16 lipca świat zelektryzowała wiadomość – Martina Hingis wraca do tenisa! Była to dość zaskakująca informacja – Szwajcarka zdawała się spełniać w tenisie w turniejach legend (gdzie grała w ostatnim czasie z Lindsay Davenport) i w pokazówkach oraz w swojej największej pasji – jeździe konnej, udzielała się również charytatywnie i zajmowała się komentowaniem spotkań. Poza tym ostatnio Hingis zajęła się pomaganiem w karierze Nastii Pawluczenkowej. Póki co Martina zdecydowała się na powrót tylko do gry podwójnej. Jest zgłoszona do wszystkich turniejów deblowych z cyklu US Open Series, wraz z US Open. Jej partnerką będzie Daniela Hantuchova. Pojawiła się też plotka, że Hingis planuje powrót także do singla na turnieje azjatyckie, jednak póki co nie potwierdziła ona oficjalnie tych doniesień.

Martina Hingis urodziła się 30. września 1980 r. w Koszycach na terenie dzisiejszej Słowacji. Przyszłość Martiny była już „z góry” ustalona – jak córka trenera tenisowa i byłej czechosłowackiej tenisistki od początku swojego życia była kierowana w stronę tenisa. Imię otrzymała na cześć Martiny Navratilovej, jednej z najwybitniejszych tenisistek wszechczasów. Treningi rozpoczęła już w wieku dwóch lat pod okiem matki, która trenowała swoją córkę przez całą karierę. W wieku niespełna 14 lat miała już na koncie dwa triumfy w juniorskich turniejach wielkoszlemowych – Roland Garros i Wimbledon w 1994 r. Osiągnęła również finał US Open tego samego roku. Rok wcześniej była też najlepsza na kortach im. Philippe’a Chatriera. W turnieju WTA zadebiutowała w marcu 1994 r. w swojej rodzinnej Szwajcarii podczas turnieju w Zurychu. Debiut rozpoczęła od wygranej nad Patty Fendick, tenisistką sklasyfikowaną wtedy na 45. miejscu w rankingu WTA. Przegrała w kolejnym meczu z piątą tenisistką świata, Mary Pierce. Debiut w „dorosłym” turnieju wielkoszlemowym również zakończyła na drugiej rundzie. Było to w Melbourne w roku 1995. Pierwszy finał w turnieju WTA osiągnęła w maju tego samego roku w Hamburgu. Przegrała w nim z Conchitą Martinez. Ta sama zawodniczka wyeliminowała też Szwajcarkę w jej drugim finale w Rzymie rok później. Oprócz tego występu Martina zanotowała cztery inne finały w zawodach WTA. Dwa z nich wygrała – w Filderstadt i Oakland. Wartym odnotowania występem Hingis jest finał turnieju Masters w roku 1996. Wtedy do zmagań kwalifikowało się 16 zawodniczek (obecnie 8) i nie było podziału na grupy jak teraz. Po pokonaniu Iriny Spirlei, Kimiko Date-Krumm oraz Ivy Majoli w finale czekała już Steffi Graf. Wówczas finały tych zawodów były grane do trzech wygranych setów. Niemka i Szwajcarka zafundowały mieszkańcom Nowego Jorku ciekawe spotkanie, które trwało aż pięć setów. W ostatniej partii Martina kompletnie zgasła, nie wytrzymała fizycznie trudów tego spotkanie i przegrała do zera. Był to jednak znak, że czasy Martiny Hingis nadchodzą. Prawdziwy przełom nastąpił w 1997 r. Ten sezon został absolutnie zdominowany przez Martinę, wygrała w nim aż 12 turniejów! W całym roku 1997 przegrała zaledwie pięć spotkań, w tym finał Roland Garros, gdzie niespodziewanie uległa Ivie Majoli. Chorwatka przerwała serię 37 spotkań bez porażki Martiny. Pozostałe trzy turnieje wielkoszlemowe padły już jej łupem, a po zwycięstwie w Miami Hingis została nową liderką rankingu. W kolejnym roku udało jej się obronić tytuł w Melbourne, oprócz tego wygrała Indian Wells, Hamburg, Rzym i odniosła pierwszy triumf w turnieju kończącym sezon. 1999 rok przyniósł trzeci z rzędu tytuł w Australian Open. Do historii przejdzie jednak finał Roland Garros. Jej rywalką wtedy była Steffi Graf, która powoli żegnała się ze światowymi kortami. Szwajcarka była o krok od zdobycia karierowego szlema, prowadziła w finale 6:4 5:4 i serwowała po zwycięstwo. Nie wykorzystała jednak przewagi, Niemka zdołała powrócić do meczu i go wygrać. To spotkanie kompletnie załamało Hingis, która płakała na korcie, złościła się, a pod koniec meczu zaczęła… serwować od dołu. Ten finał przeszedł do historii jako jeden z najlepszych i najbardziej emocjonujących spotkań w historii. Martinie dużo czasu zajęło zbieranie się w sobie po tej porażce – na Wimbledonie odpadła już w pierwszej rundzie i dopiero na turniejach w USA zaczęła prezentować odpowiedni poziom. Rok 2000 przerwał jej hegemonię w Melbourne, przegrała w finale z Davenport. Udało jej się za to zwyciężyć w Tokio, Miami, Hamburgu, ‚s-Hertogenbosch, Montrealu, Filderstadt, Zurychu, Moskwie oraz w turnieju Mistrzyń. Mimo to jednak z każdym rokiem Martina radziła sobie coraz gorzej, przegrywając z lepiej zbudowanymi rywalkami, jednocześnie tracąc przy tym pozycję liderki kobiecego tenisa. XXI wiek przyniósł trzy triumfy – w Sydney, Doha i Dubaju. 2002 rok przyniósł szósty z rzędu finał Australian Open, przegrany z Capriati, pomimo czterech piłek mistrzowskich dla Hingis. Szwajcarka zdążyła jeszcze wygrać turniej w Tokio i było to jej ostatnie turniejowe zwycięstwo przed zakończeniem kariery (tym pierwszym). Martinie coraz częściej przytrafiały się kontuzje, miała problem z kostką (zarówno lewą jak i prawą) i w 2003 roku zakończyła karierę. Nie było to jednak jej ostatnie słowo, bo już dwa lata później postanowiła wrócić do profesjonalnego grania. W latach 2006-2007 zdołała wygrać trzy turnieje – w Rzymie, Kalkucie i w jej ukochanym Tokio. Ponownie karierę zakończyła 1 listopada 2007, po tym jak wykryto w jej organizmie kokainę. Hingis została zdyskwalifikowana na 2 lata, jednak do tenisa nie miała zamiaru wracać. Aż do dzisiaj.



Martina była nie tylko bardzo dobrą singlistką. W deblu osiągała jeszcze lepsze rezultaty. Jest zwyciężczynią 9 turniejów wielkoszlemowych w grze podwójnej. Do tego ma też jeden tytuł w mikście (Australian Open 2006 w parze Maheshem Bhupathim). Pierwszy tytuł wielkoszlemowy zgarnęła na Wimbledonie w roku 1996, grając w parze z Heleną Sukovą. Do historii jednak przejdzie rok 1998. Hingis wygrała wtedy wszystkie cztery (!) turnieje wielkoszlemowe, zdobywając Klasycznego Wielkiego Szlema w deblu. W Australian Open partnerowała jej Mirjana Lucic, w pozostałych trzech Wielkich Szlemach jej partnerką była Jana Novotna. Rok później Hingis nawiązała współpracę z Anną Kurnikową. Panie do dziś pozostają jedną z moich ulubionych par deblowych. Świetnie się uzupełniały – mocno grająca Rosjanka i techniczna gra Martiny. Do ich największego sukcesu należą dwa zwycięstwa w Australian Open w latach 1999 i 2002. Wygrały też dwukrotnie deblowego Mastersa i były w finale Rolanda Garrosa w roku 1999, gdzie przegrały po bardzo zaciętym meczu z siostrami Williams. Dodam jeszcze, że Hingis zwyciężyła w Pucharze Hopmana w roku 2001. Jej partnerem był… Roger Federer! Wtedy był on jednak zawodnikiem dopiero co pukającym do czołówki.



Co wyróżniało Hingis spośród jej rywalek? Przede wszystkim umiejętności techniczne. Pomimo mizernych warunków fizycznych (w porównaniu do rywalek) dysponowała bardzo precyzyjnymi uderzeniami. Oprócz tego była świetnym taktykiem. Potrafiła doskonale przewidywać, co za chwilę wydarzy się na korcie, jak zagra rywalka. Jednym z jej popisowych uderzeń był drop shot (skrót). Jednak Martina nie ograniczała się głównie do defensywy (taka aluzja dla ludzi porównujących Radwańską do Hingis). Potrafiła też skutecznie zaatakować, miała bardzo dobrego woleja, który przynosił jej sporo punktów. Gra przy siatce była bardzo mocnym elementem w jej grze, co chyba nikogo nie dziwi, wystarczy spojrzeć na jej wyniki w deblu.

Hingis, oprócz ciekawego dla oka stylu gry, wyróżniała się też trudnym charakterem. Niektóre jej wypowiedzi wywoływały skandal. Im była starsza, tym coraz bardziej szokowała. Do historii przeszły jej wypowiedzi o Janie Novotnej (zapytana dlaczego odrzuciła propozycje gry z Czeszką odpowiedziała: „ona jest za stara i powolna”) czy o Amelie Mauresmo, którą określiła „półfacetem”. Przez cały czas czarowała jednak swoją grą i uśmiechem. Szwajcarka z każdym rokiem coraz częściej buntowała się przeciwko swojej matce i jednocześnie trenerce oraz nie wytrzymywała presji rywalek, stąd też zdecydowała się przedwcześnie zakończyć karierę. Martina znana jest też ze swoich związków z takimi tenisistami jak Magnus Norman czy Radek Stepanek, z którym była zaręczona. Obecnie jest mężatką, w 2010 r. wyszła za Thibaulta Butina.

W przeciągu całej kariery Martina Hingis wygrała 43 turnieje WTA w singla, 37 w deblu i 1 w mikście. Przed kilkoma tygodniami została uhonorowana wprowadzeniem do tenisowej Galerii Sław. Teraz mogą dojść kolejne triumfy w grze podwójnej. Martina współpracę nawiązała z Danielą Hantuchovą, która bardzo dobrze radzi sobie w deblu – jest potrójną finalistką wielkoszlemową, była też partnerką Agnieszki Radwańskiej, z którą zwyciężyła w Miami. Panie zagrały już w jednym turnieju i ten start można zaliczyć do udanych. Dotarły one do ćwierćfinału, w którym lepsza okazała się para Kops-Jones/Spears. Amerykanki są bardzo dobrymi deblistkami, udało im się wygrać cały turniej w Carlsbadzie, więc ta porażka powodem do wstydu dla Hingis i Hantuchovej nie jest. Na dzień dzisiejszy nie wiadomo, czy Martina wróci do singla, jednak wiadomo, że zagra w mikście na US Open. Podobno jej partnerem ma być Nick Kyrgios – młody i bardzo zdolny 18-latek, który na Roland Garros pokonał… Stepanka. Czy Hingis zdoła skutecznie powrócić do rozgrywek? Tenisowa Nerwica będzie się jej bacznie przyglądać!