Z góry przepraszam za wszystkie opóźnienia – niestety obowiązki szkolne uniemożliwiają mi pisanie postów w terminie. Postaram się wszystko jak najszybciej nadrobić, dlatego bez niepotrzebnego przedłużania, przejdę od razu do najciekawszych spotkań pierwszej rundy.


Jak zawsze zacznę od spotkań polskich zawodniczek. W tegorocznym Australian Open grają dwie Polki – nikogo nie zaskoczę, jak powiem, że są to siostry Radwańskie. W kwalifikacjach do pierwszego turnieju wielkoszlemowego w sezonie miała brać udział jeszcze Sandra Zaniewska, niestety Polka była zmuszona do wycofania się z imprezy z powodu kontuzji, której doznała w meczu kwalifikacyjnym do turnieju w Auckland. Wracając do sióstr Radwańskich – rozpocznę najpierw od meczu starszej z sióstr. Agnieszka w pierwszej rundzie podejmowała reprezentantkę gospodarzy – Bojanę Bobusic. Australijka wywalczyła sobie dziką kartę do turnieju w specjalnych australijskich eliminacjach, gdzie pokonywała wyżej rozstawione rywalki. W losowaniu drabinki turnieju głównego miała pecha, bo na dzień dobry trafiła na czwartą rakietę świata, która w tym sezonie jeszcze nie przegrała meczu. To sprawiło, że Radwa poczuła się zbyt pewnie na korcie, jakby wyszła na mecz z myślą „co nie zrobię i tak wygram”. Tymczasem w pierwszym secie nie było tak słodko. Bojana miała szansę zakończyć seta przy swoim podaniu, dzieliły ją od tego zaledwie dwie piłki. Jednak nie wykorzystała tej szansy, Radwańska ostatecznie zapisała pierwszego seta na swoje konto, a w drugim nie oddała mniej doświadczonej rywalce nawet gema. W drugiej rundzie Polka zagrała z Iriną-Camelią Begu. Wynik: 7:5 6:0 – Agnieszka Radwańska
Tyle szczęścia nie miała młodsza siostra Agnieszki. Urszula pomimo rozstawienia, nie miała najlepszego rozstawienia – w pierwszej rundzie podejmowała groźną Jamie Hampton, która w tym roku ugrała najwięcej w tym roku z jej niepokonaną do tej pory siostrą (Amerykanka przegrała wtedy po dwóch tie-breakach). Ula przegrała dość łatwo, w dwóch setach, popełniając 20 niewymuszonych błędów i notując tylko 8 winnerów. Hampton zakończyła mecz z bilansem winnerów do błędów 33:26. W drugiej rundzie podjęła niejaką Luksikę Kumkhum, która w pierwszej rundzie wyeliminowała Sofię Arvidsson. Wynik: 6:2 6:4 – Jamie Hampton

W pierwszej rundzie doszło do meczu dwóch pań, które jeszcze w 2011 r. obydwie znajdowały się w top 10. Obecnie jedna z nich jest na wylocie z top 10, natomiast druga znajduje się daleko poza nią. Oczywiście tak drastyczny spadek Francesci Schiavone w rankingu można usprawiedliwić wiekiem, o tyle forma Petry Kvitovej jest dla mnie niezrozumiała. Zawodniczka typowana po sezonie 2011 na liderkę rankingu i tenisistkę, która przez lata będzie dominować w rozgrywkach WTA, ma problemy, żeby wygrać choć jeden mecz (choć są plotki, że u Petry nasiliły się problemy z astmą). Ostatecznie wygrała ta młodsza i żeby się dłużej nad nią nie pastwić, podam statystyki: 21:23 u Włoszki i 28:42 u Czeszki. W drugiej rundzie Petra zmierzyła się z leworęczną tak jak ona Laurą Robson. Wynik: 6:4 2:6 6:2 – Petra Kvitova

Do małej sensacji doszło w meczu dwóch zawodniczek z południa Europy. Zawsze groźna i przyjemnie dla oka grająca Carla Suarez Navarro wyeliminowała ubiegłoroczną ćwierćfinalistkę, Sarę Errani. Włoszka, największe zaskoczenie poprzedniego sezonu, nie kontynuuje swojej świetnej passy z 2012 roku. Czyżby miała zostać gwiazdką jednego sezonu i w tym czeka ja solidny spadek w rankingu? Sara skończyła bezpośrednio zaledwie 12 piłek, a popełniła aż 30 niewymuszonych błędów. Statystyki Hiszpanki wyglądają dużo lepiej – co prawda popełniła o jeden błąd więcej od Errani, ale zanotowała również 28 winnerów i w kolejnym meczu podjęła mało sympatyczną Julię Putincewą. Wynik: 6:4 6:4 – Carla Suarez Navarro


Bardzo miłą niespodziankę (dla mnie) sprawiła Kimiko Date-Krumm. 42-letnia Japonka bardzo niespodziewanie i po zaskakująco jednostronnym meczu wygrała z rozstawioną z nr 12 Nadią Petrovą. Mecz ten świetnie zobrazują statystyki: 9:38 (!) u Nadii Petrovej. Z tyloma błędami nie da się wygrać meczu. U Kimiko bilans końcowy wygląda dużo lepiej (17:18). Po tym meczu Japonka została najstarszą tenisistką, która wygrała mecz w Australian Open. W drugiej rundzie Date-Krumm spotkała się z Shahar Peer. Wynik: 6:2 6:0 – Kimiko Date-Krumm

Na koniec jako pewnego rodzaju „wiśniówkę na torcie” zostawiłem sobie mecz dwóch pań, które mogą się poszczycić polskimi korzeniami i bardzo dobrą znajomością naszego pięknego języka. Caroline Wozniacki zmierzyła się z Sabine Lisicki. Losowanie Dunki nie oszczędziło, na początek musiała podjąć bardzo groźną rywalkę. Większość znawców (czyt. hejterów) oczywiście na starcie skazało Carolcie na porażkę, sam uwierzyłem, że Sabine może wygrać. Jednak tak się nie stało, choć Niemka była bardzo blisko (w trzecim secie prowadziła 3:0). Trzeba jednak pochwalić odporność psychiczną Caroline i jednocześnie zaznaczyć, że gdyby nie błędy Sabine, to mogło być ciężko. Szkoda mi Lisicki, bardzo ją lubię, ale cóż, któraś musiała odpaść. Caro w drugiej rundzie zagrała z najmłodszą uczestniczką turnieju, śliczną i utalentowaną Donną Vekic. Wynik: 2:6 6:3 6:3 – Caroline Wozniacki

Rozstawione zawodniczki, które odpadły z turnieju: Sara Errani (7.), Nadia Petrova (12.), Anastazja Pawluczenkowa (24.), Jarosława Szwedowa (29.), Urszula Radwańska (31.), Mona Barthel (32.)