Pora na wielki comeback! Mam nadzieję, że mój powrót będzie choć w połowie tak dobry jak choćby powrót Kim Clijsters w 2009 roku. Najpierw jednak muszę przeprosić wszystkich czytelników. Pragnę wynagrodzić Wam Wasze cierpliwe czekanie tym właśnie postem. Dzisiaj się zajmę ostatnim, zakończonym niewiele ponad tydzień temu Wimbledonem. 127. edycja turnieju na kortach All England Lawn Tennis and Croquet Club miała delikatnie mówiąc zaskakujący przebieg, wręcz sensacyjny. Ale przejdźmy do szczegółów.

1. Postać turnieju:

Marion Bartoli i Sabine Lisicki

Nie potrafiłem wybrać jednej zawodniczki, bo zarówno Marion jak i Sabine zasłużyły na zaszczytny tytuł „postaci turnieju” wg Tenisowej Nerwicy. Zacznę od zwyciężczyni – wyśmiewanej przez kibiców z powodu dziwnego stylu gry i charakterystycznego zachowania podczas meczów (mowa o wszelkich podskokach itp.) Marion Bartoli. Francuzka przez cały turniej grała zaskakująco równo, agresywnie, ale nie popełniając przy tym wielu niewymuszonych setów. Ostatecznie Wimbledon wygrała bez straty seta (!) najbardziej zacięte spotkania grając ze Sloane Stephens, Camilą Giorgi oraz z Christiną McHale. Po zwycięstwie Bartoli pojawiły się głosy, że Marion nie zasłużyła na tytuł wielkoszlemowy, że nie miała po drodze żadnej zawodniczi z top 10 i że jej zwycięstwo było całkowicie przypadkowe. Nie zgadzam się z tym. Owszem, Francuzka miała sporo szczęścia w drabince, ale wykorzystała to, czego nie potrafiły dokonać inne tenisistki. Poza tym, turnieju wielkoszlemowego nie wygrywa się przez przypadek. Bartoli już raz była w finale wielkoszlemowym, jest doświadczoną tenisistką i była gotowa przede wszystkim psychicznie do sięgnięcia po tytuł. Za to należy jej się szacunek. Udało jej się tego dokonać ze wsparciem Amelie Mauresmo (Tenisowa Nerwica pozdrawia i tęskni!). Oto droga Marion Bartoli do tytułu:

1 runda: Elina Switolina – 6:3 7:5
2 runda: Christina McHale – 7:5 6:4
3 runda: Camila Giorgi – 6:4 7:5
4 runda: Karin Knapp –  6:2 6:3
ćwierćfinał: Sloane Stephens (17) – 6:4 7:5
półfinał:
 Kirsten Flipkens (20) – 6:1 6:2
finał: Sabine Lisicki (23) – 6:1 6:4

Druga bohaterka tej kategorii, Sabine Lisicki, miała dużo trudniejszą drogę do finału niż jej finałowa rywalka. Niemka w drodze do finału nie podejmowała żadnej zawodniczki spoza top 50 – najniższą pozycję zajmowała jej ćwierćfinałowa rywalka – Kaia Kanepi (46. miejsce). Sabine, która szczególnie dobrą dyspozycję prezentuje w Londynie (jej najlepszym do tej pory wynikiem w karierze był półfinał właśnie na Wimbledonie w 2011 roku, rok później dotarła do ćwierćfinału, eliminując po drodze Marię Szarapową), w tym roku przez zawody szła jak burza. Pierwszego seta straciła w trzeciej rundzie z Samanthą Stosur, ale o tym meczu później. Pierwszą sensacje niemiecka tenisistka sprawiła w następnym meczu – eliminując samą Serenę Williams, liderkę rankingu, zwyciężczynie Rolanda Garrosa sprzed miesiąca. Lisicki przerwała imponującą passę 34 meczów Amerykanki bez porażki. Najbardziej zacięty mecz Sabine zagrała w półfinale przeciwko Agnieszce Radwańskiej. Po bardzo emocjonującym i zaciętym spotkaniu Niemka ostatecznie zwyciężyła, co bardzo rozzłościło niektórych polskich internautów i „kibiców tenisa”, którzy po prostu zaczęli obrażać finalistkę tegorocznego Wimbledonu. Finalistkę, bo w finale u Sabiny doszła do głosu psychika (lub też zmęczenie), presja, świadomość, że to jej pierwszy finał w karierze i ostatecznie uległa bardziej doświadczonej Marion Bartoli. Niemniej należy się jej szacunek, bo była jedną z najjaśniejszych postaci w tym turnieju (nie bez powodu sama Tenisowa Nerwica ją wyróżnia :) ). Oto droga Sabine Lisicki do finału:

1 runda: Francesca Schiavone – 6:1 6:2
2 runda: Jelena Wiesnina – 6:3 6:1
3 runda: Samantha Stosur (14) – 4:6 6:2 61
4 runda: Serena Williams (1) – 6:2 1:6 6:4
ćwierćfinał: Kaia Kanepi – 6:3 6:3
półfinał: Agnieszka Radwańska (4) – 6:4 2:6 9:7
finał: Marion Bartoli (15) – 1:6 4:6

 

2. Kompromitacja turnieju:

Maria Szarapowa

Skąd to „wyróżnienie”? Rosjanka co prawda przeszła rundę (aż jedną – szacun!), ale od początku jej gra nie wyglądała dobrze. W pierwszej rundzie ostatecznie wygrała w dwóch setach z śliczną Kristiną Mladenovic, jednak ten mecz pozostawiał dużo do życzenia sympatykom Rosjanki, bo poziomem Marysia nie porywała. To był jedyny wygrany mecz Szarapowej w tegorocznym Wimbledonie. W drugiej rundzie Rosjanka podejmowała Michelle Larcher de Brito, zawodniczkę spoza pierwszej setki i przegrała w dwóch setach! (wynik – 6:3 6:4 – Michelle Larcher de Brito) Oczywiście rankingi nie grają, ale porażka Marii zaskakuje – w innych turniejach w tym sezonie ani razu nie odpadła przed ćwierćfinałem. Przebieg meczu pozostawiał wiele do życzenia – osobiście nawet nie miałem zamiaru oglądać tego „widowiska”. Obie panie uraczyły nas głównie krzykami, jękami i innymi wydawanymi z siebie odgłosami. Różnica między Rosjanką a Portugalką polegała na tym, że Michelle trafiała w kort i to ona „wykrzyczała” z turnieju swoją rywalkę. W kolejnym meczu oczywiście nie podtrzymała formy z wcześniejszego spotkania i po wyeliminowaniu gwiazdy Touru przegrała z mało znaną Karin Knapp. Tenisowa Nerwica skomentuje Wimbledon 2013 w wykonaniu Szarapowej jednym gestem – <facepalm>

 

3. Czarny koń turnieju:

Kirsten Flipkens

Czarnego konia nie muszę szukać takiego, ponieważ w tegorocznej edycji było mnóstwo tenisistek, które zaskoczyły dobrym rezultatem, na czele z finalistkami. Postanowiłem jednak wyróżnić Kirsten Flipkens. Belgijka, prezentująca ładny dla oka tenis jeszcze niewiele ponad rok temu była w trzeciej setce w rankingu. Spadek był spowodowany kontuzją (zakrzepy w łydce). Jednak Belgijka zdołała powrócić i zaczęła grać nawet lepiej niż przed kontuzją. W tegorocznym Wimbledonie świetnie wykorzystała otwartą po wycofaniu się Azarenki drabinkę i ostatecznie zameldowała się w półfinale, gdzie już trochę wysiadła fizycznie i przegrała z późniejszą zwyciężczynią, Marion Bartoli. Na największe uznanie Kirsten zasługuje za mecz ćwierćfinałowy, w którym pokonała Petrę Kvitovą, triumfatorkę tego turnieju z 2011 roku. Co tu dużo mówić – świetny turniej w wykonaniu Belgijki! Zobaczmy jej drogę do półfinału:

1 runda: Julia Putincewa (90) – 7:5 6:4
2 runda: Bojana Jovanovski (39) – 6:4 6:4
3 runda: Wiesna Dołonc (97) – 6:4 6:2
4 runda: Flavia Pennetta (166) – 7:6(2) 6:3
ćwierćfinał: Petra Kvitova (8) – 4:6 6:3 6:4
półfinał: Marion Bartoli (15) – 1:6 2:6

4. Polki na Wimbledonie:

Agnieszka Radwańska, Urszula Radwańska, Paula Kania, Magda Linette

Łącznie w tegorocznych zmaganiach w Londynie wystąpiły cztery Polki – dwie w kwalifikacjach i dwie już bezpośrednio w turnieju głównym. Jednak zarówno Paula Kania jak i Magda Linette nie zdołały przejść eliminacji, odpadając już na starcie. Paula przegrała 2:6 6:7(2) z Barborą Zahlavovą-Strycovą (nazywaną przeze mnie pieszczotliwie „Szprycową”) a Magda uległa Claire Feuerstein 2:6 7:6(7) 2:6. Czyli w tej kwestii nie mamy zbyt wiele do podsumowywania. Nikogo nie zaskoczę informacja, że dwiema Polkami w turnieju głównym są sisters Radwańskie – Agnieszka i Urszula „$$$”. Zaczniemy od młodszej siostry, której autograf możecie mieć za zaledwie 50$! Ulcia dotarła do drugiej rundy Wimbledonu, mierząc się na „zielonym dywanie” z reprezentantkami USA. Nie można jednak zaliczyć występu młodszej z sióstr Radwańskich do udanych. Urszula po raz kolejny pokazała, że osiągnięcie trzeciej rundy szlema to za duże wyzwanie dla niej. Podobnie jak na Roland Garros tak i tu przegrała z dużo niżej klasyfikowaną rywalką właśnie w tej fazie turnieju. Czy Ula zdoła się odblokować w kolejnych turniejach wielkoszlemowych? Tenisowa Nerwica będzie obserwować jej starania!

1 runda: Mallory Burdette (68) – 7:6(3) 4:6 62
2 runda: Alison Riske (126) – 6:4 3:6 4:6

Dużo lepiej poszło Agnieszce. Starsza z sióstr Radwańskich była pod sporą presją – broniła punktów za zeszłoroczny finał. Pierwsze dwie rundy to pewne zwycięstwa Polki, ale to nie były zbyt wymagające rywalki. Problemy zaczęły się w trzeciej rundzie, gdzie musiała zmierzyć się z młodą, obiecującą i świetnie serwującą Madison Keys. Radwańska ostatecznie wygrała, ale po trzysetowej walce. Następne dwa mecze również kończyły się w trzech partiach. W półfinale na Agnieszkę czekała rewelacja turnieju – Sabine Lisicki. Panie stworzyły całkiem dobre i bardzo emocjonujące widowisko, w którym ostatecznie zwyciężyła Niemka. Jak oceniam występ Radwańskiej? Uważam, że to był niezły turniej w jej wykonaniu. Jako jedna z nielicznych pań z top 10 rankingu nie zbłaźniła się, była jedyną tenisistką z czołówki w półfinale, a porażka z rozpędzoną Sabine wstydu jej nie przynosi. Za to zachowanie przy siatce i tekst na konferencji prasowej już owszem…

1 runda: Yvonne Meusburger (116) – 6:1 6:1
2 runda: Mathilde Johansson (98) – 6:1 6:3
3 runda: Madison Keys (52) – 7:5 4:6 6:3
4 runda: Cwetana Pironkowa (72) 4:6 6:3 6:3
ćwierćfinał: Na Li (6) – 7:6(5) 4:6 6:2
półfinał: Sabine Lisicki (24) - 4:6 6:2 7:9

5. Mecz turnieju:

Sabine Lisicki vs Samantha Stosur

Tym wyborem chyba zaskoczę większość czytelników, ale widziałem ten mecz i wiem co mówię. Wybór nie był łatwy, bo było sporo dobrych spotkań, jednak postanowiłem wybrać spotkanie trzeciej rundy między Sabine Lisicki a Samanthą Stosur. O ile dobra forma Niemki na Wimbledonie nie dziwi, o tyle Samantha Stosur zaskoczyła w tym roku. Zawodniczka, która teoretycznie powinna bardzo dobrze radzić sobie na trawie (bardzo dobry serwis i forhend), na Wimbledonie kompletnie sobie do tej pory nie radziła, co rok odpadając we wczesnych fazach turnieju. Dużo lepiej szło jej w deblowym Wimbledonie, którego była finalistka (i to aż trzykrotnie, a w jednym z nich grała w parze z… Lisicki). W tym roku Australijka mnie zaskoczyła łatwym przejściem przez dwie pierwsze rundy. Niby rywalki nie były zbyt wymagające (Schmiedlova i Puczkowa), jednak styl, w jakim się z nimi rozprawiła był obiecujący na następne spotkania z wyżej notowanymi rywalkami. Trzecią rundę z Sabine Sam rozpoczęła bardzo dobrze, wygrywając pierwszego seta. W kolejnych dwóch górą była Niemka, jednak gra obu pań w tym meczu była świetna. Lisicki grała super, jak zwykle na Wimbledonie, za to Stosur zagrała najlepszy mecz w swojej karierze (podkreślam – singlowej) w tym turnieju. Obie panie skończyły mecz z lepszym bilansem winnerów do niewymuszonych błędów oraz świetnie sobie radziły przy siatce. Mam nadzieję, że to nie był jednorazowy występ Samanthy i w kolejnych latach będzie jeszcze lepiej. Tenisowa Nerwica trzyma kciuki! Wynik: 4:6 6:2 6:1 – Sabine Lisicki

6. Anty-mecz turnieju:

Sloane Stephens vs Petra Cetkovska

Niestety jestem zmuszony ochrzanić moją chrześnicę, która w trzeciej rundzie zagrała bardzo słabe spotkanie przeciwko Petrze „zmorze Radwy” Cetkovskiej. O tym meczu można powiedzieć jedno – mecz błędów. Obie panie psuły na potęgę, szczególnie Czeszka, która starała się kreować grę. Sloane głównie przebijała na drugą stronę. Pierwszego seta po tie-breaku wygrała Amerykanka. W drugim Cetkovska zaczęła grać dużo lepiej, za to Stephens poziomu nie zmieniła, co poskutkowało tym, że Sloane otrzymała od swojej czeskiej koleżanki koło od roweru. Trzeci set to powrót Petry do poziomu z pierwszej partii i ostatecznie uległa młodszej rywalce. Podobno zwycięzców się nie sądzi, więc oszczędzę Sloane i nie będę już nic mówił o tym meczu. Gratuluję za to ćwierćfinału, bo na tej fazie turnieju zakończyła ona swoją przygodę z Wimbledonem. Wynik: 7:6(3) 0:6 6:4 – Sloane Stephens

7. Żenada turnieju:

nawierzchnia, ilość kontuzji

To co się działo na tegorocznym Wimbledonie to jakieś kuriozum. Ilość kreczy, walkowerów i wywrotek tenisistów podczas meczów przeraża. Spowodowane to było prawdopodobnie nawierzchnią, która została źle przygotowana. Do historii przejdzie tzw. „czarna środa”. Swoich spotkań w tych dniu nie dokończyli (lub w ogóle nie wyszli nawet na kort) : Victoria Azarenka, Jarosława Szwedowa, Steve Darcis, Marin Cilic, Radek Stepanek, John Isner, Michael Llodra. W tym dniu kontuzje ścięgna Achillesa doznała Caroline Wozniacki, trawa nie oszczędziła też Marii Szarapowej, która kilkakrotnie lądowała na niej. W innych dniach kreczowali także: Igor Sijsling, Paul-Henri Mathieu, Philipp Kohlschreiber, Romina Oprandi. Tenisowa Nerwica jest zażenowana!

8. Najlepsze ubranko:

Bethanie Mattek-Sands, Caroline Wozniacki

W tej kategorii chyba nie muszę nic mówić, odpowiem zdjęciami: 

9. Najgorsze ubranko:

Wiktoria Azarenka, Julia Goerges

Jak wyżej:

10. Statystyka:

Spotkania zakończone w dwóch setach: 80
Spotkania zakończone w trzech setach: 43
Maratony (spotkania zakończone wynikiem „8:6″ w trzecim secie lub wyższym:
 krecze: 1
walkowery: 2
porażki rozstawionych: 5, 10, 13, 21, 26, 28, 31 (pierwsza runda) 2, 3, 7, 9, 12, 16, 22, 24, 27, 30 (druga runda) 14, 18, 25, 29, 32 (trzecia runda) 1, 11, 19 (czwarta runda) 6, 8, 17 (ćwierćfinał) 4, 20 (półfinał) 23 (finał)

Ostatnie słowo: Tak dziwny, zwariowany i sensacyjny Wimbledon już się nie nigdy nie powtórzy.