiceliderka światowego rankingu! Dodam jeszcze, że Goerges zaserwowała 20 asów (przy 8 Polki), skończyła 56 piłek (przy 24 Agnieszki). Statystyki są miażdżące dla naszej reprezentantki, tak samo jak my! Radwo! Czujemy się zażenowani! Nie lubię Goerges, ale muszę przyznać, że żenadą by było, jakby starsza z sióstr Radwańskich awansowała po takiej grze. Ten mecz to zimny prysznic i ostrzeżenie dla polskiej tenisistki – nie można się tak obijać! Mecz się sam nie wygra! W II rundzie Niemkę czeka spotkanie z leworęczną Warwarą Lepczenko. Radwie natomiast został jeszcze mikst, w którym zagra z Marcinem Matkowskim. Miejmy nadzieję, że chociaż tam nas nie skompromituje. Na koniec jeszcze Was poinformuję, że to było trzecie spotkanie tych pań i dwa wcześniejsze wygrała Polka. Wtedy taktyka „poczekam, aż ona da mi wygrać” sprawdziła się. Wynik: 7:5 6:7(5) 6:4 – Julia Goerges
To tyle. Cieszę się, że mogłem „zadebiutować” przy opisywaniu męskich meczów. Mam nadzieję, że Was nie zawiodłem i wyszło, tak jak miało wyjść, czyli ostro. Byłbym zapomniał o największym skandalu na igrzyskach – Radwa wystąpiła BEZ ORZEŁKA!

Drabinka singlistek na IO w Londynie

W porównaniu do mojej wspólniczki nie jestem w tak korzystnej sytuacji. Nie wyleguję się w słońcu, nie piję drinków z palemką w towarzystwie seksownych kobiet w bikini. Do tego mam poważne problemy z blogiem, o których wspominałem zresztą na facebooku, ale wiecie, że bardzo Was uwielbiam i nie mógłbym Was zawieść, dlatego też po wielu godzin kombinowania, w końcu wymyśliłem jakiś sposób, żeby napisać posta. Jego tematem będą Igrzyska Olimpijskie, a konkretnie drabinka turnieju olimpijskiego pań. Zanim przejdę do tegorocznych rozgrywek, najpierw podam Wam trochę informacji o poprzednich tego typu zmaganiach. Ostatnio Igrzyska Olimpijskie odbyły się w Pekinie w 2008 roku.

Wszystkie medale zgarnęły Rosjanki:

Złoto – Jelena Dementiewa

Srebro – Dinara Safina

Brąz – Wiera Zwonariowa

Podobnie jak w przypadku panów tylko zdobywczyni brązowego medalu z Pekinu wystąpi teraz w Londynie. Złota medalistka, Jelena Dementiewa zakończyła karierę na koniec sezonu 2010, a siostra Marata Safina, która zdobyła srebrny medal, zmaga się z kontuzjami i są małe szanse na jej powrót. Teraz przechodzimy do drabinek:

Drabinki:

Fajna, co nie? Czas przyjrzeć się każdej ćwiartce:

Pierwsza ćwiartka:

Najwyżej rozstawione w tej części zawodniczki to WiktoRyja Azarenka i Angelique Kerber. To chyba powinno wystarczyć jako argument, dlaczego nie warto zwracać uwagi na tę ćwiartkę. Dlatego te panie zostaną przeze mnie ostentacyjnie pominięte, ups. Dwiema pozostałymi zawodniczkami tutaj, przy których nazwisku jest umieszczony numerek to Sara Errani i Nadia Pietrowa. Prawdę mówiąc, strasznie tu nudno. Jedyną wartą uwagi osobą jest Venus Williams, która powinna stworzyć ciekawe widowisko z przed chwilą wspominaną Włoszką.

Najciekawsze pojedynki – Sara Errani (9) – Venus Williams.

Druga ćwiartka:

Tu już jest znacznie ciekawej! Są ciekawe nazwiska i co ważniejsze – znajdują się tutaj lubiane przeze mnie twarze (z małymi wyjątkami). W ćwierćfinale może dojść do hitowego spotkania mojej kochanej Caro z cesarzową Sereną. One właśnie są najwyżej rozstawionymi paniami w tej części. Młodsza z sióstr Williams w pierwszej rundzie zmasakruje Jelenę Jankovic – na miejscu Serbki oddałbym mecz walkowerem. Wozniacki natomiast podejmie Anne Keothavong. „Keroline” jest może daleka od optymalnej formy, ale ciężko mi sobie wyobrazić jej porażkę z tą zawodniczką. Rozstawione w tej ćwiartce są jeszcze: Na Li i Wiera Zwonariowa, brązowa medalistka z Pekinu. No i najważniejsze dla nas, Polaków – tutaj jest Polka! Konkretniej – Ula Radwańska. Inne ciekawe nazwiska, która są tutaj umiejscowione to Daniela Hantuchova, Francesca Schiavone i Tamira Paszek. W tej ćwiartce ciekawe spotkania mamy zapewnione już od pierwszej rundy.

Najciekawsze pojedynki – Urszula Radwańska – Mona Barthel, Serena Williams (4) – Jelena Jankovic, Na Li (10) – Daniela Hantuchova

Trzecia ćwiartka:

Rozstawione zawodniczki tutaj to: Sam Stosur, Ana Ivanovic, Sabine Lisicki i Maria Sharapova. Wśród nierozstawionych warta uwagi jest oczywiście Kim Clijsters – w końcu to mistrzyni, jedna z najlepszych postaci kobiecego tenisa. Zwrócę jeszcze swoją uwagę na Jarkę Szwedową, która jest bardzo nieobliczalną zawodniczką, lubiącą sprawiać niespodzianki, żeby nie powiedzieć sensację oraz na Krysię McHale. Reszta to raczej mało ciekawe tenisistki, w tej ćwiartce przewiduję raczej pewne zwycięstwa faworytek (mam na myśli oczywiście pierwszą rundę).

Najciekawsze pojedynki – Kim Clijsters – Roberta Vinci, Ana Ivanovic (11) – Christina McHale

Czwarta ćwiartka:

Drabinkę, jak w każdym turnieju, zamyka zawodniczka rozstawiona z numerem 2 – w tym przypadku jest to nasza nadzieja, AgnieszkaRadwańska, chorąży naszej reprezentacji, która swój start na igrzyskach rozpocznie od meczu z Julią Goerges – i nie ukrywam, że bardzo liczę na jej zwycięstwo. Na górze tej ćwiartki i potencjalną rywalką Radwy w ćwierćfinale (ale dobra, nie wybiegajmy za bardzo w przyszłość) jest Petra Kvitova. Kvik pierwsze spotkanie zagra z Kateryną Bondarenko. Pozostałe rozstawione tenisistki w tej dolnej części, to Maria Kirilenko i Dominika Cibulkova. Moją nierozstawioną kandydatką do sprawienia sensacji jest Cwetana Pironkowa. Ona nie raz udowodniła, że na kortach Wimbledonu grać potrafi.

Najciekawsze pojedynki – Dominika Cibulkova (12) – Cwetana Pironkowa, Agnieszka Radwańska (2) – Julia Goerges, Flavia Pennetta – Sorana Cirstea

facepalm

Finał panów – Wimbledon 2012.

To nie miało tak być! Pragnęliśmy z całego serca zupełnie innego rozstrzygnięcia, a nawet innego przeciwnika dla Andy’ego Murraya. Niestety, przez nasze kontrowersje, arogancję i obrażanie Davida Ferrera opatrzność boża nas opuściła! Bóg nas całkowicie pozostawił na pastwę losu i nie wysłuchał naszych próśb o pierwszy tytuł wielkoszlemowy dla szkockiego tenisisty. Ten finał dla mnie jest jednym z tych wydarzeń, które mam ochotę wymazać ze swoich wspomnień. Do teraz nie mogę zapomnieć zapłakanych twarzy Judy Murray i Kim Sears oraz smętnego oblicza Wielkiego Ivana Lendla, z którymi kontrastował bezczelny, durny uśmieszek największego fuksiarza tego turnieju – Rogera Federera. Na koniec tego wstępu powiem – ciekawe czy gdyby Rafa był na miejscu Andy’ego, Szwajcar też by się tak uśmiechał?

Na początek tradycyjnie podam korzyści jakie mieli wynieść z ewentualnego triumfu obaj tenisiści:

Andy Murray doszedł do swojego czwartego finału Wielkiego Szlema (wcześniej grał w finałach Australian Open 2010 i 2011 oraz US Open 2008). Trzeci przeciwko Federerowi (poprzednie to Australian Open 2010 i US Open 2008), pierwszy na ojczystym Wimbledonie. Jest pierwszym Brytyjczykiem od 74 lat, który awansował do finału Wimbla. Szkot nigdy w życiu nie wygrał turnieju WS, przez co wielu, uważa że nie dorównuje on tzw. „wielkiej trójce” rankingu ATP (tj. Nadalowi, Djokovicowi i Federerowi). Na szczęście Andy ma takich kibiców jak ja, Armando i moja mama, która nazywa się „Matką chrzestną Murraya” (ze względu na to, że dawno temu upatrzyła go sobie jako przyszłego świetnego tenisistę). My zawsze wierzymy w Andrew i zawsze będziemy. Odkąd w rolę trenera wcielił się Ivan Lendl pojawiają się różne głosy, z jednej strony mówi się, że Lendl Andy’emu wiele nie pomoże, bo nigdy wcześniej trenerem nie był, z drugiej pieje się z zachwytu nad dawnym mistrzem i upatruje się wielkich sukcesów dla szkockiego zawodnika. Jedno wiemy na pewno, ostatnie miesiące nie były dla Murraya udane. Wielokrotnie odpadał we wczesnych fazach ważnych turniejów (Indian Wells, Rzym i Queen’s). Szkot jakiś czas temu skarżył się na bóle grzbietu, co doskonale było widać na Roland Garros, gdzie przegrał w ćwierćfinale z Davidem Ferrerem (BOŻE!). Jednak tutaj, w Londynie, sprawował się wyśmienicie i rozwiał wszelkie wątpliwości, które pojawiły się po słabym występie w Paryżu.

Roger Federer awansując do 24 finału wielkoszlemowego miał szansę wygrać swój 17 turniej Wielkiego Szlema, a co za tym idzie 7 Wimbledonu (gdzie dogoniłby rekord Pete’a Samprasa w największej ilości wygranych turniejów na londyńskich trawnikach). Dodatkowo dzięki wyeliminowaniu w półfinale Novaka Djokovica, Federer stanął przed szansą awansowania na 1 miejsce w rankingu ATP w przypadku zwycięstwa w turnieju. Będąc liderem Szwajcar miałby wreszcie pobić rekord Samprasa (którego nienawidzę) w największej ilości tygodni. Z drugiej strony Fed mógł odpuścić, bo jest stary, osiągnął co mógł, a Murrayowi się coś należy. A tak w ogóle Federer niech spada!

Jak wyglądały poprzednie mecze obu zawodników?

Roger Federer stracił 4 sety i 73 gemy, przełamany został 7 razy (przełamywali go Ramos, Benneteau, Malisse i Djokovic). Rozstawieni zawodnicy, których ograł – 29, 26 i 1.

Andy Murray stracił 4 sety i 94 gemy, przełamany został 9 razy (przełamywali go Karlovic, Baghdatis, Cilic, Ferrer i Tsonga, poza pierwszą rundą – wszyscy). Rozstawieni zawodnicy, których ograł – 16, 7 i 5.

Teraz mogę spokojnie przejść do relacji z tego „widowiska”. Najpierw zadam pytanie – czy był to mecz warty uwiecznienia w pamięci? Chyba tylko dla tych ortodoxów zapatrzonych w Federera, bo zwykli ludzie, no cóż, wiele nie otrzymali. Jedyne co mnie zaciekawiło w tym spotkaniu, to pierwszy set. Na sam początek meczu Andy przełamał rodaka Martiny Hingis. Oczywiście Roger Federer walczył o każdy kolejny punkt, czego konsekwencją było odrobienie strat w czwartym gemie, mimo tego, że Murray miał aż 3 szanse na podwyższenie wyniku na 3:1. Ale to nie zdołowało Szkota, który atakował starego przy każdej możliwej okazji. Jeden gem był krytyczny dla Andy’ego, ten na 4:4, kiedy Federer miał dwie szanse na przełamanie, ale nie wyszło, bowiem Murray grał jak natchniony, wiedział w jaki sposób ganiać po korcie Federera, miał po prostu pomysł na grę z tym zawodnikiem, co było zupełną odskocznią od ich poprzednich wielkoszlemowych pojedynków (Andy chyba brał jakieś wskazówki od Rafy, bo momentami miał podobną receptę na karcenie „Pana Doskonałości”). Ten gem najwyraźniej zmęczył spróchniałe kości Szwajcara, a dodał pewności Brytyjczykowi, bo nasz faworyt bardzo łatwo zdobył breaka, a następnie zaserwował na set. Można powiedzieć, że w pierwszym secie Andy miał Federera klęczącego na kolanach.

Drugi set był dziwny. Dziwny, bo z jednej strony Murray jeszcze miał w sobie życie, z drugiej Roger Federer jakby się obudził. Pierwszy serwował Szwajcar, który bez straty punktu wygrał swojego gema. Gorzej poszło Andy’emu, który musiał bronić break pointa, a potem wykorzystał dopiero trzecią szansę na wyrównanie wyniku. Kolejne dwa gemy łatwo poszły serwującym, ale już przy kolejnym serwisie Federera na 3:2 pojawiły się dwa break pointy dla Szkota, który niestety nic z tego nie ugrał. Później Murray jakby na nowo odżył i znowu miażdżył, nie na tyle by przełamać, ale i tak lepiej grał od „wielkiego mistrza” Rogera. I tak przy serwisie Szwajcara Andy miał (łącznie) dwie szanse na breaka, znowu nie wyszło. Szkot nie dał szans na przełamanie swojego serwisu i bardzo ładnie, bo do zera, wygrał swój gem na 5:5. Następnie znowu postanowił zawalczyć przy podaniu rywala, ale jego przeciwnik miał więcej szczęścia, niż rozumu. Więcej szczęścia, niż rozumu? Właśnie, jakaś czarna opatrzność nagle powróciła do Rogera Federera, bo ten ni z gruszki, ni z pietruszki przełamał Andy’ego Murraya na 7:5, tym samym wygrywając drugiego seta.

W tym właśnie momencie możemy upatrywać początek końca wyśmienitej gry Andy’ego Murraya, który jakby stracił wiarę w swoje umiejętności, swój talent, w to, że może wreszcie ograć emeryta! Niestety, stało się, Murray nam wymiękł, a to za sprawą fuksa Federera, który nagle z dupy zaczął i dobrze serwować, i już nie spuszczał głowy jak „zbity pies”. Trzeci set rozpoczął się od łatwiutkiej wygranej „starucha” przy swoim serwisie. Później Andy, też bez żadnych ekstremalnych sytuacji, wyrównał na 1:1. Następnie Federer łatwo zaserwował 40:0, po czym przerwano mecz z powodu opadów deszczu (ach ten Wimbledon!). Zamknięto dach i przed 18:00 wznowiono spotkanie. 2:1 dla Szwajcara. Wydawać się mogło, że ta przerwa dobrze wpłynęła na naszego szkockiego faworyta, który bez problemów wyrównał na 2:2, ale co z tego skoro „wielki mistrz” nie dawał dojść do głosu przy swoich gemach serwisowych, które wygrywał bez straty punktu. I niestety, w Murrayu coś pękło, w 6 gemie nagle przysnął, a „dziad” odżył całkowicie. Z początku Andy miał 40:0, jednak zawzięte próchno wyrównało. Później była wojna na przewagi i równowagi, gdzie Federer otrzymał pięć szans na przełamanie, szóstą wykorzystał. A teraz proszę mi powiedzieć, czy takie coś by was nie załamało? Mnie osobiście jako widza załamało, a co ma powiedzieć taki zawodnik?! I nie chcę słyszeć gadki-szmatki – „Roger to mistrz, wygrał tego przegranego gema po mistrzowsku!”, bo są w sporcie takie momenty, gdzie po prostu „nie wypada”, zwłaszcza kiedy było 40:0 dla serwującego. Dalej to Murray nie miał szans na „odłamanie” i kolejny set poszedł na konto „zawziętego próchna”.

Czwarta partia… Nie wiem, czy mam ochotę dalej to opisywać, ale dobrze. Czwarta partia to już była gra jednego aktora. Oczywiście nic Andy’emu nie odbierajmy, ładnie wygrywał swoje podania, zdobywał punkty, ale mimo wszystko, to nie było to samo co w pierwszym i na początku drugiego seta. Widać było po Szkocie, że jest podłamany i stracił pewność siebie. W czwartym secie nasz faworyt miał tylko jednego break pointa i to jeszcze zanim dał się przełamać. Później Federer pilnował swoich serwisów, nie dając w ogóle szans na cokolwiek swojemu rywalowi, a wręcz nawet chciał wygrać seta więcej niż jednym breakiem. Na szczęście Murray nie dał się tak łatwo pokonać, co „zaowocowało” przegraną „tylko” jednym breakiem. To wszystko. Więcej nic nie potrzeba dodawać.

Federer wygrywając swój 7 Wimbledon i 17 turniej wielkoszlemowy, znowu rzucił karmę dla swoich ortodoksyjnych psychofanów, którzy tenis traktują jako ROGER FEDERER, i którzy znowu obudzili się na wszelakich forach, gdzie z uporem maniaka wypisują, jaki to ich idol jest wspaniały! Dodatkowo Szwajcar kosztem Novaka Djokovica wrócił na pierwsze miejsce w rankingu ATP. I niech się tym wypcha. Andre Agassi w swojej autobiografii „Open” napisał min., że „tatusiowie nie wygrywają Wielkich Szlemów”, mój wielki mistrz i idol się nieco pomylił, ale z drugiej strony ten cytat daje nadzieję, iż Roger Federer nie będzie już taki hop-siup na następnych turniejach. Gdyby w finale grał choćby i z Rafaelem Nadalem, który od lat znany jest ze swojego sławetnego „sposobu na Federera”… nie byłoby wygranego 244 meczu w Wielkim Szlemie, co stawia Szwajcara na pierwszym miejscu w tej kategorii. Na Wimbledonie miał szczęście wygrać swój 66 pojedynek, z czego 7 przegrał, to daje mu drugie miejsce w statystyce i 90.41% skuteczności na tymże szlemie. Wygrał swój 79 turniej (15 miejsce w tabeli) i niech tak pozostanie.

Na koniec, żeby pocieszyć siebie i innych sympatyków Andy’ego Murraya, zapodam kilka statystyk z tegorocznego finału. Niech wszyscy zobaczą jakim fuksem jest Roger Federer i wcale nie zasłużył na to zwycięstwo! Wiem, że zwykle staram się być obiektywna, ale tym razem nie będę. Nie toleruję partactwa i półproduktów, a taka jest od kilku miesięcy forma Szwajcara, który mnie osobiście przestał zachwycać.

Na pierwszy ogień serwis – 12 asów i 3 podwójne błędy serwisowe zwycięzcy tegorocznego Wimbledonu. Finalista zaserwował 16 asów, przy tylko jednym podwójnym błędzie! Brak słów. Bilans kończących i niewymuszonych Federera to 24 (zwróćmy jednak uwagę na 38 niewymuszonych błędów!), Murray ma co prawda 21, ale nie popełnił tyle baboli co Szwajcar!

To wszystko. Na zakończenie powiem, że Wimbledon nigdy nie był moim ulubionym turniejem, mam tak od dziecka. Po tegorocznej edycji londyński szlem chyba nigdy nie zdobędzie mojego serca. Ciężko mi to przyznać, ale kobiece mecze mnie bardziej zachwyciły od męskich. Z panów jedynie Andy Murray trzymał jakiś-tam poziom polotu w swoich pojedynkach. Przynajmniej mi się one podobały bardziej od innych.

Wynik finału: 4:6, 7:5, 6:3, 6:4 dla Federera.

Finał Wimbledonu 2012 – kobiety

Finał 126. edycji rozgrywek na kortach w Londynie zapowiadał się niezwykle ciekawie, szczególnie z naszego, polskiego punktu widzenia. Bowiem w tym ostatecznym starciu, po raz pierwszy od 75 lat wystąpiła polska tenisistka. Zanim przejdę do samego spotkania, opiszę Wam drogę, jaką przebyły obie zawodniczki do finału i przytoczę to, co mogły zyskać po wygranej.
Agnieszka Radwańska po drodze do finału pokonała sześć tenisistek: dwie Rosjanki, Słowaczkę, Brytyjkę, Włoszkę i Niemkę, tracąc jednego seta w meczu ćwierćfinałowym z Marią Kirilenko. Awansem do finału zapewniła sobie pozycję wiceliderki rankingu WTA, gdyby wygrała Wimbledon, zostałaby liderką. Był to jej pierwszy finał wielkoszlemowy, we wcześniejszych występach w zawodach tej rangi nigdy nie przeszła ćwierćfinału, przez co hejterzy nazywali ją „królową ćwierćfinałów”. Radwańska jest pierwszą polską finalistką w turnieju wielkoszlemowym w erze WTA. Jedyną Polką, która wystąpiła w finale takiego turnieju (tak jak Agnieszka – w Wimbledonie) była Jadwiga Jędrzejowska – w 1937r, czyli jeszcze powstaniem wspomnianej przed chwilą organizacji.
Zawodniczki pokonane przez Radwańską w trakcie turnieju: Magdalena Rybarikova, Jelena Wiesnina, Heather Watson, Camila Giorgi (Q), Maria Kirilenko (17), Angelique Kerber (8).
Wcześniejsze rezultaty w Wimbledonie: ćwierćfinał (2008, 2009), 4 runda (2006, 2010),  3 runda (2007), 2 runda (2011).

Serena Williams miała przed sobą ogromnie ciężkie zadanie – musiała udowodnić, że porażka w I rundzie Rolanda Garrosa była jedynie przypadkiem, jednym gorszym momentem. Przed dojściem do finału tegorocznego Wimbledonu, Williams pokonała dwie Czeszki, Węgierkę, Chinkę, Kazaszkę oraz Białorusinkę, po drodze tracąc dwa sety – w III i IV rundzie, które można określić „sprawdzianem siły psychicznej Sereny Williams”. Rywalka naszej reprezentantki wygrała Wimbledon aż czterokrotnie – w latach 2002-2003, 2009-2010. W dzisiejszym pojedynku mogła wywalczyć piąty triumf w tym turnieju (pierwsze wielkoszlemowe zwycięstwo po powrocie po ciężkiej kontuzji) oraz 4. miejsce w rankingu WTA. Warto dodać, że w przeciągu ostatnich 13 lat, aż dziesięciokrotnie w Wimbledonie zwyciężała któraś z sióstr Williams. To świadczy o potędze Amerykanek.
Zawodniczki pokonane przez Williams w trakcie turnieju: Barbora Zahlavova-Strycova, Melinda Czink (Q), Jie Zheng (25), Jarosława Szwedowa (WC), Petra Kvitova (4), Wiktoria Azarenka (2).
Wcześniejsze rezultaty w Wimbledonie: zwycięstwo (2002-2003, 2009-2010), finał (2004, 2008), półfinał (2000), ćwierćfinał (2001, 2007), 4 runda (2011), 3 runda (1998, 2005).



Dotychczasowe finały wielkoszlemowe kończyły się bardzo szybko, po łatwych, dwusetowych i dominacji absolutnej triumfatorki. Miałem nadzieję, że w tym finale obejrzę dobre spotkaniu z obu stron. I tak też się stało, chociaż początek tego niestety nie zapowiadał. Pierwszy set to popis jednej aktorki – tej bardziej utytułowanej. Serena grała jak natchniona, natomiast spięta Agnieszka popsuła kilka piłek i oddała inicjatywę swojej rywalce, a co za tym idzie – ugrała z trudem tylko jednego gema, szkoda gadać. Druga partia rozpoczęła się znacznie lepiej, gdyż nasza tenisistka łatwo utrzymała własne podanie, jednak kolejne 3 gemy padły łupem Sereny, która wydawała się zaskoczona nieco lepszą dyspozycją Polki. Kiedy wydawało się, że jest już po meczu, w tym momencie Aggie zdobyła przełamanie powrotne i wyrównała na po 4. Zdenerwowana Williams zaczęła popełniać więcej niewymuszonych błędów, nie wytrzymywała długich wymian ze sprytnie grającą przeciwniczką i ostatecznie przegrała w drugim secie. Był to niesamowity powrót do meczu w wykonaniu Agnieszki, brawo! Decydując set to wyrównana walka do stanu po 2 (czwartego gema młodsza Williamsówna zdobyła czterema asami!!). W tym momencie amerykańska zawodniczka przebudziła, ponownie zaczęła grać pewnie i już gema w tej partii nie straciła, zdobywając piąty tytuł na trawnikach Wimbledonu i 14. wielkoszlemowy triumf. Po meczu panie sobie elegancko podziękowały, a podczas ceremonii obie omal się nie popłakały ze wzruszenia. Zmaganie naszej krajanki z Sereną Williams oglądało wiele znanych osobistości, min. moja bogini Martina Hingis, jej imienniczka Navratilova, Jana Novotna (triumfatorka Wimbla z 1998r.), była polska tenisistka, Iwona Kuczyńska, w „boxie” Agnieszki był też Wojciech Fibak, w miejscu dla komentatorów BBC wypatrzyłem Chris Evert-Lloyd. Jak widać, same sławy, a nie napisałem o wszystkich. Wracając jeszcze do spotkania muszę powiedzieć jeszcze jedno: Radwo, jesteśmy dumni! Wynik: 6:1 5:7 6:2 – Serena Williams

Zwyciężczyni:
Serena Williams
Pokonana:
Agnieszka Radwańska
Na koniec jeszcze udostępniam trochę zdjęć z dzisiejszego meczu.







Półfinały kobiet – Wimbledon 2012

Na początek muszę powiedzieć, że zmieniam zdanie o Wimbledonie – nie jest wcale taki zły! Skąd ta zmiana zdania? Przede wszystkim stąd, że moje przewidywania półfinałowe się sprawdziły i finał najprawdopodobniej będzie pięknym widowiskiem. W nim wystąpi Amerykanka Serena Williams oraz Agnieszka Radwańska, pierwsza Polka w finale wielkoszlemowym od 75 lat! Ale przejdźmy do sedna, czyli do sposobu, w jakim obie panie awansowały do tego ostatecznego starcia.
Na pierwszy ogień pójdzie oczywiście polska tenisistka. Radwa w półfinale miała tę niewątpliwą „przyjemność” zmierzyć się z „Niemką z Puszczykowa” Angelique Kerber. Obydwie zawodniczki walczyły o swój pierwszy finał w Wielkim Szlemie. Dla Agnieszki był to debiut w półfinale takiej imprezy, natomiast „Angie” już raz grała na tym etapie (w Us Open 2011), jednak wtedy przegrała.

Mecz lepiej zaczęła Niemka i szybko objęła prowadzenie 3:1, ale 5 kolejnych gemów padło łupem naszej reprezentantki. W drugiej partii to „Aggie” wyszła na prowadzenie i tej przewagi już nie oddała, tym samym wygrywając całe spotkanie. O dobrej grze Radwańskiej świadczą bardzo dobre statystyki: Agnieszka dobrze serwowała (3 asy, 0 podwójnych, aż 78% skuteczności trafiania pierwszego serwisu), zanotowała 20 uderzeń kończących przy tylko 6 niewymuszonych błędach. Przy okazji utarła nosa swojej zarozumiałej przyjaciółce, która potrafiła manifestować radość z błędów przeciwniczki (co wg mnie jest chamstwem). Jesteśmy dumni, Radwo, jesteś nadzieją polskiego tenisa! Rywalką Polki w tym historycznym finale będzie boska Serenka, więc myślę, że czeka nas kapitalne spotkanie z obu stron, jednak wszyscy będziemy trzymać kciuki za Agnieszkę Radwańską.
Wynik: 6:3 6:4 – Agnieszka Radwańska

Finałowa rywalka Agnieszki, wspomniana przed chwilą Serena Williams utarła nosa komunistycznej Białorusince, która ostatnimi czasy zdecydowanie za bardzo się panoszyła. Młodsza z sióstr Williams całkowicie zdominowała Azara, więc Wiktoria nie ugrała nawet seta. Jak nam przykro z tego powodu. W pierwszym secie do stanu 3:3 tenisistki utrzymywały swoje podanie, ale w tym momencie Serenka przełamała i już gema w tej partii nie straciła. Drugi set to nieco lepsza gra Azarenki, która poprawiła serwis, jednak przy gemach serwisowych Williamsówny już nic nie mogła zrobić. Ostatecznie doszło do wyrównanego tie-breaka, w którym triumfowała Serena, pieczętując swój awans do finału. Z kim się zmierzy? Chyba nawet nie muszę pisać, ponieważ cała Polska o tym wie i jest z tego dumna! Przejdę więc do statystyk z meczu Williams i Azarenki, w których Amerykanka całkowicie panowała nad Białorusinką. 24 asy, 45 winnerów i tylko 14 błędów własnych! Wyników Wiktorii nie podam – nie będę aż tak jej pogrążał. Grunt, że cudowna Serena ją skompromitowała. Dodam jeszcze, że „Vika” jest wiceliderką rankingu… Wynik: 6:3 7:6(6) – Serena Williams

Zwyciężczynie:
Agnieszka Radwańska, Serena Williams.
Pokonane: Angelique Kerber, Wiktoria Azarenka.
Oczekiwania: Oczywiście, bardzo bym chciał (tak jak pewnie wszyscy), żeby Aga wygrała Wimbledon i została liderką światowego rankingu, ale nie oszukujmy się – faworytką jest Serena. Dlatego ja, żeby się potem nie rozczarować, nie będę stawiał na Agnieszkę. Oczekuję po prostu dobrego meczu, przepełnionym świetnymi wymianami, uderzeniami kończącymi i małej ilości niewymuszonych błędów. Powodzenia!

Ćwierćfinały dziuń – Wimbledon 2012

Tegoroczna edycja Wimbledonu przejdzie do historii polskiego tenisa i zostanie na długo w pamięci polskich kibiców, bowiem to tutaj nasza reprezentantka osiągnęła swój pierwszy półfinał wielkoszlemowy (i jest szansa na jeszcze lepszy wynik, nawet na zwycięstwo). Pomimo tak korzystnego dla polskiego sportu rezultatu, dalej uważam, że ten turniej jest nudny i żenujący. Dzisiaj opiszę Wam wszystkie pojedynki ćwierćfinałowe – w końcu to tylko 4 mecze, co to dla mnie!

Zaczynam od meczu, z którego końcowego wyniku możemy być dumni. Tak, stało się! Agnieszka Radwańska utarła nosa wszystkim hejterom i po raz pierwszy awansowała do półfinału turnieju wielkoszlemowego. Pokonała po całkiem atrakcyjnym widowisku (z wyjątkiem trzeciego seta) Marię Kirilenko, dobrej znajomej Radwy. Piękna Rosjanka była przed dwoma laty partnerką deblową Agnieszki, więc panie znały się przed meczem doskonale. Spotkanie ostatecznie zakończyło się w trzech niezwykle zaciętych setach. Widać, że żadna nie chciała odpuścić tego meczu, dla Radwy był to już szósty ćwierćfinał wielkoszlemowy, a dla Rosjanki drugi. Obie chciały za wszelką cenę przebić ten wynik. W meczu, zarówno Maria jak i „Isia” często meldowały się przy siatce, wygrywając ponad 50% piłek po zagraniach w tej części kortu. Zawodniczki również świetnie serwowały (Maria – 9 asów, 1 podwójny, Aga – 5 asów i żadnego podwójnego). W pierwszej partii zwyciężyła wyżej notowana Polka, ale drugiego seta to Kirilenko zapisała na swoje konto. W tym momencie (nie pierwszy już raz) mecz został przerwany z oczywistego w wimbledońskim turnieju powodu – deszczu. Następnie jeszcze wróciły na kort, ale przy stanie 4:4 w trzecim secie, widowisko zawieszono i podjęto decyzję, że panie dokończą mecz w dniu następnym. Ostatecznie jednak tenisistki dokończyły na korcie centralnym, pod dachem i tam Agnieszka Radwańska doprowadziła do szczęśliwego końca i pierwszy raz awansowała do najlepszej czwórki w Wielkim Szlemie. W półfinale zmiecie z kortu (taką mam nadzieję) Angelique Kerber i osiągnie finał, co byłoby wielkim sukcesem. Wynik: 7:5 4:6 7:5 – Agnieszka Radwańska

Przyszła rywalka Polki, folksdojczka Angelique Kerber, wygrała „wojnę domową” z Sabine Lisicki. Bardzo mnie zawiódł ten wynik, liczyłem, że Sabinka utrze nosa tej panoszącej się Kerber, tak się nie stało, ale fajniejsza Niemka walczyła bardzo dzielnie. Kerber zapisała na swoje konto pierwszego seta, w drugim prowadziła i miała aż 5 piłek meczowych. Sabina nic sobie z tego nie zrobiła, pokazała Kerber, że daleko jej jeszcze do półfinału, doprowadzając do tie-breaka, w którym zwyciężyła i niemieckie tenisistki musiały zagrać jeszcze jedną partię. W niej Lisicki prowadziła 5:3, ale wiadomo – głupi ma szczęście, dlatego „Srendżi” odrobiła straty i zwyciężyła w całym spotkaniu. Tylko co z tego? Agnieszka jej pokaże, kto jest lepszy!

Sabine przez całe spotkanie grała bardzo agresywnie – sporo piłek kończyła bezpośrednio (57), więc co za tym idzie – wiele też psuła (50). Angelique mało piłek kończyła, co akurat nie jest zaskoczeniem, ale niestety bardzo mało psuła i przełożyło się na wynik, który nie jest dla mnie zadowalający. Lisicki także nieźle serwowała (10 asów, 5 podwójnych – czyli 5 na plusie), czego nie można powiedzieć o Kerber (2 asy, 3 podwójne – czyli 1 na minusie). Ale tak jak wcześniej powiedziałem – głupi ma szczęście i ten mecz to udowadnia. Wynik: 6:3 6:7(7) 7:5 – Angelique Kerber
Oto kolejny mecz, który wygrywa ta „gorsza” dla mnie. Wiktoria Azarenka po raz drugi wygrała w ćwierćfinale Wimbledonu z Tamirą Paszek, czyli Austriaczce nie udał się rewanż za poprzedni rok. Niestety. Ale Tamira postawiła wiceliderce twardy opór, zwłaszcza w drugim secie, gdzie doprowadziła do tie-breaka, w którym niestety przegrała i nie oszczędziła Azarowi kompromitacji w półfinale z Sereną Williams. Wynik: 6:3 7:6(4) – Wiktoria Azarenka
Po raz któryś już zostawiam sobie najlepszą na koniec. Wspomniana linijkę wyżej Serena Williams pozbawiła złudzeń obrończynię tytułu, Petrze Kvitovej i pokazała, kto tu rządzi. Czeszka nie ugrała nawet seta! Przypominam, że Petra jest wyżej w rankingu od Sereny, co tylko udowadnia, że rankingi są gówno warte.

Pierwsze co się rzuca w oczy, to serwis Serenki. 13 asów i ani jednego podwójnego błędu! To robi wrażenie, zwłaszcza w kobiecym tenisie. Jej czeska rywalka zaserwowała zaledwie 3 asy i popełniła 2 podwójne błędy serwisowe. Również w statystykach winnerów do niewymuszonych błędów Amerykanka wypada rewelacyjnie. Kvitova w tym też jest gorsza, ale także jest na plusie. Czyli stało się to, co przewidywałem – czeska tenisistka odpada w ćwierćfinale z boską Serenką i nie broni tytułu. Już pierwsze mecze Petry niczego dobrego nie wskazywała (nie licząc tego w III rundzie). Natomiast młodsza z sióstr Williams pokazała fantastyczną formę i nie musiała grać trzysetowego spotkania. W półfinale zapewne też nie będzie grać takiego meczu, gdyż jej rywalką jest czołowa symulantka WTA – Wiktoria Azarenka. To będzie pogrom! Już nie mogę się doczekać!

Zwyciężczynie: Angelique Kerber, Agnieszka Radwańska, Serena Williams, Wiktoria Azarenka.
Pokonane: Sabine Lisicki, Maria Kirilenko, Petra Kvitova, Tamira Paszek
Pary półfinałowe: Angelique Kerber – Agnieszka Radwańska, Serena Williams – Wiktoria Azarenka
Oczekiwania: Napiszę je w jednym zdaniu: Agnieszka i Serena ucierają nosa swoim zarozumiałym przeciwniczkom i awansują do finału.

IV runda Wimbledonu płci pięknej

Tegoroczny Wimbledon z rundy na rundę staje się coraz bardziej żenujący. Liderka rankingu odpada w IV rundzie, legenda tenisa przegrywa z jakąś miernotą… No ja się pytam: CO TO MA BYĆ?! Wstęp dzisiaj jest wyjątkowo krótki, ale ten turniej jest na tyle irytujący, że dłuższe rozpisywanie się o nim, zakończyłoby się ciężkimi słowami. Przejdźmy zatem do sedna.
Tradycyjnie zacznę od naszej jedynej reprezentantki, która została w turnieju. I oby była jak najdłużej. Kolejną ofiarą naszej krajanki padła „młoda gniewna” i jedna z największych sensacji w tegorocznym kobiecym Wimbledonie, czyli śliczną Camilę Giorgi. Camila do głównej drabinki dostała się z eliminacji i skutecznie ułatwiła drogę Polki do ćwierćfinału, wygrywając min. ze swoją koleżanką z kadry, Flavią Pennettą oraz Nadią Pietrową. Giorgi, grająca dość nietypowo, jak na zawodniczkę z Włoch (mocne, płaskie uderzenia, pasujące do szybkich nawierzchni, podczas kiedy większość zawodniczek z tego kraju wolą korty ziemne), starała się przejmować inicjatywę w wymianach, ale brakowało jej regularności, co Radwańska bezwzględnie wykorzystała. Poza tym, rywalka naszej zawodniczki popełniła trochę prostych błędów i miała problemy z serwisem (10 podwójnych błędów i ani jednego asa). Natomiast Agnieszka świetnie serwowała (1 as, ale dobra skuteczność pierwszego podania – 76%) i ten element gry często ratował ją z opresji. W kolejnym meczu spotka się inną, równie urodziwą jak Giorgi, tenisistką – Rosjanką Marią Kirilenko. Polka jest faworytką tego spotkania i ma ogromną szansę na pierwszy półfinał wielkoszlemowy w karierzę. Radwo, nie zmarnuj tego!
Wynik: 6:2 6:3 – Agnieszka Radwańska

A teraz czas na mniej pozytywną informację. Odpadła Kim Clijsters. Belgijka przegrała z Niemką Kerber, wygrywając zaledwie 2 gemy. Nie ma się tutaj nad czym rozpisywać, po prostu folksdojczka miała szczęście, a Kim jej podarowała zwycięstwo. Szkoda, zwłaszcza, że to ostatni Wimbledon dla Clijsters i kończy starty w tym turnieju tak samo, jak zaczęła (w 1999r dotarła także do tego etapu, przegrywając ze Steffi Graf). Zdrajczyni narodu polskiego w ćwierćfinale zmierzy się ze swoją rodaczką Sabine Lisicki. O meczu Sabiny opowiem na końcu.
Wynik: 6:1 6:1 – Angelique Kerber

O swój awans do ćwierćfinału solidnie musiała się postarać obrończyni tytułu sprzed roku. Ostatecznie jednak jej się udało i pokonała Francescę Schiavone. Mecz był zaskakująco zacięty – Włoszka przecież nie lubi grać na trawie, a mimo to potrafiła walczyć na równi z triumfatorką Wimbledonu. To tylko świadczy o Petrze, której w zwycięstwie zdecydowanie pomogły podwójne błędy serwisowe Włoszki (13 takich zaserwowała). Ale Petra też się nie popisała – popełniła 4 takie pomyłki, do tego obie zawodniczki skończyły z bardzo ujemnym bilansem winnerów do niewymuszonych błędów. Cały czas podkreślam i będę to mówił: Kvitova tytułu nie obroni i to spotkanie jest tego dowodem. Kolejną przeciwniczką Czeszki będzie Serena Williams i Amerykanka zapewne spierze dupę Petrze, kwik!
Wynik: 4:6 7:5 6:1 – Petra Kvitova

Wspomniana przed chwilą Serena, podobnie jak jej przyszła rywalka, również nie rozegrała łatwego spotkania. Twardy opór postawiła jej Rosjanka, reprezentująca Kazachstan, Jarosława Szwedowa. Po pierwszym, bezproblemowo wygranym secie przez Serenę, niespodziewanie drugą partię wygrała Jarka. Młodsza z sióstr Williams sobie przysnęła i stąd taki efekt. W decydującym secie obie walczyły jak równa z równą, kontynuując bitwę na niesamowicie mocne uderzenia, częściej kończące niż autowe. Ostatecznie wygrało doświadczenie i boska Serenka mogła się cieszyć z awansu. Zobaczcie, jak bardzo była uradowana.

Z kim się spotka w ćwierćfinale – o tym napisałem już wcześniej, więc nie będę się powtarzał.
Wynik: 6:1 2:6 7:5 – Serena Williams

Niestety – odpadła za to Ana Ivanovic. Serbka była zmuszona grać z niedawną liderką, a obecnie wiceliderką – Wiktorią Azarenką. Faworytką była ta brzydsza tenisistka i tak jak się wszyscy spodziewali – Azar wygrał. Ana robiła to, co każda outsiderka – starała się atakować, wiedząc, że nie ma nic do stracenia. Na niewiele się to zdało, bo serbska piękność ugrała tylko jednego gema, a marionetka Łukaszenki bez problemu awansowała dalej, gdzie zmierzy się z Tamirą Paszek, która pokonała Robertę Vinci. Liczę, że Austriaczka zrewanżuje się Azarence za zeszłoroczny ćwierćfinał, w którym przegrała.
Wynik: 6:1 6:0 – Wiktoria Azarenka

Na koniec pozostawiłem sobie jedną z niespodzianek (dla mnie pozytywną) tego turnieju. Niemka, która może poszczycić się tym, że ma polskie pochodzenie, Sabine Lisicki, pokonała w dwóch setach liderkę kobiecego rankingu, Marię Sharapową, tym samym rewanżując się Rosjance za zeszłoroczny półfinał. Trzeba przyznać jedno – Marysia się skompromitowała. Nie tego się spodziewaliśmy po zdobywczyni karierowego szlema. Wstyd! Za to gratuluję Sabince, że nie przestraszyła się zwycięstwa z „wielką” (jak jej wąsy chyba) Sharapovą i mam wielką nadzieję, że utrze nosa swojej koleżance z reprezentacji Niemiec, Angelique Kerber. Dajesz Sabina!
Wynik: 6:4 6:3 – Sabine Lisicki

Zwyciężczynie:
Agnieszka Radwańska, Tamira Paszek, Sabine Lisicki, Serena Williams, Angelique Kerber, Petra Kvitova, Maria Kirilenko, Wiktoria Azarenka.
Pokonane: Camila Giorgi, Roberta Vinci, Maria Sharapova, Jarosława Szwedowa, Kim Clijsters, Francesca Schiavone, Shuai Peng, Ana Ivanovic.
Pary ćwierćfinałowe: Sabine Lisicki – Angelique Kerber, Agnieszka Radwańska – Maria Kirilenko, Serena Williams – Petra Kvitova, Tamira Paszek – Wiktoria Azarenka.

Trzecia runda Wimbledonu kobiet

Dzisiaj niedziela, siódmy dzień turnieju. W tym dniu na kortach All England Lawn Tennis and Croquet Clubtenisiści nie rozgrywają żadnego meczu. Powód jest oczywisty –  tradycja… jedna z wielu w tych zawodach. Wimbledon zawsze się wyróżniał na tle pozostałych turniejów. W historii zmagań na angielskiej trawie organizatorzy byli zmuszeni odstąpić od tej reguły trzykrotnie – w latach 1991, 1997 i 2004, gdyż właśnie w niedzielę nadrabiano zaległości spowodowane przez deszcz. Ja postanowiłem skorzystać z tej przerwy od meczów i spłodzić tekst o trzeciej rundzie, podczas kiedy zawodnicy przygotowują się do kolejnych spotkań.
Jako że Wimbledon jest wręcz skąpany w tradycjach i nie rezygnuje z nich (przez co wydaje się bardzo konserwatywny i ortodoksyjny), ja również pozostanę wierny swoim rytuałom i tak jak w poprzednim poście, zacznę od Polaków. W turnieju pozostała jeszcze jedna Polka – Agnieszka Radwańska, która deklaruje, że angielskie rozgrywki są jej ulubionymi zawodami. W III rundzie zmierzyła się z jedyną będącą wciąż w turnieju Brytyjką – Heather Watson (której imię p. Karol Stopa czyta „Hiser” xD). Spotkanie zostało zaplanowane na korcie centralnym, co na stronie eurosportu zostało określone jako „Radwańska rozdziela mistrzów” (przed Polką grał Novak Djokovic, po niej Roger Federer), sugerując, że Agnieszce do miana mistrza sporo brakuje. Mecz rozpoczął się bardzo dobrze dla naszej reprezentantki – pierwsze 9 gemów padło jej łupem. Pierwszego gema Heather ugrała dopiero przy stanie 0:6 0:3, zyskując przy okazji głośną owacje od publiczności. Niewiele jej to pomogło, ponieważ zdołała ugrać jeszcze tylko jednego gema i „Isia” bezproblemowo znalazła się w IV rundzie. Odniosłem wrażenie, że organizatorzy… zaszkodzili tenisistce ze swojego kraju, wyznaczając jej mecz na korcie centralnym. Watson była po prostu stremowana i zestresowana przed tak dużą publiką, świadomość o oczekiwaniach gospodarzy wobec niej jeszcze bardziej ją deprymowała. W rezultacie, Heather popełniła masę niewymuszonych błędów, a Radwa nie musiała praktycznie nic robić – wystarczało odbić kilka piłek, ewentualnie zmienić rotację – Brytyjka kolejne zagranie pakowała w siatkę lub nie trafiała w kort. Myślę, że na mniejszym korcie Heather Watson zagrałaby dużo lepiej. T
rzeba przyznać, że drabinka dla Agnieszki układa się idealnie – w IV rundzie zmierzy się z Camilą Giorgi. Włoszka dostała się do turnieju przez eliminacje i jej ofiarami są już min. Flavia Pennetta i Nadia Pietrowa.
Wynik: 6:0 6:2 – Agnieszka Radwańska

Moje podejrzenia, że Petra Kvitova czyta tego bloga, wydają się coraz bardziej prawdopodobne. Czeszka w końcu zachowuje się jak na obrończynie tytułu przystało – czyli miażdży swoje przeciwniczki. W trzeciej rundzie nie dała żadnych szans Varvarze Lepchenko, Uzbeczce z amerykańskim paszportem. Leworęczna (tak jak jej rywalka) zwyciężczyni tego turnieju z roku poprzedniego straciła zaledwie gema i po 53 minutach mogła się cieszyć z awansu do kolejnej rundy, w której jej przeciwniczką będzie Francesca Schiavone, która tak jak jej następna rywalka nie namęczyła się zbytnio w meczu z Klarą Zakopalovą. Nawiązując jeszcze do Petry: mimo wszystko, cały czas jestem zdania, że Kvitova tytułu nie obroni.
Wynik: 6:1 6:0 – Petra Kvitova

W IV rundzie melduje się także jedna z najpiękniejszych tenisistek w historii WTA. Ana Ivanovic, cały czas poszukująca formy z lat 2007-2008, pokonała Niemkę Julię Goerges, co mnie bardzo cieszy, ponieważ Julia podpadła mi ostatnio incydentem z Rolanda Garrosa. Ten mecz można określić jako „bitwę na forhendy”, gdyż obie zawodniczki znane są z tego, że bardzo mocno biją z tego uderzenia. W I secie wyrównana walka trwała do stanu po 2. W tym momencie Goerges odskoczyła na 5:2 i zapisała tę partię na swoje konto. Na szczęście Ana się pozbierała i wygrała II oraz decydującego seta, tym samym eliminując swoją niemiecką przeciwniczkę z turnieju. Następny pojedynek Ana stoczy z białoruską marionetką Łukaszenki, Wiktorią Azarenką, nazywaną potocznie przeze mnie i moją wspólniczkę „Azarem”. Wikusia może się cieszyć, bo wreszcie wspomnę tutaj o niej i jej meczu z Aną, bo do tej pory konsekwentnie i specjalnie ją pomijałem. Tym samym, chyba nie muszę mówić, której pani będę kibicował w tym meczu.
Wynik: 3:6 6:3 6:4 – Ana Ivanovic

W kolejnej rundzie jest też kobieta, którą teraz powinienem hejtować, bo przecież pokonała moją ukochaną, ale tego nie robię. Tamira Paszek, bo tak się nazywa ta dziewczyna, awansowała do rundy czwartej. Austriaczka po fatalnej pierwszej połowie sezonu (2 razy przeszła I rundę – w Indian Wells i w Strasbourgu), od początku okresu gry na kortach trawiastych spisuje się wspaniale (na trawie nie przegrała jeszcze meczu, broniąc łącznie siedmiu meczboli – pięciu w finale w Eastbourne z Kerber, dwie w I rundzie Wimbledonu z Woźniacką). Teraz Austriaczka awansowała do IV rundy po kolejnym ciężkim meczu i już brakuje jej tylko jednego zwycięstwa do powtórzenia ubiegłorocznego wyniku (ćwierćfinału). Pokonała Yaninę Wickmayer, jednak zanim to nastąpiło, musiała się sporo namęczyć. Tamira zmierzy się teraz z Włoszką Robertą Vinci i ma ogromną szansę na wygraną, bo Włoszki, jak powszechnie wiadomo, wolą wolniejsze korty.
Wynik: 2:6 7:6 7:5 – Tamira Paszek

Jak burza przez turniej idzie Maria Kirilenko. Kolejna piękność ze świata tenisowego w ciągu trzech spotkań straciła zaledwie 11 gemów (tyle samo straciła Agnieszka Radwańska, notabene była partnerka deblowa Kirilenko)! Tym razem jej ofiarą padła równie ładna Sorana Cirstea, której Maria była łaskawa oddać „aż” 4 gemy, więc najbardziej atrakcyjny dla męskiego (i Martiny Navratilovej) oka pojedynek długo nie potrwał. Teraz Rosjanka zmierzy się z Shuai Peng i liczę na to, że będzie w stanie kontynuować taką grę.
Wynik: 6:3 6:1 – Maria Kirilenko

Na deserek zostawiłem sobie (o dziwo!) najbardziej zacięty pojedynek III rundy. Był to mecz Sereny Williams z Jie Zheng. Spodziewałem się, że to będzie popis jednego aktora (właściwie aktorki), Sereny Williams. Ale Chińczycy mają to do siebie, że są cholernie waleczni i walczą jak o życie. Tak było również w tym przypadku. W I, zaskakująco wyrównanym, secie doszło do tie-breaka, gdzie Chinka przycisnęła i zwyciężyła w tej partii. To podziałało motywująco na Serenę, która przypomniała Zheng, że z Williams się nie zadziera. Jednak Jie pozostała odporna na ostrzeżenia, wysyłane przez Serenę i ponownie zaczęła walczyć jak lew. Ostatecznie jednak, mimo ogromnej determinacji, Chinka poległa i pożegnała się z wimbledońskimi trawnikami. Zatem dalej awansowała Serena Williams, której mecz czujnie obserwowały takie osobistości jak Dustin Hoffman i Ryan Giggs. W kolejnym meczu obejrzymy młodszą z sióstr Williams w meczu przeciwko Jarosławie Szwedowej, która pokonała Sarę Errani, wygrywając tzw. złotego seta (jej przeciwniczka nie ugrała ani jednego punktu w secie, tym samym Jarka wygrała 24 punkty z rzędu). Saro, czujemy się zażenowani! Pozdrawiamy Włoszkę zbiorowym facepalmem.
Wynik: 6:7(5) 6:2 9:7 – Serena Williams

Rozstawione zawodniczki, które odpadły z turnieju: Christina McHale (28), Zheng Jie (25), Julia Goerges (22), Nadia Pietrowa (20), Wiera Zwonariowa (12), Sara Errani (10)

Druga runda babskiego Wimbla

Elo! Powiem szczerze – nie lubię Wimbledonu! Czuję się zażenowany, oglądając ten turniej. Odpadnięcie Nadala mnie szczególnie rozczarowało. Nie wiem, co się stało Hiszpanowi, zatruł się czymś albo ujarał, a może chciał zdążyć na finał Euro 2012, gdzie grają jego ziomy z reprezentacji Hiszpanii? Nie wiadomo. Ale wracajmy do bab, o pedałach napisze Wam moja parzystokopytna wspólniczka, jeżeli łaskawie weźmie się do roboty. ;p Przejdźmy zatem do bab.
Tradycyjnie rozpocznę od Polaków, a w zasadzie od jednej Polki, która pozostała jeszcze w turnieju. Wabi się ona Agnieszka Radwańska (znacie ją w ogóle?). Ta niszowa i niedoceniana tenisistka wygrała z Jeleną Wiesniną, pogromczynią Venus Williams. Dodam, że Radwa nie popełniła ani jednego (!) niewymuszonego błędu (polemizowałbym, bo z 2 naliczyłem, ale spoko, widocznie Agnieszka jest lubiana na Wimbledonie). Jak widać, nie namęczyła się zbytnio. Radwusia w zasadzie nic nie musiała robić, bo jej ruska koleżanka co chwila wyrzucała w aut lub waliła (bez skojarzeń, zboczuchy!) w siatkę. W kolejnej rundzie zmierzy się z Brytyjką Heather Watson, nadzieją tamtejszego tenisa.
Wynik: 6:2 6:1 – Agnieszka Radwańska

W kolejnej rundzie jest też jedna z moich ulubienic, Kim Clijsters. Belgijka, podobnie jak „Isia” pokonała zawodniczkę, która sukcesy odnosi głównie w deblu. Czeszka Andrea Hlavackova ani na moment nie zagroziła półfinalistce tego turnieju z 2003 i 2006r. Kim zanotowała 18 kończących uderzeń przy 10 niewymuszonych błędów i teraz zmierzy się z Wierą Zwonariową. Będzie to chyba jedno z najciekawszych spotkań III rundy. Wiera ma okazję do rewanżu za finał Us Open w 2010r, gdzie Kim ją zdemolowała.
Wynik: 6:3 6:3 – Kim Clijsters

Petra Kvitova chyba czyta naszego bloga, bo ogarnęła się i pokazała to, co powinna pokazywać obrończyni tytułu. Czeszka pokonała Brytyjkę Elenę Baltachę bez żadnych problemów Chociaż i tak mógłbym się przyczepić do czeskiej tenisistki, ponieważ w II secie Kwiczowa prowadziła 4:1 i dała się dogonić rywalce. Ale nie ma się czym przejmować, bo zawodniczka z kraju naszych południowych sąsiadów i tak tytułu nie obroni. Kvik!
Wynik: 6:0 6:4 – Petra Kvitova

Po raz kolejny skompromitowała się Na Li. Czajnol po raz drugi z rzędu odpada w II rundzie jedynego turnieju wielkoszlemowego rozgrywanego na trawie. W zeszłym roku pokonała ją Niemka Lisicka, w tym za to poniosła porażkę z Soraną Cirsteą. Rumunka zrewanżowała się tym samym za Roland Garros 2012, gdzie skośnooka zmiotła ją z kortu, oddając zaledwie 3 gemy. Tym razem jednak stało się zupełnie inaczej i to Chinka ugrała zaledwie 7 gemów. Ciekawe, co za karę zrobił jej mąż? Może rozkaże jej zrobić bajerancki tatuaż, tym razem na dupie?
Wynik: 6:3 6:4 – Sorana Cirstea

W III rundzie jest także Niemka Sabine Lisicki, która po ciężkim boju pokonała Bojanę Jovanovski. Ten mecz nie zapowiadał się ciekawie – obie zawodniczki znane są z tego, że mocno biją w piłkę i nic więcej. Odrobinę więcej mózgu w grze używa Niemka, dodatkowo ma bardzo dobry serwis i myślę, że to zadecydowało o korzystnym rezultacie Sabiny. Jako ciekawostkę podam fakt, że w zeszłym roku też w II rundzie zwyciężyła w decydującym secie 8:6 (tak jak dzisiaj), a następnie dotarła do półfinału. Jednak wątpię w to, by powtórzyła ten wynik w tym roku, jej forma nie jest najwyższa.
Wynik: 3:6 6:2 8:6 – Sabine Lisicki

Najlepszy mecz: Marion Bartoli vs Mirjana Lucic
To będzie chamskie, ale trudno. Wybieram ten mecz tylko dlatego, że nie znoszę Bartoli i bardzo mnie cieszy jej porażka. Marion, pieszczotliwie nazywana „slut”, popełniła 10 podwójnych błędów i zakończyła spotkanie z bilansem 10:14. Brawo! Oby tak dalej! Natomiast Mirjana popełniła 5 pomyłek serwisowych, ale przy dziewięciu asach nie wypada to źle (Francuzka zanotowała tylko jednego), a jej statystyki końcowe wynosiły 33:11. Lucic co prawda najlepsze lata ma już za sobą (była półfinalistką Wimbledonu w 1998r., czyli jeszcze za czasów mojej Hingis czy Graf), ale w tym pojedynku udowodniła, że potrafi jeszcze grać w tenisa na wysokim poziomie.
Wynik: 6:4 6:3 – Mirjana Lucic

Najgorszy mecz: Maria Sharapova vs Cwetana Pironkowa
Dlaczego najgorszy? Gdyż po liderce światowego rankingu spodziewam się, że będzie miażdżyć swoje przeciwniczki, zwłaszcza w tak początkowej fazie turnieju. Tymczasem Marysia męczyła się niemiłosiernie. Pierwszego seta ostatecznie wygrała, ale po tie-breaku (wcześniej musiała bronić piłek setowych). Wtedy wydawało się, że wszystko wróci do normy i liderka pokaże, dlaczego znalazła się na szczycie. Ale nic z tego! Doszło do drugiego tie-breaka, w którym nasza wąsata koleżanka z Rosji przegrała! (teraz wszyscy wykonują czynność, znaną jako „facepalm”) Dopiero w decydującym secie wszystko wróciło do normalnego stanu i Szara odjechała w tej partii „na rowerku”. Nie chcę ujmować niczego Cwetanie, która jest bardzo fajną i sympatyczną dziewczyną, do tego świetnie sobie radzi na tych kortach, tylko udowodnić, że Maria Sharapova nie grała jak na liderkę przystało.
Wynik: 7:6(3) 6:7(3) 6:0 – Maria Sharapova

Rozstawione zawodniczki, które odpadły w II rundzie:
Samantha Stosur (5), Marion Bartoli (9), Na Li (11), Petra Cetkovska (23), Anastazja Pawluczenkowa (31).